Start me up!

The Rolling Stones – Start me up (KLIK) 

Witajcie, drodzy blogerzy, i witaj, Internecie! Jest mi niezmiernie miło gościć Was w skromnych progach mojego nowego projektu, Music like air – proszę więc o trzymanie kciuków o powodzenie bloga, wsparcie bardzo mi się przyda.

O czym będę tu pisać? O muzyce, jak sugeruje nazwa bloga; o zasłyszanych tu i tam dźwiękach, z którymi czasami jestem tak silnie związana, iż nie wyobrażam sobie bez nich dnia. Zdarza się, że jakiś utwór „chodzi” za mną bez końca, czuję go niemalże w swojej krwi. Jest dla mnie jak powietrze. Swoje kroki stawiam w jej rytm. Wpływa na mnie i zdarza się, że doskonale wyraża to, co czuję. Otulam się dźwiękami i, powtarzając w myślach teksty, układam się spać: bywa, że owijają się wokół mnie delikatniej niż satyna lub czuję ją na skórze niczym tatuaż. Bywa, że i muzyka mi się „śni” – nie wiem, jak mam racjonalniej wytłumaczyć to, co słyszę tak wyraźnie.


Jestem przekonana, że moje życie posiada swoją ścieżkę dźwiękową. Osoby, które bliżej mnie znają, wiedzą, jak często zdarza mi się z nabożeństwem i cielęcym wręcz zachwytem mówić: „To moja piosenka!!!”, gdy przypadkiem usłyszę znany mi kawałek, z którym łączę jakieś wydarzenia z życia. A życie pisze mi piękny soundtrack na miarę tego, co się w nim dzieje… Już na etapie 22 lat zestaw ten zdaje się nie mieć końca – a znajdziemy tam tak zaskakujące połączenia, że autentycznie zalatuje schizofrenią („Dlaczego twój gust muzyczny ma rozrzut jak ruska katiusza?”- zadano mi niedawno pytanie, pół żartem, pół serio). U mnie w domu zawsze słuchało się bardzo różnorodnej muzyki – zdarzało się, że z każdego z trzech pokoi dobiegały inne utwory – i w związku z tym mogę śmiało przyznać, że słucham niemalże każdego jej rodzaju. Sama, niestety, nie gram na żadnym instrumencie, lecz z samego słuchania czerpię wielką siłę.

936448_10151475522578564_1662648148_n(fot. Google)

Mam w sobie głód muzycznych podróży, które czasami skutkują niezwykłymi odkryciami, nawet i prawdziwymi skarbami. Wciąż słucham i szukam, a sprzymierzeńcami są mi w tym programy Last.fm (KLIK), Soundhound i Spotify (KLIK) , portale Youtube i 1000plastinok, radia internetowe oraz… wspaniała kolekcja płyt mojego taty. Ale najczęściej odkrywam przez przypadek, będąc na zakupach, za granicą, rozmawiając ze znajomymi.

I z tymi właśnie odkryciami chciałabym się z Wami tu dzielić. Z poszukiwaniami, uczuciami i wydarzeniami, których jestem świadkiem. Chciałabym spisać swoją muzyczną historię na tyle, na ile to możliwe – a słowo pisane zawsze było dla mnie łatwiejszą formą ekspresji samej siebie. Niestety, przy przenoszeniu bloga nie skopiowała się część tekstu, więc będę musiała zbudować go praktycznie od nowa – ale może to i lepiej. Begin again.

Słówko wstępu chyba powinno być krótkie, choć zdarzało mi się czytać publikacje o czterdziestostronicowych przedmowach… Nie przedłużając więc, jeszcze raz zachęcam do czytania, trzymania kciuków…

…i oczywiście słuchania.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s