Tauron Nowa Muzyka 2015 – relacja (cz. I)

Różne są pomysły na letnie muzyczne festiwale – jedne organizowane są na plaży, niektóre na terenie parków, a jeszcze inne wykorzystują dawne, industrialne przestrzenie. W tej trzeciej grupie znajduje się katowicki Tauron Nowa Muzyka, który zaaranżował tereny starej kopalni węgla i właśnie tam postanowił stworzyć przestrzeń dla festiwalowych szaleństw. W tym roku odbył się po raz dziesiąty, a okrągłą rocznicę trzeba było uczcić hucznie, głośno i z ciekawymi artystami w line upie. Wszystkie planowane punkty TNM zaliczone: wchłonęłam ogromną ilość muzyki, wyszalałam się i poczułam pozytywne, festiwalowe emocje.

Tauron Nowa Muzyka stał się jednym z charakterystycznych wydarzeń Katowic, więc przed organizatorami stało spore wyzwanie. Przyznam, że sprostali mu, ale kilka kwestii z pewnością wymaga poprawy. Dość słabo oznaczony był Press Room, a każdy, kto wielokrotnie pokonywał trasę od wejścia do mainstage’u wie, co mam na myśli. Ok, ruch to zdrowie i też go uwielbiam, ale lokalizacja sceny głównej w Międzynarodowym Centrum Kongresowym okazała się być nieco niewygodnym miejscem: nie czuło się, jakoby była centralnym punktem. Wielu festiwalowiczów narzekało na to, że żeby zdążyć na wybrany koncert, konieczne było wcześniejsze wyjście z innych występów. Ponadto jedynym wejściem na teren TNM było to od strony dawnej kopalni, więc było to nieco uciążliwe: obcokrajowcy lub osoby nieznające Katowic mogły mieć z tym spore problemy. Nienajlepiej też było z nagłośnieniem sceny głównej w sobotę, a od paru osób usłyszałam, że również na Littlebig Tent pojawiały się problemy techniczne. Mnie tylko podczas występu Ghostpoet zdarzyło się usłyszeć, że coś było nie tak; słyszałam próby dźwięku przed paroma koncertami i moim zdaniem wszystko było w porządku. Może to kwestia miejsca, w którym się stało?

Organizacyjne plusy również się znajdą: możliwość korzystania z karty i kuponów usprawniła płatność na terenie festiwalu. Szkoda co prawda, że nie zastosowano pomysłu z kartą chipową (jak np. podczas Berlin Festival), ale myślę, że te kwestia czasu i polskie festiwale szybko dogonią te zagraniczne. Drugą kwestią, którą pochwalę, jest odpowiednie nagłośnienie scen – nawet mimo bliskości namiotu Red Bull Academy i Littlebig Tent Stage nie było problemu z tym, że gdzieś grano głośniej. Pomysłowe atrakcje okołofestiwalowe, czyli warsztaty, projekcje filmowe, wernisaż plakatów, strefa mody i dizajnu to tylko niektóre z propozycji TNM na spędzenie wolnego czasu.

IMG_8496
(fot. mój Instagram)

Piątek – odkrywamy Nową Muzykę!

Na katowickim festiwalu mogłam pojawić się jedynie na dwa dni, więc chciałam maksymalnie wykorzystać czas; moim planem było jak najwięcej usłyszeć i zobaczyć. Trochę żałuję, że ominął mnie występ otwierający TNM – koncert Apparat był prawdziwą petardą i czuję, że jeszcze nie do końca wypłakałam oczy, że mnie na nim nie było. W październiku Sascha Ring powróci jednak do Polski, by w ramach trasy Soundtracks wystąpić we Wrocławiu – kto nie miał okazji zobaczyć go w Katowicach, ma szansę, by to nadrobić.

Jeśli chodzi o wykonawców, festiwal postawił z jednej strony na artystów, którzy już występowali w jego ramach, ale również dał możliwość zaprezentowania się nowym muzykom. TNM mnie zaskoczył: piątek był „dniem rozgrzewkowym”, choć i tak udało mi się usłyszeć niemal wszystkich artystów, którymi byłam zainteresowana, a przy tym odkryłam parę ciekawostek. Choć najczęściej bywałam na Littlebig Tent Stage oraz na scenie Red Bull Academy, szalenie spodobała mi się propozycja Biura Dźwięku Katowice – w piątkowy wieczór w maleńkim, czarnym namiociku grał AARPS. Zupełnie nie wiedziałam, kim jest, ale jego live act sprawił, że opadła mi kopara – tajemniczy, niepokojący wręcz występ praktycznie bez żadnego światła miał niesamowity klimat. Jeden z najbardziej fascynujących spektakli dźwiękowych, jakie miałam okazje widzieć.

Bardzo pochwalę występ Taco Hemingwaya – o ile rap generalnie jest dla mnie dość odległy i nie słucham go zbyt często, jedno trzeba przyznać: Filip jest zjawiskowy, charyzmatyczny i szalenie ciekawy. Jego muzykę znałam pobieżnie (bo kto nie kojarzy 6 zer czy Następna stacja?), ale tym bardziej chciałam go usłyszeć na żywo i polecam w 100%. Świetne techniczne umiejętności, doskonały kontakt z publicznością i sama atmosfera koncertu – Amfiteatr okazał się być bardzo udanym miejscem na jego występ, bo dźwięk doskonale się roznosił. Podejrzewam, że gdyby Taco występował na jakiejkolwiek innej scenie, to koncert nie byłby tak klimatyczny. Co ciekawe, bisowe wykonanie 6 zer był nawet lepsze niż pierwsze, więc czapki z głów!

Przypadkowe odkrycia muzyczne? Jak najbardziej, i to w najmniej oczekiwanym momencie – zwiedzając teren festiwalu w pewnej chwili nieco się zgubiłam, ale postanowiłam wędrować za niezwykle dynamicznym rytmem z namiotu Red Bull Music Academy. Występująca tam Alo Wala wprost rozniosła w pył scenę – ta niewysoka, ale pełna iskry dziewczyna mogłaby spokojnie obdzielić energią cały Górny Śląsk. Przy jej występie nie można było ustać w miejscu: brzmienie R&B, dancehallu czy world music w jej wykonaniu porywa absolutnie każdego!

W poszukiwaniu innych ciekawostek zawędrowałam na live act Ventolina na Carbon Central. Dawno nie było u mnie brzmień spod znaku trance i techno, a występ Czecha miał w sobie tyle energii, że wprost nie mogłam nie tańczyć! Żałuję, że trafiłam jedynie na końcówkę jego koncertu, ale to, co usłyszałam, bardzo mi się spodobało – przyznaję jednak, że bis „troszkę” mu się nie udał, bo zupełnie zaskoczył mnie popowo-nijakim kawałkiem. Mimo wszystko oceniam go bardziej na plus, niż na minus.

Nie do końca spodobał mi się występ chwalonego na wszystkie strony Tyler, the Creator. Może to nie moje klimaty, może Tyler wykonuje dość specyficzny rap i jest artystą niepokornym, ale jego koncert nie przypadł mi do gustu. Najwidoczniej wielu festiwalowiczów podzielało moje zdanie, bo od wychodzących w trakcie jego występu osób słyszałam, że wprost nie szło wytrzymać. Ja byłam tylko chwilę i faktycznie – nie powiem, żeby to był najlepszy koncert TNM.

Niezbyt dobre wrażenie po występnie Tylera szybko zatarł Objekt. Moja technorączka była w pełnej gotowości do działania już od pierwszych chwil jego seta i powiem tylko jedno – poproszę częściej takie bity! Być może nie jest to brzmienie dla każdego (ja akurat mam dość wysoki poziom przyswajania ciężkiej elektroniki), ale mimo wszystko zagrał świetnie od początku do końca. Kontynuacją jego sztosu miał być set Ellen Allien, na który bardzo czekałam – niestety moja kontuzjowana stopa bardzo jasno powiedziała mi, że na piątek technoszaleństw już wystarczy. Obejrzałam kilka filmików z jej występu i aż ścisnęło mnie z zazdrości – ta artystka rozbujała cały Littlebig Tent Stage.

CZĘŚĆ DRUGA >> Sobota – eklektycznie, soulowo-elektronicznie

(zdjęcie pochodzi z fanpage’u Festiwalu Tauron Nowa Muzyka i jest własnością autora, pana Radosława Kaźmierczaka)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s