BERLin RAVE #4 @ Fort Colomb – relacja

Mówią, że dobre rzeczy spotykają tych, którzy na nie czekają. Od czerwcowych szaleństw podczas Kaskada Open Air minęło już nieco czasu: choć miałam nadzieję na powtórkę rave’u nad Jeziorem Kierskim, z niemałą ciekawością wyglądałam kolejnej elektronicznej inicjatywy Be Kolektiv. Czwartą imprezą z cyklu BERLin RAVE poznaniacy wrócili do korzeni – po raz kolejny techno zagościło w Forcie Colomb, miejscu o niesamowitym, historycznym klimacie i doskonałej akustyce.

Tym razem pogoda zdecydowanie dopisała – 18 września mogliśmy cieszyć się aurą, która sprzyja imprezom pod gołym niebem i ten fakt postanowili wykorzystać organizatorzy. Przygotowali dwie sceny, na których zaserwowano elektronikę w różnych klimatach: na Open Air grano bardziej w idealnych do tańca klimatach deephouse’owo-minimalowych, podczas gdy w podziemiach królowały cięższe i mroczniejsze brzmienia. Po raz kolejny trudno mi jednoznacznie wybrać tę lepszą – zresztą, takie ocenianie chyba nie ma sensu, bo każdy mógł bawić się tam, gdzie chciał. Usatysfakcjonowani byli zarówno fani lżejszych klimatów, jak i porządnego łupnięcia.

Open Air w rytmie deep house’u

Od razu przyciągnęła mnie scena Open Air – rządził na niej deephouse i ciekawa, nieco delikatniejsza elektronika. Za muzyczną rozgrzewkę na górnej scenie odpowiedzialny był pockerfield: jego seta słuchało się bardzo dobrze dzięki melodyjnym kawałkom. Rytmiczny, w sam raz do tańca i trudno było przy nim ustać w miejscu.

Z dwóch poprzednich rave’ów wiem, że jeżeli za dj’ką staje MNKY, parkiet w mig robi się pełen. Selekcja spod znaku deephouse’u, progressive’u czy techhouse’u to jego znak rozpoznawczy – podczas tego seta tańczono zdecydowanie najwięcej. Nic dziwnego: miał w sobie wiele energii i bardzo dobrze wpisał się w klimat górnej sceny – podejrzewam, że gdybym usłyszała go w podziemiach, mógłby „zginąć” pomiędzy ciężkimi, zupełnie innymi brzmieniami. Jednym słowem: dobrze podany deep w odpowiednim miejscu. Like it!

Moją uwagę zwrócił t.picker – jego live act był świetną kontynuacją seta poprzednika i słuchało się go z przyjemnością. Wkręcał beatem, nieco intensywniejszym rytmem i świetną energią; bardzo pochwalę tego seta, a moje zdanie z pewnością podzieli bawiąca się do niego publika. Grę na żywo zawsze odbiera się nieco inaczej, ale w przypadku tego live’a wrażenia mam tylko i wyłącznie pozytywne. Zdecydowanie na propsie!

Javę miałam okazję usłyszeć parę razy na poprzednich imprezach. Podczas czwartego BERLin RAVE jego set zamykał górną scenę, ale wcale nie oznacza to, że tempo zwolniło – pojawiło się dużo dobrego deephouse’owego, melodyjnego grania. Choć wiele osób przeniosło się już do podziemi, moim zdaniem był to dobry set i ciekawa jestem, czego jeszcze mogę spodziewać się po Javie.

Podziemia: techno dobrze podane

Rave w podziemiach był już zupełnie inny – w historycznych wnętrzach Fortu świetnie sprawdziło się ciężkie techno, bardziej industrialne brzmienia i silny bas. Na dolnej scenie pojawiły się również wizualki, które dodawały klimatu. Nastrój był, dużo dobrych brzmień również – na samym początku można było usłyszeć mocne techno od no_contact. Choć jego set był pełen wkręcającego rytmu, brakowało mi nieco elementów wokalu czy czegoś, co nieco by go ożywiło: z drugiej strony w brzmieniu dark / industrial czy acid techno trudno się go spodziewać. Niemniej jednak był to set dobry, w sam raz dla miłośników mocniejszego uderzenia.

Duet Maureen & U-nick też już kilka razy pojawiał się na imprezach Be Kolektiv i za każdym razem sprawiał, że tańczyłam z uśmiechem na twarzy. Występ w Forcie Colomb rozpoczęli świetnym rytmem i takie tempo utrzymali przez całe dwie godziny. Żaden dźwięk nie był przypadkowy, kolejny raz zaserwowali dobrze podanego seta o wyrazistym brzmieniu. Klasa sama w sobie!

Na dolnej scenie zagrali również berlińscy goście. Jestem wielką zwolenniczką kobiet za dj’ką i bardzo cieszy mnie to, że jest ich coraz więcej – panie nieraz udowodniły, że potrafią solidnie zagiąć basem i roznieść w pył niejeden parkiet. Wielkim zaskoczeniem była dla mnie Nur Jaber: gdy w pierwszej chwili za deckami zobaczyłam delikatnie uśmiechającą się dziewczynę, zupełnie nie spodziewałam się takiego ognia. Ciężkie techno to jej specjalność i takie też klimaty można było usłyszeć podczas jej seta, ale mimo wszystko był on bardzo melodyjny i rytmiczny. Absolutna królowa dj’ki!

Jako ostatni w podziemiach zagrał Ohdus – ten set był zdecydowanie tym, co lubię w elektronice. Fakt faktem, utrzymany bardziej w klimacie deepu i minimalu, ale o tej porze sprawdził się świetnie. Zawsze chwalę rytm mocny i wyrazisty, ale nie przewidywalny i nużący; Ohdus zdecydowanie dobrze się spisał. Wspaniale było przywitać sobotni poranek przy dźwiękach jego seta – jeśli mimo wszystko komuś było mało elektronicznych szaleństw, i na to znalazł się sposób. Organizatorzy urządzili afterparty nad Wartą, gdzie w pełnym słońcu można było bawić się dalej.

Kolejny BERLin RAVE uważam za udany i podsumowuję z uśmiechem na twarzy – mimo czwartej już odsłony tej imprezy, rave nie wyczerpuje swojej formuły. Z jednej strony Be Kolektiv zaprasza lokalnych dj’ów i producentów, ale i gości za deckami zagranicznych muzyków. Pozytywna energia w towarzystwie dobrej, ciekawej elektroniki po prostu się udziela; można dać się ponieść i bardziej tanecznym kawałkom, i silniejszym bitom.

A jeśli trudno wam się oprzeć takim brzmieniom, koniecznie wpadnijcie na następny rave. Kolejny przystanek to 25 września, wrocławski Das Lokal: podczas Berlin Wrocław Ekspres zagrają Jozak Sander, Hovhannes Asatour, El’mirka i Senthia. Are u in? ’cause I am.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s