Playlista miesiąca: LIPIEC

Lipcowa playlista? Pół na pół: trochę tego, co już znam, a trochę nowych odkryć. Dla All About Music recenzowałam trzy świeżyki: Major Lazer, Lindemann oraz MS MR i przyznam, że to całkiem niezłe płyty. Przygotowując notkę o teledyskach inspirowanych tańcem (KLIK), posłuchałam wiele R&B czy popu, przeglądając line up’y festiwali również wychwyciłam parę ciekawostek. Zapraszam do kolejnej playlisty miesiąca!

#1. Traumer, Dedust (2014 / Desolat Music Group)

Po powrocie z Poznania przesłuchałam ponownie sety z Kaskada Open Air (KLIK) i natrafiłam na bardzo znany kawałek Hoodlum. Kojarzyłam go już z kilku poprzednich rave’ów, ale nie wiedziałam, kto jest jego twórcą – chwilę później nie mogłam przestać wałkować albumu Dedust. Minimalistyczne, ale bardzo rytmiczne brzmienie Traumera bardzo przypadło mi do gustu; francuski dj porusza się w klimatach techno i house’u. To doskonały album do słuchania w samochodzie czy przed imprezą – polecam szczególnie kawałki Insola, Mobius, Chord X czy właśnie Hoodlum.

#2. Dorian Concept, Joined Ends (2014 / Ninja Tune)

Na Facebooku zachwycałam się utworem wybranym do filmiku promocyjnego Melt! Festival – był to kawałek Draft Culture i porządnie mi się wkręcił! Z ciekawości sięgnęłam po cały album pochodzącego z Wiednia Olivera Johnsona, występującego jako Dorian Concept. Płyta Joined Ends to ciekawe podejście do elektroniki, którego bardzo przyjemnie się słucha. Połączenie brzmienia z jazzem, funkiem i odrobiną wokalu owocuje świetnym, bardzo oryginalnym materiałem. Do moich ulubionych utworów z pewnością należą Mint, Ann River Mn, The Few i Trophies.

#3. Rammstein, Reise Reise, Rosenrot (2004, 2005 / Motor Music)

Jak już pisałam jakiś czas temu, bardzo zatęskniłam za metalowymi klimatami – w elektronice bardzo mi dobrze, ale zawsze miło jest wrócić do korzeni. Przy okazji recenzji najnowszego projektu muzycznego Tilla Lindemanna (KLIK) postanowiłam przypomnieć sobie stary, dobry Rammstein. Legendą tanzmetalu jarałam się jako nastolatka i z wielką przyjemnością słuchało mi się płyt Reise Reise i Rosenrot. Mają niesamowity, industrialny klimat, są ciężkie i mroczne, ale za to bardzo melodyjne. Najlepszy sztos znajdziecie w utworach Mann gegen Mann, Benzin, Te quiero puta!, Zerstören z Rosenrot oraz Mein Teil, Keine Lust i Stein um Stein z Reise Reise. Idealne, by naśladować charakterystyczny Till Hammer.

#4. Howling, Sacred Ground (2015 / NoPaper Records)

Zmieniając klimaty o 360 stopni, bardzo polecam album Howling. Spokojny, nastrojowy i romantyczny, to dla mnie jeden z najlepszych krążków tego roku. Ry X i Frank Wiedemann tworzą muzykę tak dopracowaną i przyjemną dla ucha, że aż nie sposób się od niej oderwać. Najdelikatniejsze brzmienie elektroniki znajdziecie właśnie na płycie Sacred Ground. Zanurzcie się w dźwięku Signs, poczujcie melancholię Quartz, poczujcie energię Short Line, zaśnijcie przy Litmus.

#5. Purity Ring, Shrines (2012 / 4AD)

Bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że w listopadzie Purity Ring wystąpią w warszawskiej Proximie – z tą informacją powrócił do mnie debiutancki album kanadyjskiego duetu. Shrines jest bardziej „chropowaty” niż wydany niedawno Another Eternity, a i elektronika jest mniej melodyjna, ale mimo wszystko bardzo lubię tę płytę. Choć brzmienie future pop może wydawać się nieco zamglone i trudne do zdefiniowania, u Purity Ring muzyczna ścieżka wydaje się być jasno określona: łączyć rytm i elektronikę, nieco baśniowy wokal i ciekawy sampling. Polecam szczególnie utwory Obedear, Belispeak, Lofticries czy Fineshrine.

#6. Lana Del Rey, Born To Die: The Paradise Edition (2012 / Polydor)

Lana Del Rey ma w sobie to coś (KLIK). Jej debiutancka płyta wdarła się przebojem na sam szczyt notowań, kiedy to coraz słabiej radziły sobie w nich dotychczasowe gwiazdy, Lady Gaga, Britney Spears czy Christina Aguilera. Choć wokół przeszłości piosenkarki narosło już tyle plotek i legend, jedno trzeba przyznać: Born To Die słucha się doskonale. To płyta niezwykle klimatyczna i bardzo spójna; opowiada historie namiętne, zmysłowe i pełne pasji. Can we party later on? He said yes…

#7. Ellie Goulding, Lights, Halcyon Days (2011, 2014 / Polydor)

Płyty Ellie Goulding przywędrowały do mnie po jednym z nie do końca fortunnych spotkań w któryś lipcowy weekend – niezamknięte sprawy mają to do siebie, że wracają ze zdwojoną siłą. Towarzyszkami mojego niezbyt dobrego humoru były właśnie Halcyon Days i Lights. Wystarczyło parę chwil ze Starry Eyed, Don’t Say A Word, Explosions czy You My Everything i… mogłam wrócić do świata żywych. A zarówno podczas porozstaniowych zapaści, jak i w czasie treningu sił dodaje mi tekst Without Your Love: Without your love I’m getting somewhere!

Lipcowa playlista jak zwykle różnorodna i pełna ciekawych połączeń. Jestem otwarta na propozycje i rekomendacje: muzyczne spamy przyjmuję pod adresem musiclikeair@gmail.com. Zapraszam również do śledzenia mnie na Soundcloud i Spotify (KLIK i KLIK) – moje najświeższe znaleziska są obecne właśnie na tych dwóch serwisach!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s