Dlaczego lubię Lanę Del Rey? (cz. III)

Choć spodziewalibyśmy się raczej, iż wśród muzycznych idoli Elizabeth znajdziemy Arethę Franklin i wiele innych gwiazd minionych epok, za swoje inspiracje piosenkarka uważa między innymi Nirvanę, Bruce’a Springsteena, Janis Joplin i… Eminema. Ciekawe połączenie! Podoba mi się sposób, w jaki Lana czerpie z popkultury i jak się o niej wypowiada, na przykład w pełnej wersji teledysku Ride.

I believe in the country America used to be.

Monolog Lany został z jednej strony uznany za bardzo osobisty i poruszający, z drugiej zaś od razu pojawił się zarzut o banał i nudę. Warte uwagi są jednak słowa na temat kraju, jakim kiedyś była Ameryka – a co za tym idzie, wiarę w purytańską ideę pracy oraz wolność. Słowa te niezbyt się mają do słów piosenki (I’m tired of being fuckin’ crazy, I just ride) i do fabuły teledysku (zaznaczam przy tym, że żeby zrozumieć, trzeba wnikliwie go obejrzeć i pokojarzyć pewne fakty). No właśnie: teledysku, w którym ucharakteryzowana na podlotka bohaterka czule obejmuje sporo starszego od siebie mężczyznę, a następnie wraz z grupą motocyklistów siedzi wokół ogniska i… czuje się dobrze! Jest szczęśliwa między ludźmi, którzy ją rozumieją. Wydaje się bowiem, że Lana nie rozgranicza swego życia prywatnego od wizerunku scenicznego oraz tego, który pokazuje w teledyskach. W wywiadzie dla Daily Mail z 2012 roku podkreśla wagę autentyczności: zarówno siebie, jak i całej swojej twórczości (cytat celowo zostawiony w oryginale): 

I have a personal ambition to live my life honestly and honor the true love that I’ve had and also the people I’ve had around me. If you consider the definition of authenticity, it’s saying something and actually doing it. I write my own songs. I made my own videos. I pick my producers. Nothing goes out without my permission. It’s all authentic. 

Jednak kolejny raz w przypadku Lany kij ma dwa końce: przy okazji premiery płyty Ultaviolence Dawid Karpiuk, dziennikarz działu Kultura w Newsweek Polska podaje w wątpliwość autentyczność piosenkarki:

Autentyczność? Zależy, co przez nią rozumieć. Lana Del Rey łączy w sobie wszystkie wątki dzisiejszej popkultury. Gwiazda pop, hollywoodzka aktorka z czasów złotej epoki, wyzwolona kobieta, zagubiona dziewczyna potrzebująca oparcia silnego faceta, katoliczka szukająca Boga, narkomanka i alkoholiczka obsesyjnie myśląca o samobójstwie, dziewczyna z dobrej rodziny, która zeszła na złą drogę, a ostatnio jeszcze dziewczyna gangstera. (…) Autentyczna czy nie, jest w gruncie rzeczy kwintesencją mitu o bohaterce amerykańskiej popkultury. 

Widząc, jak bardzo tajemniczą i niełatwą do odgadnięcia postacią jest Lana Del Rey, nie chciałabym jej zbyt pochopnie ocenić. Wątpliwościom nie ulega fakt, iż jej gwiazda jak na razie świeci pięknym i obiecującym blaskiem. Choć płytę Ultraviolence uznaję za słabszą niż debiutancka Born to die i Paradise Edition, pod skórą czuję, że sukces jest jej pisany. Jeśli sama Angelina Jolie zaproponowała Lanie, by nagrała piosenkę Once upon a dream do filmu Czarownica… To pomyślną karierę wróżą jej wszystkie znaki na niebie i ziemi. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s