MLA prezentuje: BURNS

Burnsa obserwuję od dłuższego czasu i z niecierpliwością wyczekuję każdego nowego singla czy remiksu. Przyznaję, że na początku trudno było mi zrozumieć jego styl, ale dziś bardzo go cenię – ten brytyjski dj ma niezwykłą wyobraźnię muzyczną. I choć przyjaźni się z Calvinem Harrisem, deadmau5’em czy duetem Hurts, sam pozostaje jakby w cieniu i skupia się na muzyce. Proszę państwa, oto Burns!

http://www.mixmag.net/words/news/calvin-harris-bigs-up-burns
(fot. mixmag.net)

Mroczny, nieprzewidywalny i bardzo tajemniczy – tak właśnie można określić styl Burnsa. Choć tworzy muzykę stricte klubową, daleko mu od imprezowej stylistyki i strzelających korków od szampana. W jego brzmieniu jest coś tajemniczego, a jednocześnie pięknie smutnego. Remiksuje najlepszych, tworzy zaskakujące, bardzo dopracowane utwory i grywa w największych klubach świata. Rzadko udziela wywiadów, sam o sobie mówi niewiele, jego zdjęcia na Instagramie są często niewyraźne, zamglone – pozwala natomiast, by to muzyka „przemawiała” za niego.

Matthew Burns urodził się w 1985 roku w Stafford w Anglii. Jest znany jako dj, autor tekstów i producent, a swoją przygodę z muzyką rozpoczął w wieku 12 lat. Jako nastolatek odkrył sampling (technikę polegającą na użyciu fragmentów wcześniej nagranego utworu), a trzy lata później zaczął nagrywać swoje własne utwory. Jego muzyczna historia pełna jest występów u boku gwiazd sceny EDM. To właśnie on został wybrany jako support w amerykańskiej trasie deadmau5’a i towarzyszył Calvinowi Harrisowi podczas jego koncertów w Wielkiej Brytanii. W jego biografii bardzo ważną rolę odegrali rodzice – matka była malarką, a ojciec bokserem wagi ciężkiej. Matthew odziedziczył zarówno atletyczną budowę, jak i artystyczny zmysł, a jego stylu nie da się pomylić z żadnym innym muzykiem.

http://instagram.com/p/sNc2Qdm89E/?modal=true
(fot. Instagram: thisisburns4real)

Jest znany głównie z bardzo oryginalnych remiksów, które nadają zupełnie inne brzmienie utworom, które już dobrze znamy. Choć na swoim remiksowym koncie ma utwory popowe (Charli XCX, Lana Del Rey, Ellie Goulding), hiphopowe (Iggy Azalea), synthpopowe (Hurts) czy też z branży EDM (Calvin Harris), to muszę przyznać, że jest bardzo spójny i konsekwentny w aranżacjach.

Wszystkie utwory zachowują jego charakterystyczny styl – Burns nie boi się zabaw z vocoderem czy zwalnianiem i przyspieszaniem tempa. Surowe, ale niezwykle dopracowane i bogate w głębię dźwięków brzmienie robi wrażenie. Ścieżki są przemyślane, efekty być może nieco dziwaczne, ale podczas słuchania tworzą zupełnie inną przestrzeń. Dla mnie Burns to mistrz samplowania i z pełną świadomością przyznaję, że nikt nie robi tego tak, jak on.

Co ciekawe, przy pierwszym kontakcie ze stylem Burnsa wcale nie byłam aż tak urzeczona. Z radia znałam utwór Lies w remiksie Otto Knows i bardzo przypadł mi on do gustu. Gdy sięgnęłam po oryginał, byłam nieco zawiedziona – wtedy piosenka wydawała się zupełnie przeciętna, nudna i bez polotu. Miałam wrażenie, że ścieżka płynie sobie ładnie i zgrabnie, a w pewnym momencie sample są wrzucane nie w tym miejscu, w którym powinny być. W głowę zachodziłam, o co chodzi: dlaczego nie zachwyca, skoro powinno? Odpowiedź przyszła po przesłuchaniu SoundClouda – i wtedy już przepadłam bez reszty.

Burnsa cenię nie tylko za ogromną wyobraźnię i umiejętności – na uwagę zasługuje również jego rozwój jako muzyka. Pierwsze nagrania z lat 2009-2011 są jeszcze nieśmiałą próbą młodego dj’a: utwory Disko i So Many Nights przypominają nieco wczesne Daft Punk. W kawałku Fourteen zauważyłam podobieństwo do dawnego Tiësto, a w Iced Out do słynnego hymnu Members of Mayday, Datapop. Zwrotem ku autorskiemu stylowi Burnsa są utwory Heatbeats i Kiss’N’Hold – nawet powtarzalne sekwencje utworu ożywają za pomocą przejść, zmian rytmu i sampli.

Bardzo lubię utwór I Can’t Wait, który balansuje jakby na granicy tych dwóch stylów, oraz singiel Limitless – to bardzo dobra piosenka, która niestety przeszła bez echa. A szkoda, bo to udany kawałek, bardzo „radiowy” i wpadający w ucho.

Rok 2014 to zaś nieco inne brzmienia – tego lata Brytyjczyk dość często grywał na Ibizie i zapewne stąd te wpływy. Utwory EMOΣ i FLICKA są mroczniejsze od debiutanckiego Lies, silnie klubowe i z wokalem okrojonym do minimum. Nie wiem, na ile to eksperyment, a na ile kolejny etap przejściowy, ale w tej klubowej stylistyce Burns sprawdza się doskonale. Nie do końca podobają mi się z kolei ostatnie nagrania, Doin’ It Well i About U – mam wrażenie, że coś nie pasuje (i tym razem nie są to sample). Nie ten styl, nie to brzmienie.

Nowy Rok rozpocznie się dla Burnsa z prawdziwą pompą – w Sylwestra zagra bowiem u boku Calvina Harrisa w słynnym klubie Hakkasan w Las Vegas. Mam nadzieję, że w 2015 ujrzy wreszcie światło dzienne longplay tego niezwykle utalentowanego dj’a – jako twórca remiksów zdobył już pozycję w branży, ale jego własne nagrania również zasługują na uwagę. Cytując tytuł jednego z nich, I Can’t Wait.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s