MLA recenzuje: MAJID JORDAN

Jeśli spytać o trendy w łączeniu brzmień, to hipsterski soul ma się bardzo dobrze. Kilka ostatnich lat to dla muzyki wysyp artystów stawiających na subtelność elektroniki i pulsujący rytm R&B – takie albumy mają na swoim koncie The Weeknd, Banks, Kelela czy Jhene Aiko. Duet Majid Jordan to świeża krew na scenie tzw. indie R&B, ale już udało mu się zdobyć rozgłos w branży, a nawet nagrywać dla wytwórni Drake’a. Jego pierwsza płyta to udany debiut, a może tylko naciągana trója? Warto posłuchać czy lepiej sięgnąć po albumy innych artystów z tego kręgu?

(recenzja ukazała się w lutym na All About Music)

Gdy po raz pierwszy posłuchałam albumu Majid Jordan, dość szybko się nim znudziłam. Po całkiem udanej EP-ce A Place Like This oczekiwałam kontynuacji spod znaku rytmicznych, dobrych melodii, a trochę się zawiodłam. Wokalno-producenckie wsparcie Drake’a jest śladowe; mniej więcej w połowie zaczęłam się zastanawiać, czy usłyszę cokolwiek nowego, świeżego. Niby proste bity, łatwo wpadające w ucho utwory, trochę klimatycznego wokalu i generalnie fajny feeling podczas słuchania. Choć nie uważam, żeby Majid Jordan byli mało ambitni czy nieciekawi, ich płyta nie powaliła mnie na kolana: debiutancki longplay ma niewiele dobrych momentów. Ale coś da radę wyłuskać.

Album rozpoczyna dobry, elektroniczno – łagodny początek: Learn From Each Other ma wyrazisty rytm, który swoim brzmieniem nieco przypomina Disclosure. O ile wokal nie do końca mnie przekonuje (barwa głosu może się podobać albo nie), to słucha się go całkiem dobrze. Make It Work również ma niezły rytm, ale temu utworowi trochę brakuje wyrazistości – z podobną sytuacją mamy do czynienia w przypadku Pacifico, Small Talk czy Love Is Always There. Bardziej zdecydowane brzmienie to kawałek My Love z udziałem Drake’a i o ile na początku nie byłam do niego zbytnio przekonana, później naprawdę mnie oczarował. Jednym słowem – tańczyłabym; choć piosenka jest prosta, spodobało mi się jej minimalistyczne brzmienie i tekst.

Spodobały mi się również dwa spokojniejsze utwory, Day And Night (wyrazisty rytm; najzgrabniejszy utwór na płycie) i Warm (przyjemnie kołysze i nieco przypomina mi brzmienie Lady Luck Jamiego Woona). Na uwagę zasługuje również Every Step Every Way: już prawie spisałam na straty płytę Majid Jordan, a ostatni utwór przyjemnie mnie zaskoczył. Mieszane uczucia mam jedynie do Shake Shake Shake: znajduje się idealnie w połowie albumu, w dodatku między dość wyważonymi utworami. Choć zaczyna się spokojnie, nagle przeskakuje w rytm lat 80.: niestety, trochę za szybko, przez co ma się wrażenie pośpiechu. Moim zdaniem nie jest to zły utwór, ale podczas słuchania miałam wrażenie wtórności.

Tradycyjnie na samym początku ponarzekałam, to na koniec pochwalę. Spójne, „miękkie” brzmienie płyty to jej największa zaleta; jest spokojna, nastrojowa, romantyczna, ale nie do przesady. Ma ciepły, przyjemnie otulający klimat i może być dobrym urozmaiceniem wieczoru. Ładnie brzmi w tle, ale brakuje jej czegoś, co odróżniałoby ją od innych. I może właśnie na tym polega problem Majid Jordan, bo nie nagrywają złej muzyki… Ale ich koledzy po fachu robią lepszą.

majid-jordan-album

Majid Jordan, Majid Jordan

2016 / OVO Sound, Warner Bros.

Ocena MLA: 4.5 / 10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s