Playlista miesiąca: WRZESIEŃ

Wrześniowa playlista to dość osobliwy zestaw: jak zawsze łączę różne gatunki, czasami zupełnie sprzeczne. Z jednej strony ponownie cofnęłam się do czasów gimnazjum-liceum, kiedy to królował u mnie ciężki rock, metal czy muzyka gotycka – jesienią zawsze ciągnie mnie ku ostrzejszym brzmieniom. Z drugiej zaś strony pojawiło się trochę nowości za sprawą nowych treningów, ciekawości lub… zupełnego przypadku. Oto siedem albumów, których najczęściej słuchałam w tym miesiącu!

#1. Godsmack, Good Times, Bad Times

– Ten Years of Godsmack (2007 / Universal Records)

Godsmack to wspomnienie końca gimnazjum, kiedy to słuchałam głównie rocka (choć wizualnie niewiele na to wskazywało). Od tego czasu minęło wiele lat, ale któregoś dnia postanowiłam przypomnieć sobie tę bostońską grupę – Ten Years of Godsmack zawiera jej najważniejsze utwory, a kompilacji best of słucha się naprawdę przyjemnie. Szczególnie polecam cięższe utwory, czyli I Stand Alone, Awake czy Speak, a dla porównania spokojny Serenity. Mamy rok 2015, wiele dzieje się na scenie alternatywnego rocka, ale wciąż uważam, że Sully Erna posiada jeden z najlepszych i najpiękniejszych głosów w branży. Ciarki podczas słuchania gwarantowane.

#2. Lacuna Coil, Karmacode, Dark Adrenaline (2006, 2012 / Century Media Records)

Przy okazji wpisu poświęconego Lacuna Coil (KLIK) nieco odświeżyłam sobie dyskografię tej włoskiej grupy. Choć przygotowanie tekstów przekrojowych jest trochę pracochłonne, jednocześnie pozwala dokładniej zaznajomić się z albumami danego artysty czy zespołu – ja na nowo odkryłam płytę Dark Adrenaline i absolutnie zakochałam się w utworach Trip The Darkness, Upside Down, Against You czy I Don’t Believe In Tomorrow. Przypomniałam sobie również album Karmacode, z którego polecam utwory Out Truth, Fragile, The Game i You Create / What I See.

#3. Siddharta, RH – / RH Blood Bag (2003 / Multimedia Records)

Słoweńską Siddhartę poznałam dawno, dawno temu przez czysty przypadek – i były to zamierzchłe czasy, kiedy na MTV mogliśmy cieszyć się  muzyką, a nie Ekipą z New Jersey. Któregoś dnia usłyszałam kawałek My Dice… i przepadłam bez reszty. Po wielu latach przypomniałam sobie ten utwór, przesłuchałam całą płytę i choć nie wszystkie utwory przypadły mi do gustu, to zdecydowanie mają coś w sobie. Szczególnie spodobały mi się te szybkie piosenki, jak Insane, Kloner, Japan czy właśnie My Dice, ale na uwagę zasługuje również spokojniejszy Marslander. Rock o słowiańskiej duszy? Coś w nim jest.

#4. Korea, The Delirium Suite (2010 / ViciSolum Productions)

Kolejny zespół odkryty przez całkowity przypadek, czyli szwedzka formacja Korea. Płyta The Delirium Suite to połączenie progresywnego rocka i nieco industrialnego brzmienia, a wszystko to okraszone nastrojowym wokalem Micke Ernesthena – polecam utwory From The Ashes, Take The Blame, Enemies oraz mój ulubiony, The Absentee. Może nie jest to album bardzo ciężki w brzmieniu, ale słucha się go bardzo przyjemnie.

#5. Covenant, Northern Light (2002 / Sony Ka2, Metropolis)

Lubię dziwne rzeczy – zwłaszcza te muzyczne, które wywołują gęsią skórkę i sprawiają, że chcę słuchać dalej. Szwedzka formacja Covenant łączy w sobie synthpop, EBM i electro, w brzmieniu nieco przypomina The Prodigy czy Project Pitchfork i przyznam, że jest w tym wręcz fascynująca. Niesamowicie intrygujący wokal połączony z rytmicznym beatem to prawdziwa petarda i apogeum sztosu. A 17 października warto wybrać się na koncert Covenant w ramach Warsaw Dark Electro Festival; więcej informacji tutaj – KLIK.

#6. MS MR, How Does It Feel (2015 / Columbia Records)

Najnowszą płytę MS MR recenzowałam tu (KLIK) i o ile w pierwszej chwili nie byłam nią zachwycona, ostatnio nie mogłam wyrzucić z głowy refrenu Painted. I stało się: album How Does It Feel powrócił do mojej playlisty i dzięki niemu pokonałam zalążek jesiennych humorków. O ile uważam ten krążek za nieco słabszy niż debiutancki Secondhand Rapture, to jest on bardzo melodyjny i opowiada fajną historię. Z pewnością spodoba się fanom Florence + The Machine, Purity Ring czy Phantogram, a ponadto ma świetne, synthpopowe momenty – bardzo miło słucha się np. Reckless, Cruel czy No Guilt In Pleasure.

#7. FKA twigs, M3LL155X (2015 / Young Turks Recordings)

A na sam koniec króciutka EP-ka, która zdążyła nieźle namieszać. O FKA twigs mówi się, że jest nieźle pojechana i sprawia wrażenie, jakby była nie z tego świata, ale jedno trzeba jej przyznać – jej muzyka jest szalenie eksperymentalna i wciągająca. Ja długo nie mogłam się do niej przekonać, poprzednią płytą i EP-ką nie byłam zachwycona, ale dzięki M3LL155X Brytyjka zyskała mój szacunek. Mieszanka R&B, popu, trip hopu i elektroniki brzmi wręcz elektryzująco. Kawałki In Time i Glass & Patron miażdżą, to zdecydowanie najlepsze momenty tego minialbumu!

Historia jesiennej playlisty zatoczyła koło – gdy porównałam ją z tą sprzed roku (KLIK), zauważyłam sporo podobieństw. W 2014 również słuchałam ciężkiego rocka, gotyku, eksperymentalnej elektroniki – wnioskuję więc, że muszę być w jakiś sposób podatna na zmienność pór roku i muzykę. A co słychać u was jesienią? Jakie klimaty królują w waszych playlistach: jest spokojniej, bardziej nastrojowo, czy wręcz przeciwnie, żywo i z energią? Rekomendacje przyjmuję tu: musiclikeair@gmail.com!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s