Po(d)słuchane: ELLIE GOULDING

ellie-goulding-halcyon-days

(fot. maximumpop.co.uk)

W dzisiejszym wpisie chciałabym podzielić się z Wami tym, co podejrzałam i podsłuchałam, co mi polecono i… co z miejsca pokochałam. Często zdarza mi się pytać znajomych, czego słuchają i jakie dźwięki skradły im serce – staram się zapisywać nazwy zespołów czy pojedynczych utworów, by potem do nich zajrzeć. Nie zawsze rekomendacje pokrywają się z moim obecnym gustem, ale zawsze cieszy mnie to, że znajdę coś nowego, czego jeszcze nie słyszałam. Odkrywanie nowej muzyki to dla mnie możliwość poznania nowych gatunków, ale przede wszystkim ogromna radość odkrywania, więc uważnie notuję to, czego warto posłuchać!

Dzisiejszą muzyczną rekomendacją jest Ellie Goulding, brytyjska wokalistka electropop / dance. O tyle ciekawa jest moja historia z Ellie, o ile na początku byłam do niej dość sceptycznie nastawiona i niezbyt entuzjastycznie podeszłam do jej twórczości. Z radia znałam single Lights i Burn, które przyjęłam bez większego szału – powiem nawet, że denerwował mnie ten nieco zachrypnięty wokal, który nijak nie pasował mi do szybszych kawałków. Jakiś czas później w babskim pisemku wpadł mi w ręce artykuł na temat jej związku ze Skrillexem (bo niby taka para typu “Piękna i Bestia”), a w nim średnio ambitny komentarz: Ellie Goulding do tej pory kojarzyła się z dość mdłymi, balladowymi utworami, i tak dalej – co rzeczywiście można pomyśleć, znając jedynie dwa wyżej wymienione single. Jakże wielką i niezwykle miłą niespodzianką było dla mnie odkrycie innych piosenek Ellie, które naprawdę spadły mi z nieba w dość trudnym momencie mojego życia.

Nie zamierzałam nagrać płyty o rozstaniu, ale chyba tak wyszło, jak sama przyznała wokalistka przy okazji premiery płyty Halcyon. Nie od dziś wiadomo, że z bólu powstają najlepsze dzieła – a opisane dźwiękami rozstanie Ellie niezwykle pomogło, gdy to ja odbijałam się od ściany do ściany i oglądałam świat pustymi oczyma. Nikt tak dobrze nie zrozumie złamanego serca kobiety jak druga kobieta, więc przy płycie Halcyon pozwoliłam sobie na całą gamę emocji. Powzruszać się, popłakać, pomarzyć, obudzić się w środku nocy z tekstem I know you care w głowie, siąść do biurka i zacząć robić projekt zaliczeniowy. Nomen omen, na temat miłości – i dostałam z niego 5.

ellie-wireless(fot. elliegoulding.com)

Taki właśnie jest album Halcyon Days: ukazuje on najróżniejsze odcienie uczuć. Te emocje po prostu się słyszy i czuje w tekstach, mimo tej różnorodności płyta jest bardzo spójna, ciepła i przyjemna w odbiorze. Zapłaczemy i wzruszymy się, ale po chwili radośnie zerwiemy się do tańca i zapomnimy o wszystkich gorzkich chwilach. Wokalne umiejętności Ellie dodają płycie dodatkowego smaczku: jej sopran potrafi być zarówno bardzo liryczny, romantyczny, jak i silny, energetyczny, napawający dobrą energią. Zwracam całkowicie honor temu lekko zachrypniętemu, ale pięknie brzmiącemu głosowi – to czyni go znakiem rozpoznawczym piosenkarki.

Album rozpoczyna piękny, przejmujący utwór Don’t say a word, który zaczarował mnie od pierwszej chwili. Podczas słuchania właśnie tę gęsią skórkę uznaję za wyznacznik dobrej muzyki – po takim preludium może być tylko lepiej. Specjalnie umieszczam link do wersji live, bo jest tak poruszająca, że autentycznie się przy niej popłakałam. To wykonanie niczym nie różni się od tego, które usłyszymy na płycie – chapeau bas dla wokalnych umiejętności Ellie. Gorąco polecam, a wręcz namawiam, by posłuchać deluxe edition Halcyon Days. Tak się składa, że rozszerzona wersja zawiera dużo moich ulubionych utworów, bez których czułabym się naprawdę biednie, więc tym bardziej ją rekomenduję. Choć naprawdę trudno mi będzie wybrać spośród tych 28 nagrań to najlepsze, bowiem każde z nich jest dla mnie ważne: Halcyon, Figure 8, I know you care, Midas touch, Tessellate, Without your love, Anything could happen. Akurat tak się złożyło, że dość intensywnie przeżywałam rozstanie, a piosenki z Halcyon days dawały mi ogromne wsparcie. Siło dobrej muzyki – trwaj!

Płyta Halcyon days po prostu nie mogła być zła – wielki talent i wspaniały wokal Ellie bronią się same. Do współpracy nad albumem Brytyjka zaprosiła również kilku bardzo dobrych producentów i to naprawdę się słyszy – rękę przyłożyli do niego między innymi Calvin Harris (z którym, nawiasem mówiąc, piosenkarka bardzo się przyjaźni), Tinie Tempah, Jim Eliot czy Madeon. Efektem takiej produkcji był wielki sukces albumu: tylko w samej Wielkiej Brytanii i to w pierwszym tygodniu płyta sprzedała się w ponad 33 tysiącach egzemplarzy! Liczne miejsca pierwsze na listach przebojów w Australii, Kanadzie, Niemczech czy Szwajcarii tylko potwierdzają dobry odbiór poza UK. Również i muzyczni krytycy odnieśli się pozytywnie do Halcyon Days: wysoko ocenili ją recenzenci z The Daily Telegrapgh, Los Angeles Times i USA Today

W przypadku tej płyty naprawdę trudno mi co rusz nie mówić, że któryś kawałek jest moim ulubionym. Bardzo cenię pozytywną siłę płynącą z tego albumu – w dodatku energia, którą emanuje piosenkarka, jest naprawdę do pozazdroszczenia. Obserwuję Ellie na Instagramie i z całą pewnością mogę powiedzieć, że jest to tak pozytywna “wariatka”, że co rusz z przyjemnością daję łapkę w górę. Zdjęcia z koncertów, backstage’ów sesji, szaleństw z przyjaciółmi, podróży – bez żadnej napinki i mizdrzenia się, co sprawia, że lubię Ellie jeszcze bardziej. Z niecierpliwością czekam na kolejne nagrania tej niezwykle utalentowanej blondynki!

ellie-goulding-marie-claire-uk-february-2014-2(fot. Marie Claire UK)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s