Playlista miesiąca: MARZEC (cz. I)

W marcu jak w garncu, czyli szalony początek wiosny w mojej playliście. W tym miesiącu wiele się działo: postawiłam głównie na poszukiwania nowych artystów i poszerzanie horyzontów. Przekonałam się do kilku utworów, które wcześniej mnie nie zachwycały (och tak, Take Me To Church!). Kolejny raz przyjęłam zaproszenie Berlin Ekspres Kolektiv i pojawiłam się na rave – Huta na poznańskiej Starołęce pulsowała elektroniką do wczesnego ranka (KLIK). Do jakich zaś wykonawców należała moja marcowa playlista?

#1. Camo & Crooked, Zeitgeist

Dawno, dawno temu pewien znajomy podrzucił mi sympatyczny utwór Loving You Is Easy i od tego czasu ta piosenka zawsze poprawia mi humor. Austriacki drum’n’bassowy duet Camo & Crooked bardzo przypadł mi do gustu swoją pozytywną energią, świeżością i ciekawym brzmieniem – na rynku działają od 2002 roku i wiedzą, jak roznieść parkiet w pył. Ich muzyka jest bardzo dopracowana i bogata w sample i potwierdzają to utwory Faith, All Night, Aurora, Ruhepuls czy Vice. Camo & Crooked działają lepiej niż kawa i doskonale motywują na treningu!

#2. Marina and the Diamonds, FROOT

Dla wielu Marina and the Diamonds to kolejna popowa księżniczka śpiewająca romantyczne piosenki – w 2012 roku miliony dziewczyn poznały przepis na to, jak być łamaczką serc dzięki singlowi How To Be A Heartbreaker. Trzy lata później Marina Diamandis powraca z nowym, o wiele dojrzalszym materiałem, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Interesująca jest również historia, którą opowiada ten album: piosenkarka przyznała, że FROOT to w dużej mierze płyta o związku, który postanowiła zakończyć. W tym albumie czuje się smutek i nostalgię (pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że chłód i zdystansowanie), ale każda kobieta zrozumie gorzkość rozstania. Niemniej jednak emocje Mariny zaowocowały piękną, subtelną płytą, którą serdecznie polecam. I szalenie się cieszę, że 11 maja zobaczę jej koncert w Brukseli – usłyszeć na żywo I’m A Ruin, Better That That czy Solitaire!

#3. VA, Fifty Shades Of Grey (Original Motion Picture Soundtrack)

Mówili o tym wszyscy, więc i ja nie mogłam nie napisać o tym soundtracku. Przyznaję, że filmu nie widziałam (jak zwykle miałam pójść i nie do kina nie dotarłam…), ale ścieżka dźwiękowa naprawdę robi wrażenie. Co prawda byłam specjalnie zachwycona, gdy pojawił się singiel promocyjny (Love Me Like You Do), ale później jednak uległam. Bynajmniej nie urokowi Christiana Greya ;-), soundtrack wart jest uwagi i polecam go serdecznie. Utwory zostały dobrze dobrane i tworzą ciekawą, spójną kompilację – żałuję jedynie, że nie zobaczyłam, jak dopasowano je w filmie. Niemniej jednak zachwyciłam się utworami Vaults, Annie Lennox, Jessie Ware czy The Weeknd: doskonałe do poprzytulania się i innych przyjemnych czynności 😉

#4. Hippie Sabotage, The Sunny Album (Deluxe)

Hippie Sabotage, czyli jak brzmi ekipa od remiksu Stay High (Habits)? A bardzo dobrze – dosłownie wchłonęłam The Sunny Album i jestem pod jego sporym wrażeniem. Połączenie hip-hopowych beatów i ciekawej, hipnotyzującej elektroniki tworzy świeży album z pazurem. Brzmienie nieco słoneczne, nieco tajemnicze i mroczne – miłością od pierwszego posłuchania obdarzyłam niezwykle radosny utwór Your Soul, później zachwyciłam się Don’t Leave Me Alone, In Your Eyes czy @clwjr. Można i się pobujać, i zrelaksować, choć przyznam, że druga płyta kalifornijskiego duetu już mnie tak nie zachwyciła.

CZĘŚĆ DRUGA >>

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s