Playlista miesiąca: LISTOPAD

Okres jesienno-zimowy w mojej playliście to nieco spokojniejsze klimaty. W listopadzie pojawiło się zarówno kilka starszych albumów, jak i parę nowości: sięgnęłam i po elektroniczne brzmienia, i po odrobinę rocka czy dancehallu. Recenzowałam najnowsze albumy Jeana-Michela Jarre’a i Grimes, pojawiłam się również na koncercie Kayah. Ten miesiąc zdecydowanie był bogaty w różnorodność – zapraszam do listopadowej playlisty!

#1. VA, LOVE soundtrack (2015 / no label)

Mam mieszane uczucia do najnowszego filmu Gaspara Noé – podczas gdy jedni zachwycają się historią opowiadaną przez LOVE, mnie znacznie bardziej zaciekawiła towarzysząca filmowi ścieżka dźwiękowa. Dawno nie zdarzyło mi się usłyszeć tak różnorodnego soundtracku: znajdziemy na nim solidne techno rodem z berlińskiego klubu, sentymentalno-rockowe pościelówy Johna Frusciante, motyw z Głębokiej czerwieni czy… Johanna Sebastiana Bacha. I choć moim zdaniem w LOVE to za dużo seksu, a za mało treści, muzyki jest w sam raz.

#2. Rysy, Traveler (2015 / U Know Me Records)

Rysy zdobyli moje serce podczas tegorocznego Taurona i nie mogłam doczekać się longplaya. Na debiutancką płytę składa się 10 kawałków, ale za to jakich! Elektronika made in Poland jest świeża, ambitna, pulsująca rytmem – absolutnie w niczym nie odstaje od tej zagranicznej. W dodatku wokalnie urozmaicają ją Justyna Święs z The Dumpligns, Baasch oraz Piotr Zioła. Moje ulubione momenty płyty Traveler to The Fib, Ego, Przyjmij Brak i Cold Inside – doskonałe na poprawę humoru w jesienne dni.

#3. VA, Watch out fi dis – dancehall exclusive mix (2014 / no label)

Say my name, czyli choreografia z moich treningów – sam gangsterski początek powoduje, że można poczuć się jak na środowej, jamajskiej imprezie. Około 0:25 zaczyna się sztos właściwy, prawie 20 minut świetnie wyselekcjonowanej, dancehallowej petardy: w tym secie potańczycie m.in. do kawałków Busy Signala, RDX, Konshens, Alkaline, Major Lazer czy Vybz Kartela. Choć są one trochę „upchane” i dość szybko się zmieniają, można wyłapać poszczególne utwory i zrobić z nich cała playlistę – wtedy słucha się znacznie lepiej. A when ya hear da bassline… nie można przestać tańczyć! 😉

#4. Vybz Kartel, Kingston Story (2015 / Mixpak Records)

Vybz Kartel wciąż w formie – może nie jest to album wybitny, ale Kingston Story przyjemnie buja. Przy rytmach dancehallu i reggae trudno usiedzieć w miejscu i nie potrzeba wiele, by ruszyć na parkiet. Przy Fresh, Mi Remember i Freestyle śmiało potańczycie; w spokojniejsze klimaty przeniosą was utwory Beautiful Girl, Yuh Love, Breathless i Wine Pon Me. Podczas słuchania zaskoczyło mnie jedno: na swoich płytach Vybz zazwyczaj współpracował z innymi muzykami, a na tym albumie nie znajdziemy ani jednego duetu. Mimo wszystko: jeśli komuś brakuje słońca i ciepła Jamajki, może śmiało sięgnąć po Kingston Story.

#5. Played by Jamie xx (VA / no label)

Jak tu nie uwielbiać Jamiego? Jego playlistę na Spotify odkryłam dopiero teraz, ale szybko nadrobiłam zaległości: na Played by Jamie xx znaleźć można utwory z jego setów lub radiowych mixów, a wśród nich kawałki Maxa Coopera, Jamesa Blake’a, Daphni, Johna Tejady czy Four Tet. Ja wyłapałam zarówno kilka klubowych klasyków (Just Bicep – i wreszcie wiem, do czego tak ładnie mi się tańczyło!), jak i prawdziwych świeżynek – nie przestaję się zachwycać Throwing Snow i Djrum.

#6. Kölsch, 1977 (2013 / Kompakt)

Do tej pory Kölscha kojarzyłam głównie z remiksów i bardzo przyjemnie było mi posłuchać muzyki jego autorstwa. Album 1977 to pulsujące, taneczne minimal techno i techhouse; czysta energia w postaci porządnych bitów. Najlepsze utwory? All That Matters, Basshund, Silberpfeil, Oma czy Eiswinter – miłe, radosne, ciekawe.

#7. Grimes, Halfaxa (2011 / Lo Recordings, Arbutus Records)

Najnowsza Grimes nie powaliła mnie na kolana, ale za to postanowiłam przypomnieć sobie jej wcześniejsze albumy. Za pierwszym razem Halfaxa przesłuchałam dość powierzchownie i uznałam ją za średnio ciekawą płytę, teraz zaś odkryłam ją na nowo. Przyznaję, że to dziwny album i nie spodoba się każdemu: brzmienie oscyluje wokół dream popu, dark wave’u czy ambientu. Z jednej strony mamy ciekawą elektronikę i syntezatory, z drugiej „średniowieczny”, szeptany wokal. Bardzo polecam utwory Intor / Flowers, rasik, Heartbeats i Hallways, a tym, których nie do końca przekonują te klimaty, zachęcam do sięgnięcia po Visions – moim zdaniem najbardziej przystępny krążek Grimes.

#8. Redlight, X Colour (2015 / Lobster Boy)

Z serii: usłyszałam przez przypadek i przepadłam bez reszty. Tak chwaliłam Disclosure, a zupełnie nie zauważyłam najnowszego albumu Redlight – X Colour pełen jest house’owych bangerów, przy których trudno usiedzieć w miejscu. Płyta zawiera tylko 11 utworów (dlaczego tak krótko?!); pojawiają się wokale m.in. Billie Black, Roses Gabor, Melisy Whiskey. Mi najbardziej spodobał się Lion Jungle nagrany wraz The Prodigy, zadziorny, szalony i z porządnym bitem (zresztą, inaczej nie wyobrażałam sobie tej współpracy); polecam również kawałki Gold Teeth, Metronome i Ride or Die.

Jakie rytmy gościły w waszych playlistach w tym miesiącu? Jeśli chcielibyście podzielić się ze mną swoją muzyką, chętnie jej posłucham: piszcie na musiclikeair@gmail.com 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s