Lady „no more” Gaga? (cz.I)

Lady+Gaga+ARTPOP

Bardzo często pytam ostatnio: gdzie się podziała Gaga, którą tak lubiłam?

Przy okazji premiery najnowszego teledysku G.U.Y. (Girl Under You) postanowiłam zabrać głos. Z wpisem nosiłam się od ponad tygodnia, ale obowiązki uczelniane nieco opóźniły go w czasie. Z drugiej zaś strony osłuchałam się nieco z najnowszym albumem amerykańskiej wokalistki i mogę odnieść się do nieco szerszego kontekstu, niż tylko single. Przy okazji wykonałam również małą podróż wstecz: cofnęłam się do początkowej, nieco kosmicznej twórczości Gagi, która wyniosła ją na piedestał muzyki pop.

Uwolnij mój umysł, ARTPOP.

Free my mind, ARTPOP,  you make my heart stop.

Nawet mnie samą dziwi moja opinia na temat ARTPOP i obecnego stadium rozwoju kariery piosenkarki. Nie zaliczyłabym siebie do Little Monsters, wiernych i oddanych fanów, ale plasowałabym się gdzieś w okolicach Team Gaga – czyli: tak, generalnie lubię i słucham. Uważam, że genialne jest to, co robi Haus of Gaga (zespół kreatywny piosenkarki, który odpowiedzialny jest między innymi za kostiumy sceniczne, makijaż i scenografię występów) i jak najbardziej podpisuję się pod misją The Born This Way Foundation, która przeciwdziała nietolerancji i znęcaniu się nad młodzieżą. W pewien sposób podziwiam artystkę za jej odwagę i szczerość; nie ze wszystkim się zgadzam, nie każde wizerunkowe poczynanie popieram, ale ogólnie jestem na tak. Jak do tej pory jakoś muzyka Gagi broniła się sama, bo po prostu była dobra (dobra w kanonach muzyki pop, oczywiście) – niestety, filozofia ARTPOP nie do końca przemówiła do krytyków. A ja bardzo, ale to bardzo chciałabym ją zrozumieć… ale nie mogę.

Powiedzmy sobie jasno: niestety, ARTPOP to nie jest dobry album. Pierwsze przesłuchanie było dla mnie średnio przyjemną chwilą, mimo iż podeszłam do niego jak najbardziej obiektywnie. Z radia znałam jedynie single Applause i Do what U want: szału może nie było, ale i rąk nie załamywałam. Zaintrygowała mnie sama promocja płyty, Gaga dość długo milczała w kwestii nowego krążka, a na kilka dni przed tak wyczekiwaną premierą pierwszego singla… sama opublikowała go w sieci dosłownie ze dwa dni wcześniej.

lady-gaga-applause-venus

Let’s go gaga …for Gaga

Z pewnego rodzaju rozrzewnieniem wspominam tę platynową blondynkę w body, która w 2008 roku przebojowym Just Dance wdarła się na pierwsze miejsca notowań. Pseudonim sceniczny Stefani Angeliny Germanotty był wtedy na ustach wszystkich: GaGa jednoznacznie odwoływało się do wielkiego utworu kultowej grupy Queen i potrzeba niemałej odwagi, by takie imię nosić! Piosenkarka jednak dzielnie odparła wszystkie ataki zwolenników brytyjskiej formacji, a podczas gali MTV Video Music Awards w 2011 roku wraz z Brianem May’em wykonała utwór Yoü and I.  

Lingwistyczna ciekawostka: w języku angielskim istnieje wyrażenie idiomatyczne to go gaga, które oznacza ekscytację, podniecenie, szał. Niewątpliwie świat oszalał na punkcie Gagi, piosenkarka stała się tak rozpoznawalną postacią, że niesposób było przejść obok niej obojętnie. Budziła kontrowersyjne emocje, ale w muzycznym świecie pojawiła się w momencie wręcz doskonałym. Tron muzyki pop od kilku lat świecił pustkami, a blask dotychczasowych gwiazd takich jak Madonna, Britney Spears czy Christina Aguilera znacznie przybladł. Show-business i popkultura pragnęły świeżej krwi, a Gaga idealnie wykorzystała swój moment: sukces debiutu wyciska dziś do maksimum.

Od jakiegoś czasu Gaga promuje się turpizmem, niechlujnym wizerunkiem, brzydotą, które, w jej mniemaniu, czynią ją piękną i artystyczną. No, nie do końca… Na Facebookowym profilu Music Like Air’a już zastanawiałam się nad tą kwestią przy okazji filmiku An ARTPOP Film – spójrzcie na niego sami.
Gaga najpierw jest królową, później tarza się w mchu, aż w końcu balansuje na granicy turpizmu i gołej pupy. Nadal „art” czy raczej przerost formy nad treścią? This album is a celebration. My pain exploading in electronic music, jak sama piosenkarka opowiada o ARTPOP. Problem jest taki, że świeżość Lady Gagi gdzieś uciekła. Do, niestety, dość przeciętnej muzyki dorabiana jest zbyt daleko idąca filozofia, której nijak nie mogę zrozumieć. Świat już nie szaleje tak bardzo na jej punkcie: w pewnym momencie wyczuł, że Gaga przegina i jest „ciężkostrawna” dla odbiorcy. Na takim samym poziomie, a nawet wykazującym tendencję wzrostową, pozostaje uwielbienie fanów japońskich – tam piosenkarkę NAPRAWDĘ hołubią. Europa szaleje nieco mniej, bo wizerunek i wygląd nie idzie w parze z wrażeniami, które zostawia sama płyta.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s