Tauron Nowa Muzyka 2015 – relacja (cz. II)

 << CZĘŚĆ PIERWSZA: Piątek – odkrywamy Nową Muzykę!

Sobota – eklektycznie, soulowo-elektronicznie

Sobota była dniem głównym TNM – wyraźnie widać było, że pojawiło się jeszcze więcej festiwalowiczów spragnionych muzycznych szaleństw. Tego dnia najwięcej czasu spędziłam na scenie głównej: chciałam nieco wyjść poza stricte elektronicznych artystów i posłuchać wykonawców, którzy do tej pory byli mi dość pobieżnie znani.

Rhye kojarzyłam (pewnie jak wszyscy) głównie z fantastycznego utworu Open – byłam ciekawa, jak delikatne brzmienie kalifornijskiego duetu sprawdzi się na koncercie. W przypadku muzyki soul trudno o ogień na scenie, ale przy mieszance rytmów R&B, downtempo i ambitnego popu można było się uroczo rozmarzyć. Tak klimatyczny początek soboty był prawdziwą przyjemnością – choć bardzo spokojny i nastrojowy, nie usypiał.

Jeśli ktoś czuł niedosyt energii, wszelkie taneczne szaleństwa mógł śmiało nadrobić podczas występu Rysów. O ile trudno jest mi słuchać mainstreamowej polskiej muzyki, to scena alternatywno-elektroniczna absolutnie nie ma się czego wstydzić: projekt Wojtka Urbańskiego i Łukasza Stachurko z gościnnym udziałem Justyny Święs to muzyka na wysokim, światowym poziomie. Choć młodziutka, wokalistka The Dumplings brzmi bardzo dojrzale i ma fantastyczną charyzmę sceniczną – podczas występu widać było, że wraz z panami tworzą świetny, zgrany team. Wprost nie chciało się, by ten koncert dobiegał końca!

Dla odmiany: bardzo chciałabym powiedzieć coś dobrego na temat występu Jamiego Woona, ale niestety niewiele mogę znaleźć w nim dobrych momentów. Co więcej, nie jest to zdanie jedynie moje, ale z kimkolwiek nie rozmawiałam, wszyscy byli bardzo zawiedzeni jego koncertem. Na początku pojawił się problem techniczny z nagłośnieniem, a w trakcie występu w ogóle nie słychać było gitary akustycznej. Sam występ też pozostawiał wiele do życzenia: zgromadzeni fani muzyka chcieli się bawić, natomiast Woon sprawiał wrażenie zupełnie pozbawionego energii i nie potrafił poruszyć publiczności. Dość ryzykownym posunięciem z jego strony był wybór nowych utworów do tracklisty, podczas gdy zagrał może 3-4 utwory ze świetnej, debiutanckiej płyty. Usłyszałam co prawda Shoulda, Night Air czy Lady Luck, ale były to wykonania trochę bez polotu, w niepotrzebnie przeciągniętych aranżacjach. Bardzo czekałam na Spirits, ale niestety został on pominięty – a przecież to jeden z najbardziej znanych utworów Woona. Początkowo mainstage pełen był festiwalowiczów, lecz im dłużej muzyk grał, tym mniej osób zostało, by wysłuchać go do końca.

Z kolei grający przed Woonem Kwabs sprawdził się doskonale i bardzo profesjonalnie poradził sobie z problemami technicznymi. Choć jego muzyka łączy w sobie wiele gatunków (R&B, pop, elektronikę i wiele innych brzmień), a na ten koncert wybrał utwory zarówno spokojniejsze, jak i żywsze, słuchało się go bardzo przyjemnie. Cover Lean On może nie był najlepszy, ale można było przy nim pobujać; kiedy zaś zabrzmiał największy hit Brytyjczyka, Walk, absolutnie każdy poderwał się z miejsca, by tańczyć, klaskać i dać się ponieść koncertowym emocjom. Świetna, pozytywna energia Kwabsa po prostu się udzielała! Udało mi się również pojawić na końcówce koncertu Ghostpoet – bardzo chciałam go posłuchać, bo rekomendowało go wielu moich znajomych, ale niestety nagłośnienie w Littlebig Tent Stage sprawiało nieco problemów. Przez to Ghostpoet brzmiał dość ciężko (raz było dobrze, raz niestety nie), przy czym zupełnie nie była to jego wina. To artysta o wspaniałej charyzmie, a jego muzyka niesie bardzo pozytywne przesłanie, więc nawet te techniczne nieudogodnienia można było znieść.

Na występ DJ Koze czekałam z wielkim podekscytowaniem i nie zawiodłam się: chciałam usłyszeć wiele dobrego brzmienia i to też dostałam. Choć w jego secie znalazło się parę nieco przydługich przejść, selekcja utworów była udana i nie można było się przy nich nudzić. Dla mnie wygrał moment, kiedy wjechał sztos w postaci remiksu Bad Kingdom Moderat – technorączył absolutnie cały namiot Red Bull Academy.

Centralnym punktem TNM był dla mnie jednak występ Kiasmos – gdy tylko dowiedziałam się o tym, że Ólafur Arnalds i Janus Rasmussen przyjeżdżają do Katowic, wiedziałam, że koniecznie muszę się tam pojawić. Tym bardziej, że Islandczycy pierwszy raz grali w Polsce, więc był to w pewien sposób wyjątkowy moment. Również i dla mnie było to szczególne wydarzenie: miałam niesamowitą możliwość poznać Ólafura i Janusa oraz przeprowadzić z nimi krótki wywiad. Muzycy zdradzili mi, że proces tworzenia jest dla nich bardzo spontaniczny: gdy są u siebie w domu, na Islandii, wystarczy im telefon i umówienie się na nagrywanie w studio.

Znamy się na tyle, że po prostu czujemy, kiedy możemy nagrać coś dobrego. To jednak działa w obie strony i trzeba mieć świadomość, że nie zawsze tworzy się udane utwory. Selekcja materiału jest szalenie ważna, czy to na płytę, czy podczas koncertu.~ Janus Rasmussen

Na całym świecie nagrywa się bardzo dużo złej muzyki, a niewiele tej dobrej; zdarza się to nawet bardzo dobrym muzykom. Trzeba również umieć krytycznie podejść do własnej twórczości i nie bać się wyrzucić czegoś do kosza. Owszem, to zajmuje trochę czasu, ale właśnie dzięki temu można się rozwijać. Poza tym, dobrze pracuje się z przyjaciółmi oraz z ludźmi, których znasz; czasem jednak okazuje się, że ciekawi muzycy niekoniecznie są mili. ~ Ólafur Arnalds

Wiele osób porównuje twórczość Kiasmos nawet do muzyki klasycznej; połączenie ambientowego brzmienia z tanecznym rytmem tworzy miks bardzo eklektyczny i intrygujący. Muzycy zaskoczyli mnie odpowiedzią na pytanie o inspiracje dla swego debiutanckiego albumu: oprócz wpływów z kręgu muzyki, w której głównie się obracają, przyznali, że słuchali również sporo nowego R&B. W pierwszej chwili trudno doszukać się tych brzmień, ale gdy podczas koncertu wsłuchałam się lepiej w Looped czy Burnt, rzeczywiście je odnalazłam. Byłam również ciekawa, jak widzą przyszłość muzyki elektronicznej i jaki kierunek może ona obrać: Ólafur i Janus jednoznacznie wskazali mieszanie się gatunków, nawet najbardziej egzotyczne połączenia.

Wielu rzeczy jednak się nie przewidzi – to jest w pewien sposób fascynujące i wciąż działa. Również te nieidealne, nie do końca udane kawałki, które powstają w procesie nagrywania, mają spory potencjał.~ Ólafur Arnalds

Koniec lata to dla Kiasmos również ostatnie występy na muzycznych festiwalach, a TNM był przedostatnim plenerowym koncertem w tym sezonie – skromnie przyznali, że raczej nie będzie to jakiś specjalny show; będą wizualki, światła, i my, dwóch fajnych facetów na scenie – żartował Ólafur. Jednak zarówno dla mnie, jak i dla innych festiwalowiczów ich występ był jedną wielką petardą, którą zapamiętam na długie lata. Np. kawałek Bent słyszałam jeszcze na próbach i wiedziałam, że wieczorem będzie pięknie tłukło. O ile uwielbiam Looped, to Bent na żywo okazał się dwukrotnie większym sztosem – wybór utworu na bis był oczywisty. Koncert Kiasmos jednogłośnie okrzyknięto najlepszym występem 10. edycji festiwalu: miał niesamowitą atmosferę zarówno dzięki świetnej energii muzyków (300% to nawet mało powiedziane!), jak i gorącemu przyjęciu ze strony polskich fanów.

Są momenty, które przechodzą do historii. O tym z Robag Wruhme zastanawiamy się, czy nie stworzyć artykułu na Wikipedii. – tak o secie weimarskiego producenta napisali organizatorzy. Co u dużo gadać: Robag pozamiatał, i to tak stylowo, że uśmiech ani na moment nie znikał z twarzy. Selekcja spod znaku świetnej energii była doskonałym wyborem na zakończenie soboty; nawet nie zorientowałam się, kiedy nagle zaczęło robić się jasno. Do samego końca niestety nie wytrwałam, ale z relacji wielu festiwalowiczów słyszałam, że podłoga na Littlebig Tent Stage ledwo ledwo zipiała!

Dwa piękne, bardzo intensywne, wypełnione muzyką dni podczas festiwalu Tauron Nowa Muzyka 2015 były świetnym wydarzeniem, które powinien przeżyć każdy wielbiciel alternatywnego grania. Choć nie obyło się bez małych problemów technicznych i być może nie wszystkie koncerty przypadły mi do gustu, każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Ogólnie festiwal oceniam bardzo wysoko: nagrody zdobyte przez Tauron Nową Muzykę dla Najlepszego Małego Festiwalu w Europie są jak najbardziej zasłużone, a ta edycja odbyła się naprawdę hucznie. Szalenie ciekawi mnie, co też organizatorzy przygotują za rok – Nowa Muzyka gryfnie brzmi w Katowicach od 10 lat, więc z pewnością nie zawiodą.

(zdjęcia w tej części relacji są mojego autorstwa)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s