Obsesje. Najlepsze utwory 2015 (cz. II)

<< CZĘŚĆ PIERWSZA

#10. Major Lazer feat. MØ & DJ Snake, Lean On

Blow a kiss, fire a gun! Jeśli w 2015 ktoś nie słyszał Lean On, naprawdę musiał spędzić rok na Księżycu – utwór Major Lazer z wokalem MØ okazał się wielkim hitem, a zaledwie kilka dni temu klip przekroczył milion odtworzeń na YouTubie. Łatwo wpada w ucho, ma fajny, pozytywny tekst i błyskawicznie zapełnia parkiety – można zarzucać bioderkami, potrzęść tym i owym, uśmiechać się i dobrze się bawić. Bo to kawałek wprost do tego stworzony!

#9. Ten Walls, Sparta

Ten Walls nie miał w tym roku najlepszej passy, ale zanim jeszcze podpadł w środowisku techno, światło dzienne ujrzały jego dwa nowe kawałki. Wciąż ambitne i w dobrym stylu, ale mam poważne obawy co do tego, czy Litwinowi uda się odzyskać przychylność słuchaczy. W tym podsumowaniu postanowiłam umieścić Sparta – jest mniej agresywny, spokojniejszy, ma w sobie więcej światła. Idealny do chillowania lub lekkiego tupania na plaży.

#8. Hippie Sabotage, Fast Car

W oczekiwaniu na najnowszą płytę Hippie Sabotage zostałam uraczona prawdziwie gangsterskim, tłustym bitem. Fast Car jest drapieżny, ale ma też delikatniejsze momenty: duet z Sacramento doskonale wie, jak sprawić, by utwór był i słodki (wokal), i pikantny (basy). Idealny na nocne bujanie się po mieście w tytułowej szybkiej furze; ja już zakładam mój złoty łańcuch i wczuwam się w gangsterski lajfstajl.

#7. M.I.A., Borders

W 2015 roku jednym z najczęściej poruszanych tematów była kwestia uchodźców – również M.I.A. postanowiła zabrać głos w tej sprawie. Pochodząca ze Sri Lanki raperka znana jest ze swoich odważnych wypowiedzi dotyczących światowej polityki: w singlu Borders wprost pyta, jak to jest z tą otwartością na inność? Piosence towarzyszy również dość wymowny i nieco kontrowersyjny klip – w sumie nic zaskakującego u M.I.I., ale mimo wszystko trochę skłania do myślenia. Borders, what’s up with that?

#6. MS MR, Painted

Trochę „chropowate” brzmienie, dobra dynamika, wpadający w ucho refren – co ciekawe, pierwszy singiel z najnowszej płyty MS MR nie od razu tak mi się spodobał. Minęło trochę czasu, osłuchałam się z nim… i bardzo go polubiłam: Painted jest szalenie rytmiczny, a świetny wokal Lizzy Plapinger dodaje mu smaczku. Szkoda tylko, że na How Does It Feel jej silny i barwny głos czasem brzmi zbyt mocno.

#5. Florence and the Machine, What Kind of Man

Piekło nie zna takiej furii, w jaką wpada wzgardzona kobieta – ale za to zawody miłosne najczęściej owocują najsłynniejszymi dziełami sztuki. Oraz doskonałymi, emocjonalnymi utworami: What Kind of Man wywołuje ciarki od samego początku i sprawia, że wkręcasz się w ten kawałek razem z Florence. Fantastyczny, barwny emocjami wokal; mieszanka gniewu, delikatności, frustracji, miłości. Z tego zawsze wychodzą piekielnie dobre piosenki – i nawet rozstanie boli jakby mniej.

#4. Grimes, REALiTi (demo)

Najnowsza Grimes mnie nie zachwyciła, ale mimo wszystko wśród jej najnowszych nagrań znalazłam kilka dobrych momentów. Bardzo spodobało mi się demo utworu REALiTi – nieco surowe, tajemnicze i o fajnym, pozytywnym tekście; wszystko to niestety znika na albumowej wersji. Utwór z Art Angels wszystkiego ma za dużo i gdy porównać go z demo, słuch nieco się męczy – ja też wybieram pierwszą wersję.

#3. Taco Hemingway, Następna stacja

Jarzyna miał urodziny – pojechałem na Młociny…, czyli jak z przejażdżki warszawskim metrem stworzyć niesamowicie nośny, viralowy kawałek. Prosty bit, chwytliwy tekst, bardzo specyficzny klimat polskiej stolicy (nie tylko ze względu na szlugi i kalafiory); hit robi się sam. Obserwacje pasażerów i stacji metra, różne życiowe historie opisane w trafny i dosadny sposób. W zasadzie nie pozostaje nic więcej do dodania. Metro Świętokrzyska, wraz z kebabem wsiedli ludzie mieląc mięso w pyskach.

#2. RYSY, The Fib

M.in. dzięki Rysom przestałam się wstydzić polskiej muzyki (choć bardzo bym chciała, nie mogę przekonać się do Jutro znowu  gonić, biec, latać ponad…). Podczas słuchania płyty Traveler zdecydowanie najlepiej bujało mi się do utworu The Fib – niby prosty, ale dzięki swojemu energetycznemu rytmowi można przy nim ładnie poszaleć. Ciepły, przyjazny i pozytywny; ładnie brzmi i na płycie, i w klubowej przestrzeni.

#1. Marina and the Diamonds, I’m A Ruin

Moje miejsce pierwsze nie może być inne. W tym roku I’m A Ruin wracał do mnie jak bumerang i ratował z rozstań, ale ten utwór znalazł się na szczycie nie tylko ze względów osobistych. Uwielbiam teksty Mariny i sposób, w jaki opisuje uczucia; dzięki temu I’m A Ruin brzmi przenikliwie, szczerze i pięknie. To doskonała harmonia między popem a smutną balladą – a kiedy już się wypłaczesz i przejdą ci wszystkie żale, wstaniesz silniejsza.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s