Playlista miesiąca: STYCZEŃ

Kolejny muzyczny miesiąc za mną – styczeń to z jednej strony powrót do najlepszych płyt poprzedniego roku, z drugiej kilka odkryć. Mało recenzowałam, rzadziej pojawiałam się na koncertach, ale za to sporo buszowałam po Soundcloudzie i podsłuchiwałam od innych – w związku z tym postanowiłam nieco zmienić formę tego cyklu. Oprócz najczęściej słuchanych przeze mnie albumów i piosenek pojawią się również sety i playlisty, które towarzyszyły mi w ciągu ostatniego miesiąca.

ALBUMY

#1. Red Hot Chili Peppers, Stadium Arcadium (2006 / Warner Bros.)

W zeszłym roku trochę narzekałam, że tęsknię za tym, czego kiedyś słuchałam – i proszę, Stadium Arcadium przypałętał się do mnie wraz z początkiem stycznia. Choć bardziej wolę pierwszą część albumu, Jupiter, fajnie było wrócić do tej funkowo-rockowej płyty. W nowy rok lubię wchodzić z głośną, pozytywną energią – na pewno nie braknie jej przy kawałkach Hump de Bump, Charlie, Tell Me Baby, Torture Me czy C’mon Girl.

#2. Depeche Mode, The Best Of Depeche Mode, Vol. 1 (2006 / Sony Music Entertainment)

Mam ogromną słabość do Depeche Mode (ale o tym już wiecie). Prace nad najnowszym, czternastym albumem grupy mają ruszyć dopiero wiosną, a ja postanowiłam odświeżyć sobie jej twórczość. Depesze to fabryka przebojów: mają na swoim koncie tylko jedną składankę typu best of, ale na tej kompilacji umieszczone są najważniejsze utwory (brakuje mi jedynie Halo i Policy of Truth). Uwielbiam I Feel You, Strangelove, Precious, Dream On, Suffer Well, It’s No Good, Walking In My Shoes – wszystkie razem i każdy z osobna.

#3. Death Rattle, In Shade; He & I (2014, 2012 / Limb Records)

Brytyjski duet, którego słuchałam z wielką ciekawością. Miałam (i wciąż mam) spory problem z określeniem ich brzmienia: noir pop, dark experimental, dark electronic? Trudno zaliczyć tę muzykę do jednego, konkretnego gatunku lub porównać z brzmieniem innych wykonawców; trochę przypominają I Break Horses, The Knife czy Team Ghost, ale to też nie do końca te klimaty. Z jednej strony mamy popową melodię, z drugiej smutne tło, niepokojący wokal i rockowo-elektroniczne momenty, które przyprawiają o ciarki. Na płycie In Shade jest wiele dobrych utworów, ale też kilka niepotrzebnych rozciągnięć: polecam utwory Safe Waters, Weak Joints i Wait.

#4. Jamie xx, In Colour (2015 / Young Turks)

Dzień bez Jamiego xx dniem straconym, a jedno przesłuchanie płyty In Colour nie wystarcza: jest tak pozytywna, że można słuchać jej w kółko. Świetna, subtelna elektronika, żywe sample, wkręcający rytm i ciekawe wokale – chwalę ten album bez końca i trudno jest mi wybrać jego najlepszy moment. Do moich faworytów na pewno zaliczę Gosh, Sleep Sound, Loud Places, Girl oraz I Know There’s Gonna Be (Good Times) – i to właśnie ten ostatni utwór zostanie moim numerem jeden. Lekko dancehall’owy, pełen dobrej energii i wokalu Popcaana; nie można nie ulegnąć jego tanecznemu rytmowi!

#5. Pariah, Safehouses EP (2010 / R&S Records)

Do tej pory Pariaha kojarzyłam jedynie ze świetnego utworu Prism i tym razem postanowiłam sięgnąć po nieco więcej jego nagrań. EP-ka Safehouses to tylko pięć utworów, ale słucha się ich świetnie – jest i beat, i zróżnicowane brzmienia. Pariah ma w sobie coś wkręcającego: połączenie garage, minimalowego rytmu i chwytliwych melodii to jego znak rozpoznawczy. Szczególnie polecam utwory The Slump, Railroad i C-Beams.

SETY & PLAYLISTY

#6. VA, Minimal techno, selekcja: Krzysztof Kwiatkowski / Trzy szóstki

Podpatrzone od kolegi po fachu, Krzysztofa Kwiatkowskiego z fanpage’a Trzy szóstki. Bardzo dobra playlista z czystym, minimalowo-industrialnym graniem: jest krótka, ale treściwa i dużo na niej dobrego rytmu. Znajdziecie tam m.in. Richiego Hawtina, Quadrant, Donato Dozzy’ego czy Jacka Sienkiewicza – bit ściele się gęsto.

#7. VA, Berlin techno, selekcja: Fe Ver

Przyznaję, że jeszcze nie przesłuchałam jej do końca, ale również ta playlista pełna jest dobrych utworów. Jest nieco bardziej różnorodna, niż poprzedniczka – oprócz solidnego, berlińskiego techno w stylu Zenker Brothers, Mosca, Maxa Coopera czy Oscara Mulero można na niej znaleźć spokojniejsze kawałki Recondite lub Paula Kalkbrennera.

#8. VA, Let the good times roll, selekcja: MLA

Każdy z nas ma czasem potrzebę zebrania razem muzyki na dobre chwile. Moja właśnie nadeszła – choćbym nie wiem, ile razy musiała mierzyć się z niezbyt przyjemnymi momentami, będę to robić z podniesioną głową. Każdy z utworów na tej playliście przynosi mi fajne, pozytywne wspomnienia i dodaje siły – jeśli i wam się spodobała, to tańczcie do rana, gubcie buty, uśmiechajcie się, róbcie szalone rzeczy, kochajcie, bądźcie sobą. Słuchajcie jak najczęściej 😉

#9. Erratic Podcast 111 | Synthek

Od razu zapowiadam: solidnie łupie i nie szczędzi basu. Jeszcze do niedawna uważałam, że trudno byłoby mi wejść w mocno deephouse’owe klimaty, ale – co zabawne – właśnie ten gatunek elektroniki doskonale sprawdza mi się podczas pracy. Część tego podcastu można było usłyszeć 20 listopada we wrocławskim Das Lokalu (za booking odpowiedzialna była dobrze znana ekipa MØDULE – chapeau bas, panowie!) i strasznie żałuję, że nie mogło mnie tam być – pewnie pięknie tłukło.

#10. Concret podcast V – mixed by Samsa

Co tu więcej rzec: concret podcast, solidnie podane deephouse’owe uderzenie. Set zmiksowany przez Samsę jest mniej agresywny niż poprzednik, ale słucha się go równie dobrze – mroczny i tajemniczy, a przy tym bardzo ciekawie wyselekcjonowany. Udało mi się wyłapać z niego m.in. Manuela Fischera, dubspeekę, Fur Coat czy GoldFinch – doskonałe, rave’owe kawałki, przy których trudno ustać w miejscu.

UTWORY

#11. Beenie Man, Truck Load (album: The Greatest Gallis, 2014 / MD Entertainment)

Kolejny kawałek przyniesiony z treningowego parkietu. Bez wątpienia Beenie Man to król dancehallu i przy jego piosenkach chce się bujać wszystkim, co się ma – a Truck Load ma na tyle równy i wyraźny rytm, że ułożenie kroków to tylko chwila.

#12. Bomb The Bass, Boy Girl (FM Radio Gods Remix) (album: Back To Light, 2010 / !K7 Records)

Boy Girl jest jednym z najczęściej powracających do mnie utworów – uwielbiam jego minimalowy klimat i taneczny bit, może też dlatego tak trudno jest mi go wyrzucić z głowy. Całą płytę recenzowałam bardzo dawno temu, ale wciąż lubię jej brzmienie.

#13. Swedish House Mafia feat. Pharrell, One (Your Name) (album: Until Now, 2010 / EMI Records)

Z serii: było grane, czyli Swedish House Mafia x Pharrell Williams w klubowym bangerze 2010 roku. Ten utwór ma w sobie dziką energię, a  jednocześnie coś niepokojącego; towarzyszący mu teledysk w stylu dziwacznego, mrocznego rave’u jest jednym z moich ulubionych ever.

#14. C.A.R., Idle Eyes (Roman Flügel remix) (album: Idle Eyes EP, 2014 / kill the dj)

Utwór wyłowiony z szamańskiego seta Michała Gutkowskiego stał się moim earwormem już dobre pół roku temu, ale w styczniu słuchałam go wyjątkowo wiele razy. Oryginał Idle Eyes to zwykły, niczym niewyróżniający się utwór, pazura dodaje mu dopiero świetny remix Romana Flügela i to tę wersję polecam.

Oto styczniowa czternastka – podoba się wam taka forma Playlisty miesiąca, czy woleliście starą wersję? Dajcie mi znać, co myślicie (a przy okazji podzielcie się fajną muzyką!): musiclikeair@gmail.com

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s