MLA recenzuje: MARINA AND THE DIAMONDS

Dla wielu Marina and the Diamonds to kolejna popowa księżniczka śpiewająca romantyczne piosenki – w 2012 roku miliony dziewczyn poznały przepis na to, jak być łamaczką serc dzięki singlowi How To Be A Heartbreaker. Trzy lata później Marina Diamandis powraca z nowym, o wiele dojrzalszym materiałem, który zaskakuje i robi wrażenie. FROOT to album kobiety dojrzalszej, pewniejszej siebie, świadomej swojej wartości. A przede wszystkim doskonały zwrot w karierze piosenkarki.

(recenzja ukazała się w lutym 2015 na All About Music)

Poprzednia płyty Mariny, Electra Heart, nie do końca przypadła mi do gustu. Owszem, nie jeden raz szalałam na parkiecie przy How To Be A Heartbreaker czy Primadonna, ale po przesłuchaniu całego albumu byłam nieco zawiedziona. Przede wszystkim nie pasował mi zbyt silny wokal do jej piosenek – głos Mariny ma ogromny potencjał i w popowej, nieco tandetnej stylistyce nie wypada najlepiej. Dlatego też bardzo cieszy mnie fakt, że Diamandis zrezygnowała z tego brzmienia (oraz wizerunku platynowej blondynki). Wokalistka obrała bardzo dobrą drogę, a w jej głosie czuje się o wiele większą pewność i świadomość.

Już pierwszy utwór, Happy, jest zwiastunem zmian. Spokojny początek w postaci ballady wprowadza zupełnie inne klimaty, niż te z Electra Heart. Udany start, a dalej jest tylko lepiej – synthpopowy kawałek FROOT, nagrany nieco w stylu Lany Del Rey Forget, prosty, ale taneczny Blue. Bardzo duży plus za wokal: Marina nie boi się eksperymentować ze śpiewem, dzięki czemu brzmi interesująco. Szczególnie słychać to w piosenkach Savages czy Solitaire; z kolei nie do końca przekonana jestem do rozmycia w Can’t Pin Me Down. Zazwyczaj podobają mi się takie efekty na wokalu, ale myślę, że w tym przypadku lepiej byłoby go nie zmieniać. Z całego bardzo dobrego albumu nie porywa mnie jedynie utwór Weeds – jest niezły, ale nieco „odstaje” od reszty płyty. Moje serce za to absolutnie należy do piosenek I’m A Ruin i Better Than That! Pierwszy ma w sobie świetne wyczucie między elektroniką a popem, to doskonały singiel promocyjny. Drugi zaś intryguje mnie od pierwszej sekundy do ostatniej, uwielbiam subtelne brzmienie perkusji i wokal Mariny. Klamrą spinającą album jest spokojniejsza ballada Immortal – nie jest zła, ale na zakończenie takiej płyty spodziewałabym się nieco innego utworu, bardziej wyrazistego.

FROOT brzmi dojrzalej, przenikliwiej, ambitniej. Przyznam, że ogromnie zaskoczyła mnie ta płyta, bo spodziewałam się kolejnego, electropopowo mdłego krążka, a Marina postawiła poprzeczkę bardzo wysoko. Jej muzyka zachowała popowy rytm, ale jest zdecydowanie ciekawsza i mroczniejsza. Wreszcie wokal pasuje do muzyki i reszty brzmienia – co tu dużo mówić, FROOT miło zaskakuje i bardzo mi się podoba. Cała płyta została utrzymana w stylistyce retro i dzięki temu jest spójna – słucha się jej bardzo dobrze i, nie ukrywam, ze smakiem.

Interesująca jest również historia, którą opowiada: Diamandis przyznała, że FROOT to w dużej mierze płyta o związku, który postanowiła zakończyć. W tym albumie czuje się smutek i nostalgię (pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że chłód i zdystansowanie), ale każda kobieta zrozumie gorzkość rozstania. Niemniej jednak emocje Mariny zaowocowały piękną, subtelną płytą, którą serdecznie polecam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s