Playlista miesiąca: LUTY

W lutym nieco się u mnie działo i muszę przyznać, że był to bardzo bogaty muzycznie miesiąc. Trochę bywałam na imprezach – pojawiłam się na kolejnej edycji Euforia Festival: Back To The Roots i ponownie zawitałam na poznański BERLin RAVE. Dla All About Music recenzowałam najnowsze płyty M. Pokory oraz Marina and the Diamonds – i nie spodziewałam się, że te krążki aż tak mi się spodobają. Czego słuchałam końcem tegorocznej zimy?

Przede wszystkim czuję, że mój gust muzyczny diametralnie się zmienia. Odchodzę od artystów z pierwszych stron gazet czy tandetnej, komercyjnej stylistyki EDM. Wciąż bardzo silnie siedzę w elektronice, lecz teraz bardziej ciągnie mnie ku klasycznemu techno, minimalowi czy deep house’owi. Nie ustaję w poszukiwaniach i zauważyłam, że powoli zaczynam przekonywać się do indie – gatunku, którego wcześniej nie rozumiałam. #rozwój niewątpliwie działa: jakimi brzmieniami chciałabym pochwalić się w tym miesiącu?

#1. Kiasmos, Kiasmos

Subtelny, minimalistyczny, nostalgiczny, smutny i piękny – czyli dwaj Islandczycy robiący muzykę, której można słuchać bez końca. Twórczość Kiasmos robi wrażenie od pierwszych chwil i nieco zaskakuje: z każdym kolejnym kawałkiem ma się ochotę na więcej. Eksperymentalno-minimalistyczne techno w ich wykonaniu jest niezwykle spokojne i łagodne, ale i potrafią zagiąć bardziej klubowym beatem. Przypominają nieco mrocznego Trentemoellera czy melodyjny Moderat; jestem zahipnotyzowana kawałkami Looped, Swayed, Dragged czy Bent. Słaby punkt albumu Kiasmos? Moment, w którym się kończy. PLUS megaważna informacja z ostatniej chwili: duet wystąpi 22 sierpnia w Katowicach podczas Tauron Festiwal Nowa Muzyka – ktoś chętny? 😉

#2. SOHN, Tremors

W lutym wróciła do mnie fantastyczna płyta Tremors; zmagałam się akurat z jakimiś babskimi humorkami i ten album natychmiast poprawił mi nastrój. Sposób, w jaki SOHN bawi się samplami, jest wręcz niezwykły. Jego muzyka jest bardzo dopracowana, przemyślana i fascynująca – żaden dźwięk na Tremors nie został umieszczony przez przypadek. Utwory są delikatne w brzmieniu, a wokal tajemniczy i intrygujący. Nie mogę również wyjść z podziwu, iż Tremors to album debiutancki: urzekł mnie jego minimalizm, subtelność elektroniki i spokój. Osładza życie, przyjemnie kołysze i naprawdę dobrze relaksuje – ja polecam szczególnie utwory Tempest, Artifice, Fool i tytułowy Tremors.

#3. Austra, Olympia

Austrę poznałam w dość zabawnych okolicznościach – buszowałam właśnie po sklepach z koleżanką, a nagle usłyszałam intrygujący, bardzo nietypowy kawałek Forgive Me. Często zdarza mi się wyłapać perełki w firmowych playlistach sklepów odzieżowych i takim znaleziskiem z pewnością jest ta kanadyjska formacja. Od razu sięgnęłam po płytę Olympia, przesłuchałam i nawet mi się spodobała, lecz końcem lata byłam jeszcze w bardziej tanecznych klimatach i nie do końca ją poczułam. Wróciła do mnie pół roku później i oficjalnie przyznaję: nie mogłam się od niej oderwać. Brzmienie Austry to subtelna elektronika pełna ciekawych przejść i połączeń, a wszystko ubarwia przenikliwy wokal Katie Stelmanis. Szaleję za synthpopowo zmysłowym Painful Like, mrocznym I Don’t Care (I’m A Man), niemal tanecznymi Home i Reconcile. Płyta nie dla każdego, ale niemniej jednak nie można przejść obok niej obojętnie.

#4. MS MR, Secondhand Rapture

Chillwave w wykonaniu nowojorskiego duetu MS MR to naprawdę dobra porcja muzyki. Ich debiutancki album z 2013 roku to połączenie indie pop, alternatywnego rocka, dark wave i bardzo melodyjnego brzmienia. Mają w sobie coś z Adele, Florence + The Machine, Phantogram czy CHVRCHES i przyznam szczerze: spodobali mi się! Muzyka MS MR jest ambitna, pełna energii, chwytliwa, ale nie cukierkowa. Uwielbiam Dark Doo Wop, Fantasy, Head Is Not My Home, Salty Sweet oraz mój absolutny numer jeden, No Trace. Nie przestaję się zachwycać, a ciarki nieodłącznie towarzyszą mi podczas słuchania.

Moja głowa zawsze pełna jest muzyki, więc często zdarza mi się budzić z jakimś utworem w myślach. I tym razem nie było inaczej: w lutym towarzyszyły mi m.in. piosenki Said It To Me pennybirdrabbit, Amber Labirynth Ear, Don’t Move Phantogram, NEW DORP. NEW YORK Sbtrkt i Ezra Koenig, Your New Beloved Lovelife czy Black Lung Heartache Joe Bonamassy. Sporo różnorodności, ale to tylko daje mi do myślenia w kwestii poszerzania horyzontów muzycznych. W moim przypadku idzie ku lepszemu, ciekawszemu i ambitniejszemu – z niecierpliwością oczekuję więc kolejnych odkryć!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s