MLA recenzuje: M.POKORA

Nie będę ukrywać, że mam słabość do Matta Pokory. Lubię jego interesujący głos i muzyczne klimaty, w których się obraca: R&B, pop czy hip-hop w wykonaniu tego francuskiego artysty to kawałki doskonałe do tańca. Ucieszyła mnie więc wiadomość o najnowszej płycie: R.E.D. to piąty album w dorobku muzyka, lecz ja nieco obawiałam się powtarzalności. Słuchać, nie słuchać? W przypadku M. Pokory nie wahałam się ani chwili!

(recenzja ukazała się na All About Music w lutym 2015)

R.E.D. (Rythmes Extremement Dangereux) to bardzo dobra płyta, która ujęła mnie od pierwszej chwili. Słuchałam jej z przyjemnością: jest dopracowana, ambitna i radosna. Bardzo cieszy mnie fakt, że Matthieu znalazł swoją drogę muzyczną i nie udaje już gangstera u boku Timbalanda. Choć wciąż bliskie są mu klimaty R&B, brzmienie płyty R.E.D. utrzymał w stylistyce electropop i jest to zdecydowanie dobry wybór.

Początek w postaci utworu Intro R.E.D. wprowadza w nieco latynoskie klimaty – ten króciutki, ale niezwykle energetyczny wstęp zapowiada naprawdę udany i różnorodny album. Bardzo podoba mi się pozytywny, nagrany nieco w stylu Michaela Jacksona kawałek Avant Nous. Rytmy R&B i hip-hopu, z których wcześniej znaliśmy Matthieu, zostały zastąpione elektronicznymi brzmieniami. To niezwykle radosna piosenka, którą z pewnością słyszałabym na tanecznej imprezie! W podobnych klimatach zostały nagrane utwory Go Mama, Wohoo czy Voir la nuit s’emballer – i dla mnie to też najlepsze kawałki z R.E.D. Na spokojniejsze chwile polecam Ensemble, Je te mentirai, Le monde czy inne ballady. Choć wolniejsze utwory nie są tymi najlepszymi, zgrabnie uzupełniają płytę i łagodzą jej taneczną część.

M.Pokora znalazł złoty środek między popularnym gatunkiem EDM a muzyką pop i R&B, a przy tym zachował swój styl. Na R.E.D. podoba mi się nieagresywna elektronika, która nie bije po uszach oraz ciekawy głos Matthieu. W przypadku języka francuskiego trudno mówić o surowości brzmienia, więc albumu słucha się przyjemnie i ze smakiem. Owszem, pojawia się kilka mniej udanych momentów (np. nie rozumiem, dlaczego w Wohoo pojawia się wstawka w stylu Skrillexa), a niektóre piosenki ożywają dopiero wtedy, gdy pojawia się w nich rapowana sekwencja (Mieux que nous, Ensemble). Przy balladzie Entre parentheses trochę się nagłowiłam, bo nie potrafię jednoznacznie ocenić tego utworu: wysoki wokal jednym może przypaść do gustu, innych zaś niekoniecznie music zachwycić. Jednak dużym plusem R.E.D. jest kilka utworów w stylistyce retro: Go mama, Avant nous czy J’le fais quand meme są pełne iskry i imprezowej energii. Słowem: tańczyłabym! 😉

Na R.E.D. nie znalazłam słabych momentów – nie chciałam też szukać na siłę jakiegoś gorszego punktu, bo są to raczej kwestie upodobań gatunkowo-wokalnych. Przyczepić się nie mogę: M.Pokora nagrał fajną, dopracowaną płytę i w pełni zasługuje na wysokie oceny. Album sprzedaje się bardzo dobrze, a i recenzenci chwalą jej brzmienie: rezygnacja ze stylizacji na nowego Justina Timberlake’a była bardzo dobrym posunięciem. R.E.D. to płyta bardzo udana; brzmi delikatniej i subtelniej niż np. krążek MP3.

Bardzo żałuję, że M.Pokora jest artystą z jednej strony niedocenianym, a z drugiej wciąż postrzeganym przez pryzmat współpracy z Timbalandem. Ja zdecydowanie bardziej wolę, gdy Matthieu śpiewa po francusku i nie udaje kogoś, kim nie jest. Krążek R.E.D. to bardzo dobra pozycja w jego dyskografii i zasługuje na uwagę. Płyta sprawdzi się ponadto jako prezent na zbliżające się Walentynki – drogie dziewczyny, nawet jeśli nie przekona was muzyka, gwarantuję niezwykle przyjemne doznania dla oka 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s