Playlista miesiąca: GRUDZIEŃ

mia_matangi_cover
(fot. imgkid.com)

Grudniowa playlista to temat dość złożony – ostatni miesiąc roku to zarówno płyty, bez których nie wyobrażam sobie świąt, jak i przesłuchiwanie najlepszych albumów minionych 12 miesięcy. Oprócz tego jak zwykle kilka odkryć, i to właśnie je chciałabym zaprezentować. Podsumowując 2014 rok skupiłam się raczej na ogólnych trendach, niż na mojej własnej muzycznej ścieżce. A działo się u mnie dość sporo i uważam, że fajnie się tym pochwalić.

Pół roku ze Spotify oraz radiami internetowymi zdecydowanie wzbogaciło moje playlisty. Otworzyłam się również na nowe brzmienia, więc znacznie częściej gości u mnie hip-hop, dancehall czy najróżniejsze odmiany elektroniki. Miałam fantastyczną okazję poznać nowe oblicze muzyki klasycznej podczas festiwalu Wratislavia Cantans. Kilku koncertowych planów nie dało się, niestety, zrealizować; dosłownie przed oczami przemknął mi występ Kraftwerk w Rzymie, Kylie Minogue w Łodzi czy Zoli Jesus w Berlinie. Mam jednak nadzieję, że w 2015 nieco lepiej ogarnę logistykę (oraz własne finanse :)) i uda mi się zobaczyć paru ciekawych artystów!

#1. M.I.A., MATANGI, Kala

M.I.A. to artystka niezwykła, różnorodna i zaskakująca. Pamiętam, z jakim zaciekawieniem słuchałam po raz pierwszy albumu Kala – płyta pochodzącej ze Sri Lanki wokalistki była dla mnie małym kulturowo-muzycznym szokiem. Żywa, głośna i brzmiąca wszystkimi dźwiękami południowej Azji, jest zupełnie inna od tego, co nagrywa się w Europie czy USA. Albumu MATANGI słucham nieprzerwanie od początku grudnia i wciąż jestem pod ogromnym wrażeniem połączenia rytmu bhangry, hip-hopu i elektroniki. Nikt tak jak M.I.A. nie śpiewa o hinduizmie, reinkarnacji i karmie – uwielbiam wręcz piosenki Matangi, Warriors, aTENTion czy Bring The Noize. Największe wrażenie zrobił na mnie utwór Y.A.L.A., nagrany we współpracy z The Partysquad. Ten kawałek ma w sobie jednocześnie elementy world music, hip-hopu, electro, dancehallu i ragga… i mimo takiego bogactwa różnych stylów brzmi wspaniale.

YOLO? I don’t even know anymore, what that even mean tho’. If You Only Live Once why we keep doing the same shit? Back home where I come from we keep being born again and again, and then again and again… That’s why they invented Karma.

#2. Grimes, Visions

Grimes po raz pierwszy usłyszałam we wrocławskiej Bułce z Masłem – siedziałam na kawce i pogaduchach, a w pewnym momencie z głośników poleciała piosenka Phone Sex z Blood Diamonds. Później u kogoś podpatrzyłam utwór Oblivion – usłyszałam i nawet mi się spodobał, ale jakoś zupełnie o nim zapomniałam. Osiem miesięcy później, tuż przed samą Wigilią, nie mogłam przestać słuchać albumu Visions – zrobił na mnie spore wrażenie i odtwarzałam go bardzo często. Grimes zaczarowała mnie z jednej strony swoją delikatnością, z drugiej zaś ogromną pieczołowitością w dopracowywaniu utworów. W jej muzyce znajdziemy inspiracje Japonią, elementy drum and bass, rytmiczne sample i przepuszczany przez syntezatory wokal.

Płyta Visions jest romantyczna i eteryczna, ale również elektroniczna i rytmiczna. Ma jednak swoją mroczną stronę – podczas prac Grimes była pod wpływem silnych narkotyków (w tym amfetaminy), co odbiło się zarówno na jej zdrowiu, jak i na relacjach towarzyskich. Niemniej jednak album ten jest bardzo ciekawy i warto go przesłuchać – ja polecam szczególnie utwory Circumambient, Vowels = space and time, Be A Body, Skin i Oblivion.

#3. Christina Perri, Head or Heart

O Christinie Perri wspominałam już przy okazji zimowych albumów – EP-ka A Very Merry Perri Christmas to jedna z moich ulubionych płyt na święta. W 2014 roku ukazał się nowy album, Head or Heart, który bardzo mi się spodobał: nowa płyta jest w pozytywnym sensie zaskakująca. To krążek znacznie bardzie optymistyczny i radosny niż debiutancki Lovestrong, a wokal nieco przypomina mi Delilah.

Zmiany widać i słychać – Christina zmieniła nie tylko styl ubierania i fryzurę, ale i jej wokal brzmi odważniej, pewniej i pokazuje swoją moc. Żal i smutek po rozstaniu z mężem przekuła w siłę i odwagę do mówienia o swoich emocjach, nawet gdy są one gorzkie. Mnie zachwyciło to, w jaki sposób Christina panuje nad głosem mimo silnych uczuć – polecam szczególnie utwory One Night, The Words, I Don’t Wanna Break czy Sea of Lovers. Uwielbiam też subtelne teksty jej piosenek, w szczególności Burning Gold, Human i Shot Me In The Heart. Head or Heart to romantyczna i spokojna płyta, ale jednocześnie pełna siły i radości. A tekst Burning Gold polecam serdecznie jako motto na 2015 rok (;

I’ve had enough of chasing luck,
I need, I need a change.

I’m setting fire to the life that I know,

We start a fire everywhere that we go
We starting fires, we starting fires
Till our lives are burning gold.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s