Wooded Club @ Dworzec Świebodzki, Wrocław – relacja

Zawsze przyjemnie wraca się do miejsc, które się zna i które dobrze się wspomina. Choć od kilku miesięcy nie mieszkam już we Wrocławiu, miasto ponownie przyciągnęło mnie ciekawym, elektronicznym eventem – 10 listopada na Dworcu Świebodzkim odbył się Wooded Club. Spodziewałam się dobrego, house’owego grania, tanecznych szaleństw do wczesnych godzin i dużo pozytywnej energii. I nawet nie spodziewałam się, że dostanę jej aż tyle!

Na początku bardzo pochwalę organizację eventu i „kulturę odbioru” elektroniki, z którymi nie zawsze spotykam się w Poznaniu. Gdy jeszcze mieszkałam we Wrocławiu, słyszałam sporo pozytywnych opinii na temat Wooded, w tym również te dotyczące dość wyselekcjonowanej publiki i dobrej atmosfery. Chciałam przekonać się, czy to prawda i zdecydowanie mogę potwierdzić to słowa, bowiem dopisało i jedno, i drugie. Organizatorzy zadbali o ciekawy booking i klimatyczne miejsce na imprezę: tym razem to Dworzec Świebodzki zabrzmiał dźwiękami elektroniki, a w takim wnętrzu klimat praktycznie zrobił się sam. Zbudowano dwie sceny, dwa bary, dodano kilka dekoracji z drewnianych palet… i wystarczyło, by się dobrze bawić! Dodając do tego rytmiczne, house’owo-minimalowe brzmienia, powstał świetny i pełen pozytywnej energii event.

Mainstage: An On Bast, Catz n Dogz, Keinemusik showcase

Na scenie głównej można było posłuchać zarówno polskich producentów, jak i zagranicznych gości Wooded Club. Do tej pory na żywo widziałam tylko An On Bast (rave w poznańskiej Hucie) i bardzo mi się spodobała – tym bardziej byłam więc ciekawa, jak zagra we Wrocławiu. Nie rozczarowałam się: usłyszałam dużo house’owego bujania o wyraźnym, ale nie agresywnym rytmie i ciągnącej na parkiet energii; pojawiło się też parę kawałków z solidniejszym basem, w sam raz na rozgrzewkę.

Po Catz n Dogz spodziewałam się house’owo-deepowych rytmów, nieco łagodniejszych brzmień – być może trochę dałam się zwieść klimatom ich nowej płyty, Basic Colour Theory. Uroczyście przyznaję, że panowie zupełnie mnie zaskoczyli; na szczęście tylko i wyłącznie pozytywnie. Zagrali o wiele ciężej, niż się spodziewałam, ale z taneczną energią i świetnym rytmem. Jeśli można mówić o budowaniu napięcia w secie, to ten był jego doskonałym przykładem; stopniowo pojawiało się coraz więcej deepowo-minimalowych rytmów i porządnie brzmiącego basu.

Wraz z pojawieniem się za dj’ką ekipy wytwórni Keinemusik, na mainstage’u zagościł różnorodny i dobrze podany house. Choć osobno Adam Port, &Me, David Mayer i Reznik reprezentują nieco inne brzmienia, pulsujący energią house zgrabnie łączył te sety w spójną całość. Podczas Wooded Club zabrzmiało dużo tanecznych kawałków, przy których wprost nie dało się usiedzieć w miejscu. I o ile w secie Catz n Dogz niewiele było wokalu, pojawił się on podczas Keinemusik showcase – świetnie ożywiał i dodawał prawdziwego powera. Cały mainstage tańczył, i to o każdej porze, o której na niego zaglądałam!

Local heroes: Kacpa, 0ptik, Deep Depot, Seb, Luke Hiero

Nie wiedzieć czemu, zawsze jakoś bardziej ciągnie mu ku mniejszym scenom – może dlatego, że więcej na nich miejsca do tańca? Local heroes również zaprezentowała się bardzo dobrze – za dj’ką stanęli m.in. Seb ze znanego duetu Seb&Rodrigezz, Kacpa z ekipy HeartBeats czy ALD z Deep Depot. Pięć zupełnie różnych setów, pięć nieco innych spojrzeń na elektronikę; mogę śmiało powiedzieć, że odkryłam na nowo dobrze znane już kawałki, których jeszcze nie miałam okazji usłyszeć w klubie.

Bardzo żałuję, że nie posiadam zdolności bilokacji i że nie mogłam słuchać dwóch setów jednocześnie. Nie udało mi się posłuchać Luke’a Hiero, gdyż grał w tym samym czasie co An On Bast, ale za to zaległości nadrobiłam, gdy grał Kacpa. Bardzo spodobał mi się jego set:  wprowadził bardzo przyjemny klimat i dobrą energię. Zgrabnie zmiksowane, house’owo-minimalowe rytmy dobrze się sprawdziły, a ja ze swojej strony bardzo chciałabym podziękować za Pearls!

ALD z Deep Depot zagrał w deepowych klimatach z elementami wokalu; moim zdaniem był to najlepszy set na mniejszej scenie i zaliczyłam do niego najwięcej dobrego baletu. Remix Higher Places albo Bipolar Star? Zawsze robią imprezę, i to nawet mimo małych problemów technicznych (elektryka vs. piwo – w pewnym momencie na Local heroes wysiadło zasilanie). Mimo wszystko ALD wyszedł z nich  obronną ręką, a seta dokończył w bardzo dobrym stylu.

Po secie 0ptika spodziewałam się spokojniejszych, lżejszych rytmów, ale również i on zaskoczył mnie tanecznymi petardami – dużo brzmień spod znaku minimalu, a nawet groove-house’u połączonych z żywym rytmem. Na początku trochę nie mogłam się „wkręcić” w inne klimaty, niż te w secie ALD, ale chwila przerwy i dobra yerba zrobiły swoje 😉 U Seba z wrocławskiego duetu Seb&Rodrigezz usłyszałam zaś dużo dobrego, techhouse’owego i deep’owego bitu, który ożywiał mimo wczesnej pory – nie brakło ani energii, ani tańczących.

Wooded zakończyłam wczesnym rankiem, trochę zmęczona, ale z uśmiechem na twarzy i z – o dziwo – całymi butami, choć tańczyłam prawie bez przerwy. Dobra muzyka w dobrym miejscu przyciągnęła pozytywnych ludzi; wrocławianie zdecydowanie pokazali, że umieją się bawić, a najlepszym tego dowodem był non stop pełny parkiet. Kto przespał, ten trąba, ale niech wypatruje kolejnej inicjatywy Wooded – nie rozczaruje się!

Relacja powstała w wyniku współpracy z Wooded. Autorem zdjęcia jest p. Sebastian Martinez / Media4city.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s