Czy streaming zabija muzykę? (cz. II)

<< CZĘŚĆ PIERWSZA

Czego słuchać, gdy nie ma Taylor?

Wielu artystów z małych wytwórni wypowiada wręcz wojnę streamingowi, „dyktaturze YouTube’a” oraz gigantom branży, Sony, Universal i Warner. XL Records, dla której nagrywa(ła) m.in. Adele, jakiś czas temu ostro kłóciła się ze Spotify w kwestii umieszczania piosenek Brytyjki na serwisie. Jeszcze do niedawna nie mogliśmy posłuchać stamtąd Rolling in the deep; oprócz tego zablokowany był dostęp do wybranych utworów Beyoncé czy Taylor Swift. W przypadku tej ostatniej rozmowy dotyczące udostępnienia skończyły się fiaskiem: do porozumienia nie doszło, a Swift usunęła swoje nagrania z serwisu. Spotify zareagował błyskawicznie i z humorem – swoją playlistą Czego słuchać, gdy nie ma Taylor próbuje nakłonić wokalistkę do zmiany zdania. Jak na razie artystka pozostaje nieugięta; nic też nie wróży zmian w tej kwestii.

(fot. spotify.com)
(fot. spotify.com)

Streaming służy muzykom? W kwestii darmowego dostępu do utworów nawet samo środowisko muzyków ma różne opinie.

Streaming to coś dobrego. By notowania list przebojów były wiarygodne, powinny również uwzględniać sposób, w jaki „konsumuje się” muzykę, a zatem i streaming. Popularność tego typu serwisów jest jak najbardziej pozytywna: za ich pomocą niezależni muzycy zdobyli całe rzesze fanów w zasadzie zerowym kosztem promocji.

 – mówi Dan Smith z formacji Bastille. Dodam tylko, że megahit zespołu, Pompeii, został ogłoszony najpopularniejszą piosenką wszechczasów online. Przeciwną opinię na ten temat ma John McCrea, wokalista zespołu CAKE.

Dawniej wytwórnie przekazywały stacjom radiowym nagrania swoich artystów w nadziei na zarobek ze sprzedaży. Jednak teraz, gdy ludzie nie kupują płyt, procedura ta przestała działać.

Wtóruje mu Bob Lefsetz, amerykański krytyk muzyczny:

Serwisy tego typu pozwalają na dotarcie do milionów ludzi na całym świecie w jedną chwilę. Jedynym problemem jest to, że dziś każdy ma głos.

(fot. Jean-Michel Jarre Facebook)
(fot. Jean-Michel Jarre Facebook)

Znak czasów

Spotify, Deezer czy WiMP stawiają przed branżą ciekawe pytanie: czy możliwa jest rezygnacja z płyt na rzecz streamingu? Myślę, że nie – przemysł muzyczny to przede wszystkim pieniądze. To biznes jak każdy inny, a nie wyobrażam sobie, by artyści chcieli nagle zrezygnować z nagrywania albumów. Drugą stroną medalu jest to, że nawet dziennikarze muzyczni nie dostają już płyt do recenzji i posługują się streamingiem. Psucie rynku? Niestety tak.

We włoskim artykule, który zainspirował mój dzisiejszy wpis, autorzy przewrotnie pytają, czy streaming będzie końcem muzyki. Moim zdaniem to znak czasów, jedna z nowych możliwości konsumpcji muzyki i w przyszłości zapewne pojawią się kolejne. Niemniej jednak my, słuchacze, wciąż mamy sentyment do kupowania płyt – trzymanie w łapkach najnowszego krążka ulubionego artysty jest nieporównywalne z niczym innym na świecie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s