Wratislavia Cantans: odkryć klasykę na nowo

(Sol Gabetta – fot. oficjalna strona artystki)

Kulturalna uczta, muzyka przenikająca do głębi, klasyka odkryta na nowo – takie komentarze często słyszałam po koncertach i w zupełności się z nimi zgadzam. Choć festiwal Wratislavia Cantans zakończył się w zeszłą niedzielę, Wrocław wciąż żyje występami z ostatnich dziesięciu dni. Bogactwo repertuaru, jego różnorodność oraz odważne interpretacje klasyki to zdecydowanie najsilniejsze punkty tegorocznej edycji.

Na pewno nie jestem w stanie opisać wszystkich tych wrażeń, których dostarczyły mi koncerty. Postaram się jednak przekazać Wam choć troszkę tej muzycznej aury, którą można było poczuć w trakcie festiwalu. Bardzo żałuję, że nie udało mi się dotrzeć na występ Violoncello Cantans – sądząc po zdjęciach, koncert Sol Gabetty był naprawdę wspaniały… Akurat o tej samej godzinie odbywał się wernisaż we wrocławskim BWA i postanowiłam wybrać się właśnie tam. Wielki błąd z mojej strony: byłam wręcz zażenowana faktem, że większość ludzi przyszła… po prostu się najeść. Późnym wieczorem wybrałam się jednak na koncert zespołu graindelavoix – rozczarowana doznaniami artystycznymi na płótnie, postanowiłam nadrobić je w postaci muzyki.

(graindelavoix – fot. oficjalna strona zespołu / Facebook)

Przyznam szczerze, że zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać po występie graindelavoix. Bardzo gorąco zachęcano mnie, bym się na ten koncert wybrała: zaciekawiły mnie kontrowersje, które belgijski zespół wywołuje w swoim środowisku. Szczycą się bowiem „bulwersowaniem klasyków” i zaskakują nietypową interpretacją dawnej muzyki. Na temat graindelavoix zdania są podzielone, bowiem jedni kochają ich za niepokorność i odważne improwizacje, a inni zaś zarzucają… zawodzenie. Dla mnie skrajne opinie są najlepszą zachętą do tego, by dany występ zobaczyć i wyrobić na jego temat własne zdanie. Z niemałą ciekawością wybrałam się na ten koncert, bo bardzo chciałam usłyszeć, jak czternastowieczny utwór będzie brzmiał dzisiaj.

Jeśli chodzi o koncerty w ramach Wratislavia Cantans, to występ graindelavoix nie należał do moich faworytów. Nie dlatego, że „źle brzmiał” czy „kojarzył się z Hobbitem” (takie opinie usłyszałam, gdy wychodziłam z kolegiaty) – myślę, że to po prostu kwestia samego wykonywanego utworu. Faktem jest, że Messe de Nostre Dame to niemałe wyzwanie wokalne. Za tak odważne wykonanie zespołowi należy się ogromny szacunek, jednak nie do końca był to mój repertuar. Znacznie bardziej spodobały mi się części przypominające chorał gregoriański, niż improwizacje poszczególnych muzyków. Niemniej jednak w występie graindelavoix było coś mistycznego, poruszającego i hipnotyzującego – polecam wybrać się na ich koncert, by doświadczyć emocji, których nie wyrazi się słowem. Tu możecie obejrzeć i posłuchać fragmentu występu (choć to nie to samo, co odbiór na żywo), a tu fotorelacja. 

(Vàclav Luks, fot. Ondřej Staněk)

Bardzo przyjemnie wspominam z kolei koncert In te domine speravi – jak już poprzednio wspominałam, kompozycje Jana Dismasa Zelenki prawdziwie mnie oczarowały. Miałam więc dość spore oczekiwania wobec kolejnego występu i nie rozczarowałam się: ponownie udało mi się przenieść w ten baśniowy świat, który czeski muzyk stworzył w swoich utworach. Tym, co najbardziej mnie urzekło, było bogactwo dźwięków i energia. Podobało mi się to, że muzyka Zelenki nie przytłacza – wręcz przeciwnie, czuje się jej lekkość i dzięki temu jest łatwa w odbiorze.

Z takich małych ciekawostek: tuż pod sam koniec koncertu udało mi się zauważyć uśmiech dyrygenta, Vàclava Luksa. Myślę, że i on był bardzo zadowolony z tego występu – dyrygował chórem Dresdner Kammerchor oraz Wrocławską Orkiestrą Barokową i widać było, jak owocna okazała się współpraca. Niewątpliwie Zelenka jest dla mnie odkryciem festiwalu i bez cienia wątpliwości zrobił na mnie największe wrażenie. Cieszę się bardzo, że miałam możliwość poznać lepiej jego twórczość i odejść od postrzegania muzyki barokowej jedynie przez pryzmat Bacha czy Vivaldiego. Zdjęcia możecie obejrzeć tutaj.

c.d.n. 😉 Żeby już nie przedłużać, w kolejnej notce moje wrażenia z ostatnich koncertów i z uroczystego zakończeniu festiwalu – usłyszeć takie wykonanie „Stworzenia świata” Haydna to naprawdę coś!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s