Teraz chillout. Ulubione płyty ambient / lounge

Po ostatnich elektronicznych szaleństwach przyszła pora na odrobinę relaksu. Podobno odpoczynek to luksus, ale ja go sobie nie odmawiam – uwielbiam siąść w moim mieszkaniu, zaparzyć dobrej herbaty i otoczyć się kojącymi dźwiękami. Jakie płyty towarzyszą mi w spokojne wieczory? Czego słucham, by uspokoić skołatane nerwy? Oto moje ulubione albumy ambient, chillout i lounge, które serdecznie polecam jako ucztę dla zmysłów (;

#1. VA – Buddha-Bar

Buddha-Bar to nie tylko muzyka – to wręcz cała filozofia, która swą kolebkę ma w Paryżu. Fundatorem tej idei jest Claude Challe, producent muzyczny pochodzenia francusko-tureckiego, który w 1996 roku założył w stolicy pierwszą restaurację o tej nazwie. Miejsce to proponuje swoim gościom nie tylko ciekawą kuchnię; swój niesamowity, egzotyczny klimat lokal zawdzięcza przede wszystkim multietnicznej muzyce. Kompilacje zawierają dźwięki z wielu stron świata – przeważają głównie orientalne rytmy arabskie czy hinduskie, ale licznie reprezentowane są również bossa nova, jazz, ethno beat, chillout, lounge, downtempo czy nawet house. Składanki te są fuzją wielu różnych gatunków world music – to wyraz głębokiego szacunku dla kultur świata autorów.

W 1999 roku ukazała się pierwsza składanka spod znaku Buddha-Bar i od tego czasu co roku wydawana jest kolejna część: w 2014 to już szesnasta. Muzyka delikatnie otula, momentalnie relaksuje i jest doskonałym kompanem spokojnych chwil: można zamknąć oczy, zapalić świeczki i wyobrazić sobie dowolne miejsce na świecie, w którym chcielibyśmy być. Od razu robi się przyjemniej!

#2. Jean-Michel Jarre, Geometry of Love

Wspaniała, bardzo ciekawa płyta jednego z moich ulubionych muzyków. Choć przeszedł w zasadzie bez echa, Geometry of Love to album szczególny dla Jeana-Michela Jarre’a: został on nagrany na potrzeby klubu VIP-Room we Francji. Na początku wydano jedynie 2000 jego kopii; później jednak został udostępniony szerszej publiczności, co bardzo mnie cieszy. Sam Jarre przyznał, że ta płyta to niejako kontynuacja poprzedniej (Sessions 2000), ale ma nieco inny klimat – mniej na niej jazzu, więcej klimatów lounge i chillout. Ja pokuszę się nawet o stwierdzenie, że w utworze Near Djaina słyszę lekkie inspiracje Fryderykiem Chopinem: ten utwór ma w sobie delikatność polskiego poety fortepianu. Na uwagę zasługuje też Geometry of Love (part II), to utwór niezwykle ciekawy, pełen sampli i różnych brzmień; fantastycznie brzmiał podczas koncertu Solidarność Live w Stoczni Gdańskiej. Zaś mój ulubiony kawałek to Velvet Road – słuchając go, lubię wyobrażać sobie bezkresne morze i złoty piasek.

#3. VA – Sexy Beats

Powiem jednym słowem: uwielbiam. Sexy Beats posłuchałam po raz pierwszy we wrześniu i jest to jedna z moich ulubionych playlist ever – jej zmysłowe, niezwykle delikatne brzmienia bardzo miło kołyszą i nie można przestać jej słuchać. Kompilacja stworzona przez brytyjską trendsetterkę Assię Grazioli to mieszanka muzyki soul, R&B i bardzo łagodnej elektroniki. Wśród artystów m.in. Chet Faker, Purity Ring, Jessie Ware, BANKS, alt-J, James Blake czy Jamie Woon – ja jestem zachwycona w każdym calu, bo dzięki tej playliście odkryłam np. Caribou, I Break Horses czy TIAAN. Sexy Beats sprawdzi się jako doskonała propozycja na wieczorny chillout, do przytulania się (lub do innych przyjemnych czynności ;)).

#4. Mike Oldfield, Tr3s Lunas

Ambientowy album Mike’a Oldfielda nieco mnie zaskoczył – nie spodziewałam się takiej płyty po twórcy Tubular Bells, ale posłuchałam jej ze smakiem. Choć krążek ten został wydany w 2002 roku, mam do niego ogromny sentyment. New Age w wykonaniu Mike’a Oldfielda to płyta bardzo zgrabna i dopracowana; jest delikatna i subtelna, a przy tym niezwykle ciekawa muzycznie. Uwielbiam otwierający album utwór Misty, romantyczny Landfall, zmysłowy Viper, gitarowy Tres Lunas, ale moim numerem jeden jest Thou Art In Heaven. Do Tr3s Lunas często wracam gdy piszę lub myślę nad projektami; sprawdzi się i do nauki, i do relaksu.

#5. VA – Mixed by Tekiu

Tekiu to król delikatnych, kojących brzmień. Gdy jeszcze mieszkałam w Turynie i przechodziłam dość ciężki okres w życiu, natrafiłam na jego bloga For The Love of Music i… przepadłam bez reszty. Ten pochodzący z Monachium dj tworzy niezwykle subtelne, spokojne miksy w stylu chillout, progressive trance, lounge czy house i od razu skradł mi serce. Nerwy uspokojone, zen ponownie odnalezione – tak określiłabym klimat tych nagrań. Bardzo żałuję, że zawiesił działalność, bo z wielką przyjemnością słuchałam jego kompilacji – znajdowały się na nich utwory m.in. Blank & Jones, Roald Velden, Faro czy Alucard. Serdecznie polecam mixy Remember The Youthful Years, Escape From Hectic City Life czy Motionlessly Mix.

#6. Enigma, MCMXC a.D.

Och, Enigma. Z pewnością kojarzycie z radia utwory Sadness, Return To Innocence czy Mea Culpa – to najsłynniejsze utwory projektu kierowanego przez Michaela Cretu. Zespół tworzy muzykę tak piękną i niesamowicie sensualną, że jej magii trudno się oprzeć. Łączy downtempo, ambient house czy synthpop w płynne, pełne delikatności kompozycje, których można słuchać bez końca.

Good evening, this is the voice of Enigma.
In the next hour we will take you with us into another world.
Into the world of music, spirit and meditation.
Turn off the light, take a deep breath.
And relax…

Płyta MCMXC a.D. (1990) to równocześnie jeden z najważniejszych albumów new age w popkulturze. Michael Cretu nigdy jednak nie poruszył kwestii swojej bliskości z tym ruchem filozoficzno-religijnym, lecz i bez jego oficjalnego głosu Enigmie towarzyszyły liczne kontrowersje. W latach 90. szokowały zarówno teledyski (Principles of Lust i Sadness part I zostały ocenzurowane przez MTV), jak i sama muzyka – nie podobało się m.in. wykorzystywanie pieśni religijnych, a zespołowi zarzucano bluźnierstwa. Niemniej jednak Enigma jest chyba najbardziej znanym zespołem new age, który przetarł ścieżki grupom takim jak eRa, Gregorian czy B-Tribe. Oprócz płyty MCMXC a.D. warto też sięgnąć po album A Posteriori, nieco bardziej w klimatach ambient, trance i house – moim ulubionym utworem jest Feel Me Heaven.

Sześć pozycji powyżej to moje chilloutowe niezbędniki, ale równie chętnie sięgam po płyty Vangelisa, Kitaro czy eRy. Te albumy sprawdzą się i podczas nauki, i pomogą odzyskać równowagę po pracowitym tygodniu. Dodatkowo polecam również jogę; wspaniale wycisza, a przy tym pomaga rozciągnąć mięśnie. Namaste i miłego chillowania! (;

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s