Playlista miesiąca: WRZESIEŃ

Ten miesiąc przyniósł mi trochę szaleństw w playliście – we wrześniu spotkali się w niej najróżniejsi wykonawcy i gatunki. Początek jesieni nie był dla mnie najłatwiejszy i osobista sytuacja znalazła swoje odbicie w muzyce, której słuchałam. Niewątpliwie wciąż  byłam pod silnym wpływem festiwalu Wratislavia Cantans i słuchałam nieco ambitniej: po koncercie Giovanniego Sollimy pojawiła się oczywiście Apocalyptica, a zauroczona muzyką Jana Dismasa Zelenki ponownie sięgnęłam po album Chronologie Jeana-Michela Jarre’a. Po drodze przewinęła się również genialna koncertówka Iron Maiden Rock in Rio, oraz stare, dobre utwory Slipknota. Jednoznacznie potwierdziła się moja teza, że muzyka powraca do nas – nie słuchałam niektórych albumów od czasów szkolnej ławki.

1) Flyleaf: Flyleaf, Memento Mori, New Horizons

Moja historia z Flyleaf rozpoczęła się gdzieś w 2006 roku, gdy pierwszy album kanadyjskiej formacji poleciła mi przyjaciółka. Słyszałaś kiedyś, żeby dziewczyna growlowała?! – po takiej rekomendacji z niemałą ciekawością sięgnęłam po płytę Flyleaf. W gimnazjum słuchałam bardzo dużo głośnej, wręcz agresywnej muzyki, więc album ten wpisał się idealnie w ówczesny gust. Rytmiczne, ostre gitary, silny wokal Lacey Sturm, skłaniające do przemyśleń teksty – pewien etap mojego życia, który świadomie nazywam „najgorszym”, upłynął właśnie przy muzyce Flyleaf. Dziś, już bez tych złych emocji, spokojnie mogę polecić utwory I’m So Sick, Fully Alive, Red Sam, Again, Beautiful Bride.

2) Zola Jesus: Versions, Stridulum II, TAIGA

Rockowe klimaty Flyleaf szybko zastąpiłam czymś spokojniejszym. Zola Jesus i jej nagrania pasowały mi idealnie: album Versions jest po prostu smutny, nawet przygnębiający i depresyjny. Sama artystka przyznaje, że jej inspiracjami artystycznymi są Ian Curtis i zespół Joy Division, opera czy filozofia Artura Schopenhauera. Trudno mi wyobrazić sobie bardziej „jesienną” muzykę i przyznam, że przy pierwszym przesłuchaniu odpadłam w połowie. Magazyn Q pisze o prześladującym i wirującym głosie Zoli, który przypomina Florence Welch czy Kate Bush: ja to podobieństwo zauważyłam dopiero przy słuchaniu płyty Stridulum II. Nomen omen, bardzo ambitnej i melodyjnej; mniej depresyjnej i łatwiejszej w odbiorze. Najlepsze utwory z tego krążka? Night, Manifest Destiny i Tower.

3) TIAAN: EP

Pozostaję wciąż w spokojniejszych klimatach, choć już w zupełnie innej tonacji. Muzyki TIAAN nie można określić inaczej, niż po prostu seksowna – tak piszą o niej recenzenci. Urodzona w Australii piosenkarka swoją zmysłową twórczością przypomina mi nieco Sade, nieco Delilah, a czasami Aaliyah czy wokalistki R&B. Jej delikatny i ciepły wokal hipnotyzują od pierwszej chwili z jej płytą: piosenki są bardzo przyjemne w odbiorze i prawdziwie mnie oczarowały. EP-ka co prawda zawiera jedynie sześć utworów, ale po ich przesłuchaniu czekam z niecierpliwością na longplay. Dobrego R&B nie było u mnie już dawno: Ciara, Rihanna czy inne gwiazdki średnio do mnie przemawiają, więc skłaniam się ku brzmieniom bardziej eksperymentalnym, ale wciąż zmysłowym. Jestem zakochana w utworach Dive Deep, Devils’ Touch czy Be Ok.

A czego ciekawego Wy słuchaliście we wrześniu? Jeśli chcielibyście polecić mi coś interesującego, bardzo chętnie przyjmę muzyczne rekomendacje na październik: musiclikeair@gmail.com 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s