Dlaczego lubię Lanę Del Rey? (cz. I)

 Traktuję Lanę Del Rey jako pewną kreację, personę. Nie interesuje mnie co jadła wczoraj na obiad, ale to co mówi o kulturze amerykańskiej. (…) Najważniejszym instrumentem  w jej piosenkach jest właśnie głos – niski, załamujący się, tworzący niesamowite krajobrazy muzyczne. Trudno go z czymkolwiek porównać: jest jednocześnie słodki i niepokojący.

~ Karolina Sulej, dziennikarka związana z „Gazetą Wyborczą”, „Przekrojem” i „Wysokimi Obcasami”.

Lana, Lana, Lana. „Gangsterska Nancy Sinatra”, królowa stylu retro i smutnych, nostalgicznych piosenek o bolesnej miłości. Romantyzm i tęsknota, wibrujące wręcz emocje, które płyną z tekstów zjednały jej fanów na całym świecie: płyty biją kolejne rekordy sprzedaży, bilety na koncerty rozchodzą się w błyskawicznym tempie, a miliony kobiet z powrotem sięgają do trendów z lat 60. Kolejna Amerykanka w świecie muzyki, która podąża swoją własną drogą, jest na swój sposób intrygującym brandem i modelowym przykładem sukcesu bazującego na efekcie kontrastu… lub stojących za nią wielkich pieniędzy ojca. 

Oprócz tego, że jak większość kobiet, które kupiły jej płytę, przebeczałam całą jesień, od jakiegoś czasu obserwuję poczynania wizerunkowe Lany. Za tym uśmiechem Giocondy na pewno kryje się tajemnica, której być może nigdy nie poznamy, albo piosenkarka celowo buduje wokół siebie otoczkę sekretów. Lanę spowija nie tylko woalka jako element ubioru w stylistyce retro – to również duża ilość plotek, pomówień i niedopowiedzeń na jej temat, które chodzą po głowie dociekliwym. Po raz kolejny sięgnę do swoich wcześniejszych wpisów, ponieważ stanęłam na rozdrożu. Podczas gdy Lady Gaga to dla mnie element zrodzony stricte z popkultury, który jest uznawany na powszechny synonim kiczu, złego smaku, tandety i na dłuższą metę przewidywalny, to w kwestii Lany… nieco się waham. Fakt, obie artystki nagrywają dla tej samej wytwórni (Interscope) i mają zarówno swoich oddanych fanów (little monsters oraz ruch lanaism), jak i licznych przeciwników. Obie bardzo interesująco wypowiadają się na temat popkultury, dlatego też zwracam uwagę na ich wywiady. Przy głębszym porównaniu różni je niemalże wszystko. 

Popkulturowa wydmuszka, ciągle jęczy i wiecznie cierpi

Przygotowując dzisiejszy wpis przeszukałam nieco Internety i natknęłam się na wiele tekstów o słodkich kłamstewkach managementu Lany. Niezbyt pochlebne opinie i wręcz hejterskie ciśnięcie beki proponują m.in. fanpage Lama Del Rey czy Lana Del Rey dosłownie. Dość płodnymi w tej kwestii są portale NaTemat.pl, gdzie autorzy wytykają oczywiście nienaturalnie powiększone usta, czy Pudelek, który przy każdej sprzyjającej okazji obśmiewa wyjęte z kontekstu wypowiedzi piosenkarki. Jakkolwiek Pudelka czytuję i natrząsam się z głupoty celebrytów, to przy okazji bardzo złośliwego stylu komunikowania o niektórych gwiazdach już się tak nie śmieję, bo wyczuwam w tych tekstach manipulację. Jedni są zawsze dobrzy i słodcy; innych zaś trzeba zgnoić za wszelką cenę, napiętnować ich pozbawione szerszego tła wypowiedzi i obśmiać te produkty popkultury. Sama się do szołbizu pchała, to dlaczego się dziwi, że wyśmiewamy jej „wrażliwość”, „trudną miłość” i „mądrości życiowe” – w przypadku Lany pojawia się właśnie taki motyw przewodni komunikacji. Tylko że bardzo często krytyka ta sprowadza się do wytknięcia piosenkarce, że ma za duże usta, a karierę załatwił jej ojciec, zamożny biznesmen. 

Jednak Lana nie składa się tylko i wyłącznie z samego wyglądu. Jest w końcu piosenkarką, więc to muzykę, wokal i występy powinniśmy głównie oceniać – tylko że i tu pojawiają się bardzo skrajne opinie. Jedni kochają jej teksty do tego stopnia, że ozdabiają nimi swoje ciała, inni zaś wyśmiewają trącące banałem zawodzenie o nieszczęśliwej miłości. Krytycy jednak wiedzą swoje: gdy w sieci pojawiło się nagranie Video games, uznali je za najlepszy utwór 2011 roku, a na temat płyty Born to die wypowiadali się raczej przychylnie. Nie zmienia to faktu, że opinie o tym albumie były bardzo podzielone: Jaime Gill z BBC Music przyznał, iż „nie jest on idealny”, ale nazwał go najbardziej wyróżniającym się debiutem od 2008 roku. Brytyjski dziennik The Guardian oraz Slant Magazine, amerykański periodyk on-line oceniły go na 4 gwiazdki w pięciostopniowej skali i pochwaliły jego doniosłą konstrukcję. Recenzenci długo głowili się też nad tym, jak zakwalifikować styl reprezentowany przez Lanę: pojawiały się oczywiście określenia pop, alternative, chamber pop czy trip hop, ale za najlepsze określenie uznano baroque pop – majestatyczny, poetycki, ekspresyjny, zmysłowy. Mój Tata zaś twierdzi, że płyta Born to die wpływa na niego depresyjnie; niemniej jednak jest piękna i sensualna.

Na przeciwnym biegunie znajdowali się publicyści z Rolling Stone, Allmusic i The New York Times, a Sputnikmusic wytykał liczne problemy w piosenkach Lany, „nawet w tych najlepszych”. Nie wszystkim przypadł do gustu smutny, wręcz mroczny klimat płyty; pojawiły się też zarzuty o banał, nadmuchany patetyzm, bycie produktem popkulturowej maszyny. Nie przeszkodziło to jednak temu, że w samej Wielkiej Brytanii w dzień premiery płyta Born to die sprzedała się w ilości 50 000 egzemplarzy.

CZĘŚĆ DRUGA | CZĘŚĆ TRZECIA >>

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s