Top 10: najważniejsze albumy mojego dzieciństwa (cz. I)

Wielokrotnie wspominałam już, że w moim domu zawsze słuchało się bardzo różnorodnej muzyki. Wypełnione dźwiękami dzieciństwo stało się podstawą zainteresowania muzyką – choć nie gram na żadnym instrumencie, dzięki rodzicom poznałam całe mnóstwo wspaniałych brzmień. Dziś jestem otwarta na gatunki muzyczne i z przyjemnością odkrywam nowe. Ta notka to podziękowanie dla nich za wspólnie spędzone przy kasetach i winylach – oto 10 najważniejszych płyt mojego dzieciństwa!

Powtórzę za Ferruccio Busonim, włoskim kompozytorem i pianistą: Muzyka urodziła się wolna; i wygrać tę wolność to jej przeznaczenie. Zawsze uważałam, że gdybym zamykała się tylko w jednym rodzaju brzmień… miałabym potwornie nudne i smutne życie. Uwielbiam ludzi, którzy mają szerokie horyzonty muzyczne, dzielą się ze mną swoimi ulubionymi kawałkami lub inspirują mnie do moich własnych poszukiwań – dlatego też chętnie przyjmuję od was wszelkie rekomendacje czy spamy muzyczne 😉

#1. Mike Oldfield, Tubular Bells (1973)

Dzwony rurowe” poznałam mając gdzieś około lat sześciu, siedmiu. Niezwykłe dźwięki, których nigdy wcześniej nie słyszałam – a co za tym szło, niezliczone pytania do Taty o te wszystkie dziwne nazwy, instrumenty i… kształty. Muzyka Mike’a Oldfielda zafascynowała mnie od pierwszej chwili swoją tajemniczością, niezwykłą płynnością dźwięku i atmosferą grozy. Uwielbiam zarówno pierwszą, jak i drugą część Tubular Bells i bez wątpienia mogę ogłosić je płytami mojego dzieciństwa.

Mike Oldfield pojawił się na MLA również tu, przy okazji muzyki filmowej (KLIK) – Tubular Bells Part One to motyw z filmu Egzorcysta.

#2. VA, Dream & Fantasy Hits (1997)

W 1997 roku wytwórnia Warner Music Poland wypuściła na rynek dwie wspaniałe składanki, które zaczarowały mi dzieciństwo. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że były one genialną bazą poznawczą – bez niej nie byłoby dzisiejszego zamiłowania do ambientu, chilloutu, new age i world music. Vangelis, Enigma, Mike Oldfield, Art of Noise czy Beautiful World to tylko kilku wykonawców, przy których siadam, kompletnie się wyłączam i uspokajam myśli. W ’97 miałam lat pięć, a słuchając tych kompilacji naprawdę odpływałam. Te dźwięki otworzyły mi wyobraźnię; kasety wciąż mam w domu (i wciąż słucham). Nadal są wspaniałe.

#3. Mark Knopfler, Golden Heart (1996)

O tym, jak ważna jest dla mnie płyta Golden Heart pisałam już tutaj (KLIK); ten album kojarzy mi się z moim bardzo wczesnym dzieciństwem i jest wspomnieniem odległym, ale doskonale zapamiętanym. Marka Knopflera poznałam dzięki mojemu Tacie, wiernemu fanowi dinozaurów rocka, i wielokrotnie słuchaliśmy razem jego muzyki. Bardzo cenię zarówno solową twórczość brytyjskiego muzyka, jak i jego działalność w Dire Straits – trzeba mieć nie lada odwagę, by w okresie szczytowej popularności zespołu zdecydować się na przerwę. A na koncercie w Krakowie mam ogromną nadzieję usłyszeć utwory Rudiger, Cannibals czy Imelda.

#4. U2, The Joshua Tree (1987)

Uważam U2 za jeden z najważniejszych zespołów w mojej muzycznej historii i nie mogło go tu zabraknąć. Mam ogromną słabość do tej irlandzkiej czwórki – 10 maja jest zarówno datą moich urodzin, jak i Bono. Przypadek? Nie sądzę; płyta The Joshua Tree to również ulubiony album mojego Taty, a gdy byłam mała słuchaliśmy jej bardzo często. Gdy już byłam troszkę starsza, zainteresowałam się opowiadaną przez ten album historią – bo jak to w końcu jest z tą mityczną Ameryką? Dodam tylko, że z tej właśnie płyty pochodzą takie utwory jak With or Without You, I’m Still Haven’t Found What I’m Looking For czy Where the Streets Have No Name.

#5. Eurythmics, Greatest Hits (1991)

Właśnie w Eurythmics upatruję mojego wielkiego zamiłowania do synth popu i brzmienia lat 80. Wszyscy znamy megaprzebój Sweet Dreams (Are Made of This), którego cover ma swoim koncie cała masa artystów; dla mnie jednak Who’s That Girl?, The Miracle of Love, Don’t Ask Me Why czy Sex Crime (1984) są jednymi z najlepszych utworów. Muzyka tego brytyjskiego duetu ma w sobie coś intrygującego i hipnotyzującego; z jednej strony jest niezwykle rytmiczna, a z drugiej nostalgiczna i smutna. W dodatku jestem absolutną fanką androgynicznego wizerunku Annie Lennox z tamtych czasów – jednym słowem: lubię bardzo!

CZĘŚĆ DRUGA >>

Reklamy

2 thoughts on “Top 10: najważniejsze albumy mojego dzieciństwa (cz. I)

  1. no to się rozczarujesz jutro w krakowie, ponieważ żadnego z tych kawałków Marka nie usłyszysz. Niestety, setlisty z trasy jasno pokazują co będzie.

    Lubię to

    1. Starski – niestety, w ostatniej chwili egzaminy pokrzyżowały plany, więc nie dam rady pojawić się jutro w Krakowie… Bardzo żałuję, bo planowałam ten koncert od bardzo dawna, ale niestety są priorytety i priorytety. Faktycznie, w setliście może i nie ma moich osobistych numerów jeden, ale są Sułtani Swingu </3 Pozdrawiam Cię serdecznie – wybierasz się może na ten koncert? 😉

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s