MLA recenzuje: LION SHEPHERD

Z miłym zaskoczeniem przyznaję, że można przestać wstydzić się rodzimej sceny muzycznej – przynajmniej tej spod znaku brzmień alternatywno-rockowych. Debiutanckie wydawnictwo polskiej grupy Lion Shepherd tylko to potwierdza, i choć pierwsza jaskółka wiosny nie czyni, ciekawscy muzycznych wrażeń powinni po nią sięgnąć. Dziesięć premierowych utworów nagranych w rockowo-etnicznych klimatach to materiał dobry i obiecujący, ale nieco nierówny. A może celowo zostawia niedosyt?

(recenzja ukazała się na All About Music w listopadzie)

Lion Shepherd to świeża krew, ale niech was nie zmyli tajemnicza nazwa zespołu – za projektem tym stoją Kamil Haidar i Mateusz Owczarek. Muzycy związani są głównie z rockowo-metalowymi nagraniami, ale tym razem postanowili połączyć siłę rocka z hipnotyzującym, bliskowschodnim rytmem. Miks dość eklektyczny i specyficzny, ale wyszło całkiem nieźle. Wyraźnie słychać, że muzycy inspirowali się gigantami sceny rocka progresywnego, takimi jak Collage czy Riverside, ale postanowili nadać Lion Shepherd o wiele łagodniejszy ton. Dobrze czy źle? Odpowiem: zależy gdzie.

Hiraeth to album, który posiada momenty świetne, te całkiem przeciętne oraz te zbędne. Orientalne instrumenty połączone z brzmieniem rocka są super; zdecydowanie pochwalę też różnorodność wokali. Oprócz głosu prowadzącego Kamila Haidara pojawiają się również śpiewy zagranicznych muzyków, które wprowadzają niesamowity klimat. Wszystkie utwory Lion Shepherd są nagrane po angielsku, więc pojawia się kwestia dość wyczuwalnego akcentu. Nie razi on aż tak bardzo, aczkolwiek go słychać; ma on nawet swój urok. Muzycznie utwory hipnotyzują arabskimi rytmami, dzięki czemu są melodyjne i „płynne”; sporadycznie zdarzają się jakieś odstępstwa w postaci ostrzejszej gitary lub (nieco słabych) prób growlu. Parę niezbyt udanych elementów też wychwyciłam, ale mimo wszystko nie było ich aż tak wiele.

Hiraeth od samego początku intryguje arabskimi klimatami: na płycie usłyszymy m.in. dźwięki hinduskich czy perskich instrumentów. Utwór Fly On ma bardzo dobry, orientalny rytm i jest udanym rozpoczęciem płyty. Początkowo nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że wokal gdzieś ginie, rozmywa się, ale w refrenie brzmi już o wiele lepiej. Bardzo klimatyczny i spokojny utwór Lights Out jest jednym z najlepszych na płycie, podobnie Past in The Mirror, który świetnie nadałby się do radia. Bardzo interesujący jest również Music Box Ballerina – ma piękny początek, który nieco przypomina fragment z pierwszego utworu. Nie rozumiem jedynie, po co pod sam koniec wsadzono brzmienie harmonijki – za dużo grzybów w barszcz, ten bluesowy akcent wręcz przeszkadza.

Co do I’m Open mam nieco wątpliwości, bo ten utwór ma trochę jakby surowe brzmienie i brzmi jak bardzo niedopracowane demo. Jest trochę „rozciągnięty”, nagle pojawia się wiele partii instrumentalnych (bardzo dobrych!), ale w nieodpowiednich miejscach. Mocniejsze akcenty gitarowe reprezentuje zaś Brave New World – jest w nim trochę więcej energii i dobrego grania, ale wokal jest nieco za słaby. Nie jest to ani krzyk, ani growl: w związku z tym kawałkowi albo brakuje mocniejszego brzmienia albo, wręcz przeciwnie, powinno się je złagodzić – ja byłabym za tym, by zagrać mocniej. Z kolei absolutnie zachwycają Wander i Strongest Breed; to po prostu dobrze zagrane, spójne kawałki.

O ile płyta Hiraeth jest dość spójna w brzmieniu (mimo rockowego zaplecza bardzo spokojna i wyważona), wychwyciłam jeden utwór, który nie do końca rozumiem. Nad Smell of War trochę się głowiłam i przyznam, że to kawałek osobliwy: o ile w Brave New World brakowało mi „pierdolnięcia”, to tu wciąż na nie czekam, czekam… i wciąż go nie ma. Niby jest próba growlu, ale jakoś nie porywa i nie ma wystarczającej siły; przez to nie pasuje klimatem do reszty płyty.

Debiutu Lion Shepherd słuchało mi się dobrze i ciekawie, choć czułam różnego rodzaju braki. Z jednej strony bardzo pochwalę instrumentalną warstwę płyty i otwartość na syntezę gatunków, bo to wyszło muzykom na dużą piątkę z plusem; z drugiej zaś nie jestem pewna, czy Kamil Haidar i Mateusz Owczarek wybrali już muzyczną drogę dla nowego zespołu. Pewnie wyklaruje się to na kolejnych płytach, ale niemniej jednak warto obserwować drogę Lion Shepherd. A w listopadzie wybrać się na koncert do Warszawy, Gdańska lub Krakowa i usłyszeć ich muzykę na żywo!

Lion-ShepherdLion Shepherd, Hiraeth

2015 / MJM Music

Ocena MLA: 8.7 / 10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s