MLA recenzuje: DANITY KANE

http://thehonestyhour.com/2013/05/report-danity-kane-reunion-in-the-works/
(fot. thehonestyhour.com)

Jak to możliwe, że niezwykle utalentowany girlsband pod skrzydłami samego P. Diddy’ego zamilkł na sześć lat? Z zespołem Danity Kane nagrywały przecież takie sławy jak Missy Elliott czy Rick Ross – pierwszy album pokrył się platyną, drugi złotem. Trzeci zaś stanął pod ogromnym znakiem zapytania, gdy z grupy wyleciała D. Woods i ogłoszono „przerwę” dla ostudzenia emocji. W 2014 Danity Kane powracają, ale mam poważne obawy, że DK3 to ostatni album w ich karierze.

W obozie Danity Kane wiele się pozmieniało i z pewnością ma to znaczący wpływ na odbiór tej płyty. Śledziłam na bieżąco program Making the Band 4 i stąd wiem, że nie zakończył się on wesoło dla girlsbandu. Winą za wszystkie „kwasy” w dużej mierze obarczam władczego Diddy’ego i, przepraszam za określenie, pustą lalę, jaką zrobiła z siebie Aubrey O’Day. Z wspaniałego, charyzmatycznego kwintetu odeszła D.Woods (kariera solowa u boku Combsa); mimo wszystko Aubrey O’Day, Shannon Bex, Aundrea Fimbres i Dawn Richard postanowiły wejść razem do studia. Płytę nagrano, lecz w maju 2014 roku Fimbres zdecydowała się opuścić zespół. Niestety, nawet jako trio Danity Kane nie wytrwały długo – po spektakularnej bójce O’Day i Richard grupa ponownie została zawieszona. Przysłowiowa kosa wisi między dziewczynami od wielu lat i nic nie zapowiada porozumienia.

Efektem tej kości niezgody jest bardzo słaby album; nijaki i pozbawiony polotu. Przede wszystkim to nie ta sama energia, która towarzyszyła albumom Danity Kane i Welcome to the Dollhouse… Otulające, ciepłe R&B z tych dwóch płyt prawie w ogóle nie jest obecne na DK3; to już zupełnie nie te klimaty. W 2014 wszyscy śpiewają o imprezach i za tym trendem podążyły również Danity Kane. Poprzednich dwóch płyt mogłam słuchać bez końca, bo reprezentowały tak dobre R&B – DK3 ledwo dosłuchałam do końca i z trudem znalazłam w niej jakiś dobry punkt. Niezbyt ambitne teksty i przeładowanie beatem w rezultacie brzmią jak usilna próba dopasowania się do popularnego obecnie brzmienia.

danity-kane-dk3-album-cover
(fot. directlyrics.com)

DK3 zawiera 10 utworów, ale w zasadzie dość przeciętnych. Mam wrażenie, że ten album został nagrany tylko po to, by zostać nagranym. Płytę rozpoczyna taneczny utwór Rhythm of love – jest w porządku, ale to nic specjalnego. Piosenkę tego typu słyszałam już wiele razy u wykonawców takich jak Havana Brown, Neon Jungle, Lady Gaga czy Girlicious. Czuje się jednak, że to już zupełnie inne Danity Kane; dziewczyny zdecydowanie odeszły od dawnego stylu na rzecz dance i popu. W klimatach R&B pozostały jedynie piosenki Lemonade (najlepszy utwór na DK3), Tell me, Two sides i Secret lover. O ile dwa pierwsze są całkiem dobre, dwie kolejne nie zachwycają. All in a day’s work byłoby dobrą piosenką, gdyby nie przeładowanie basem i vocoderem. Utwór Rage brzmi dość tandetnie, a jego tekst jest zupełnie niedopasowany do stylu Danity Kane (We rage at the party like maniacs). Roulette jest nijakie i nie zachęca do dalszego słuchania. Przy balladzie Pieces ma się wrażenie, że została wsadzona na DK3 na siłę, bo przecież jakaś ballada musi być. Ostatnia piosenka, Bye baby, naprawdę mnie zaskoczyła: dlaczego najlepszy utwór na płycie został na niej umieszczony jako ostatni?! Przecież brzmi dobrze, można się przy nim pobujać na imprezie i generalnie wybija się na tle całej płyty.

Oddani słuchacze Danity Kane mogą się poczuć, delikatnie mówiąc, zawiedzeni. Rozumiem, że od wydania ostatniej płyty (Welcome to the Dollhouse, 2008) minęło sporo czasu – ale jeśli na DK3 zostały umieszczone najlepsze piosenki, które powstały w ciągu tych sześciu lat… Być może tak krytycznie podchodzę do DK3, bo wciąż porównuję ten album do dwóch poprzednich płyt. Wiem, że sześć lat między kolejnymi krążkami to bardzo dużo czasu i że obecne trendy w nagrywaniu muzyki są zupełnie inne. Zespół Danity Kane powstał jednak z miłości do muzyki – niestety, najbardziej boli mnie to, że nie przetrwała nawet ona.

Nie zmienia to jednak faktu, że płyta ta jest kompletnie pozbawiona cudownej, iskrzącej energii. Występy z czasów, kiedy dziewczyny były zgrane i tworzyły wspaniałe utwory porównuję z obecnymi i zupełnie nie widzę ani jednej nici porozumienia. Smutne jest to, że w ten album nie ma praktycznie żadnego wkładu jego członkiń – wszystkie piosenki zostały napisane i wyprodukowane przez grupę The Stereotypes. Ponadto płyta ta została wydana nakładem jej wytwórni, a nie jak do tej pory, Bad Boy Records (należącej do Seana „Diddy’ego” Combsa).

Silnie wierzę w to, że Danity Kane są w stanie wejść do studia i nagrać wspaniały album. Wymagałoby to wiele wysiłku i pokonania własnej dumy, ale na trzeci comeback raczej nie mamy co liczyć. Topór wojenny między członkiniami girlsbandu nieprędko zostanie zakopany, a ich dotychczasowy opiekun, Diddy, umywa ręce od całej sprawy. Najprawdopodobniej płyta DK3 zamyka dyskografię piekielnie utalentowanego zespołu, który w pewnym momencie przestał mówić językiem muzyki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s