Playlista miesiąca: PAŹDZIERNIK (cz.I)

CZĘŚĆ DRUGA >>

kbsiauE9Q2Ad7C-20140715.png
(fot. zolajesus.com)

Moja wrześniowa playlista była naprawdę przedziwna – agresywna, pełna sprzeczności, silnie rockowa. W październiku postawiłam na kompletnie inne klimaty i z pewnością wiele wspólnego ma z tym jesień za oknem. Słucham spokojniej, delikatniej i jakby nieco radośniej; mój muzyczny październik podsumowuję jak najbardziej pozytywnie. Jacy artyści skradli moje serce w tym miesiącu?

  1. Zola Jesus, TAIGA

O Zoli Jesus wspominałam już w poprzedniej notce; przy płytach Stridulum II, Versions i The Spoils powitałam pierwszą jesienną deprechę. Tak się złożyło, że na początku października miała miejsce premiera najnowszej płyty wokalistki, TAIGA, której byłam bardzo ciekawa – pierwszy singiel, Dangerous days, naprawdę jest zaskakujący. Moje przeczucia co do brzmienia krążka były jak najbardziej słuszne, bowiem TAIGA to zupełnie inne brzmienie, niż poprzednie nagrania. Recenzenci z magazynu DIY piszą, iż jest najbardziej dostępnym albumem Zoli – jej głos wciąż zachwyca swoją siłą, ale utwory zyskały nową, lżejszą formę, przez co płyta jest o wiele łatwiejsza w odbiorze. Piosenki z TAIGA mają w sobie dynamikę, iskrę, których brak na Stridulum II i Versions; Hunger, Dangerous days, Lawless czy Go (Blank sea) słyszałabym w radio. Moim zdaniem to fantastyczna zmiana, która na pewno wyjdzie piosenkarce na dobre: tym albumem Zola stworzyła małe arcydzieło ambitnego popu! Niby jesień, ale taka jakby… cieplejsza.

  1. Spandau Ballet, The best of

Któregoś dnia w pracy leciała cała długa kompilacja kawałków z lat 80.: synthpop, electropop i new romantic to klimaty, które mają „to coś” i w których czuję się bardzo dobrze. Jesienią dość często goszczą u mnie Depeche Mode, Ultravox, Tears For Fears, Eurythmics czy Classix Nouveaux, a teraz do tej kolekcji dołączyła brytyjska grupa Spandau Ballet. Ich nagrania absolutnie mnie oczarowały; nie miałam pojęcia, że zespół ten ma w swoim repertuarze tak ciepłe i przyjazne utwory. Wcześniej znałam z radia jedynie True czy Gold (oto przykład piosenek, które wszyscy słyszeli, ale nigdy nie wiedzą, kto je wykonuje), a The best of okazało się idealnym towarzyszem październikowych wieczorów. Ten album otula ciepłem i sympatycznością i idealnie nadaje się do relaksu po ciężkim dniu. Jak wskazuje tytuł, na płycie znajdziemy najlepsze utwory grupy – oprócz wspomnianych wcześniej megahitów i wolniejszych ballad znajdziemy również nieco żywsze piosenki, takie jak Paint me down, Only when you leave, Lifeline czy She loved like diamond. Pozytywne emocje gwarantowane – MLA poleca bardzo serdecznie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s