Płyta po płycie: HURTS

Można powiedzieć, że dzięki duetowi Hurts synthpop powrócił do największych stacji radiowych. Theo Hutchcraft i Adam Anderson wyciągnęli z brzmienia lat 80. wszystko to, co najlepsze, dodali do niego odrobinę tajemnicy i szturmem podbili listy przebojów. Podobno ich historia rozpoczęła się w 2005 roku w jednym z lokali w Manchesterze – zamiast włączyć się do klubowej bójki, woleli dyskutować o muzyce, a niedługo potem założyli zespół. Dziś Brytyjczycy mają na koncie trzy albumy, które są nadały synthpopowi nowy kierunek: jak zmieniło się brzmienie Hurts od czasów pierwszych nagrań aż do ostatniego krążka, Surrender? Zapraszam do kolejnego odcinka cyklu Płyta po płycie!

Hurts to kolejny zespół, który swój debiut zawdzięcza Internetowi. Zanim jeszcze wokalista Theo Hutchcraft i klawiszowiec Adam Anderson zaprezentowali się szerszej publiczności, trochę koncertowali w Londynie i Manchesterze i umieszczali demo swoich piosenek na MySpace. Przełom nastąpił wiosną 2009 roku, kiedy to amatorskie wideo do piosenki Wonderful Life stało się viralowym przebojem YouTube’a, a potem posypały się zaproszenia na występy. Hurts zagrali kilka swoich utworów podczas audycji dla BBC Radio, pokazali się w telewizji… i tak ich muzyka dotarła do Europy kontynentalnej.

#1. Happiness (2010 / RCA Records)

Debiutancki album duetu Hutchcraft / Anderson bardzo szybko zdobył popularność – z jednej strony Happiness jest silnie zakorzeniony w synthpopie z lat 80., z drugiej nadaje mu nieco nowoczesnego drygu. Dzięki rytmicznym refrenom i wpadającym w ucho melodiom ich piosenki stały się radiowymi przebojami; muzycy Hurts sprawdzili się jako kompozytorzy chwytliwych, ale ambitnych utworów. Brytyjczycy wypracowali swój własny, rozpoznawalny styl: ich muzykę spowija pewnego rodzaju tajemnica, którą chce się odgadnąć. I słuchać ze smakiem.

Fearsomely well-crafted ~ Luke Lewis o płycie „Happiness”, NME, 2010.

Happiness to brzmienie, za którym trochę się stęskniliśmy. Ma w sobie żywą, taneczną energię, ale i melancholię, która intryguje – można na niej znaleźć swój własny odcień tytułowego szczęścia, choć nie jest ono takie oczywiste. Ja mam wielką słabość do Depeche Mode i brzmienia lat 80., więc Happiness urzekła mnie swoim klimatem; przepadam za utworami Evelyn, Better Than Love, Sunday i Wonderful Life. Ponadto na płycie pojawia się gościnnie Kylie Minogue (utwór Devotion) – piosenkarka bardzo zaprzyjaźniła się z duetem, a podczas swojej trasy koncertowej często wykonywała Wonderful Life. Hurts zrewanżowali się swoją wersją Confide In Me, hitu Australijki z 1994 roku, a kawałek znalazł się na wersji deluxe Happiness.

Single: Better Than Love, Wonderful Life, Stay, Sunday, Illuminated, Blood, Tears & Gold

Momenty: Better Than Love, Wonderful Life, Unspoken, Evelyn

#2. Exile (2013 / RCA Records)

Najlepszy album w dyskografii Hurts, a jednocześnie mój ulubiony krążek. Exile to mieszanka synthpopu, rocka i elektroniki, na którym pobrzmiewają echa Depeche Mode, Nine Inch Nails, a nawet Coldplay. Brzmienie wyważone i przemyślane; momentami może nieco przygniatać ciężkimi emocjami, ale zanurzenie w nie jest całkiem ciekawym przeżyciem. To smutna i mroczna płyta o wszystkich obliczach tytułowego wygnania, mówił Theo Hutchcraft; poczucie bycia w dziwnym miejscu, wolności i radości, strachu, karze… W pewnym momencie naszej strasy koncertowej sam czułem się tak, jakbyśmy wciąż byli na obczyźnie.

Hurts reminded everyone just how bloody fantastic they were at writing anthemic songs. ~ Dan Martin, NME, 2013.

Exile uwielbiam właśnie za to wydobywanie smutnych, mrocznych emocji i nadanie im pewnego rodzaju piękna. Teksty oscylują według tematyki miłości i straty, pożądania, zaborczości, zazdrości, samotności, śmierci i „ciemnej strony”, którą ma w sobie każdy z nas. Nie jest to może płyta do słuchania na co dzień, ale to brzmienie, do którego czasem lubię wracać. Depeszowy Cupid, zaskakujący Mercy, popowe Miracle i Somebody To Die For – Hutchcraft i Anderson udowodnili, że ich najmocniejszą stroną są przebojowe, a jednocześnie ambitne utwory. Co ciekawe, na płycie Exile pojawia się pewien niezwykły gość: w utworze Help na pianinie gra sam sir Elton John.

Single: Miracle, Blind, Somebody To Die For

Momenty: Mercy, The Road, Cupid, Somebody To Die For

#3. Surrender (2015 / Columbia)

Zaskakująco popowy i znacznie jaśniejszy, niż poprzednie dwa albumy… ale niekoniecznie lepszy. Nie ukrywam, że krążek Surrender wprawił mnie w niemałe osłupienie – naprawdę nie spodziewałam się, że Hurts skierują się w stronę wszechobecnego, ale nijakiego brzmienia. Tym bardziej, jeśli porówna się je do Happiness i Exile: Surrender miał być odmianą, albumem tanecznym, ale wyszedł bardzo płaski. W 2014 roku Hutchcraft i Anderson gościnnie wystąpili w dwóch utworach Calvina Harrisa i być może ta współpraca zachęciła ich do pójścia w bardziej komercyjne klimaty? O ile uwielbiam kawałek Under Control (płyta Motion), to do najnowszego krążka Hurts przekonać się nie mogę.

Clichéd narrative and plodding ballad of immense tedium. ~ Christopher Monk (musicomh.com) o płycie „Surrender”, 2015.

Bardzo czekałam na tajemniczy, mroczny, ale ciekawy album: takim właśnie brzmieniem zaintrygowali mnie Hurts. Hutchcraft i Anderson postanowili odejść od synth i postawić na pop; kontynuowali współpracę producencką z Jonasem Quantem (był odpowiedzialny za dwa poprzednie krążki duetu), ale tym razem efekt wyszedł dość mizerny. Moje zdanie potwierdzają wyniki sprzedaży Surrender – w pierwszym tygodniu w samej Wielkiej Brytanii krążek osiągnął wynik niewiele ponad 6 tysięcy sztuk. Połowę tego, co Exile, i 3,5 razy mniej, niż debiutancki Happiness.

Na Surrender nie ma śladu po depeszowych czy synthpopowych klimatach; płyta naszpikowana jest popowymi chórkami oraz chwytliwymi, nieskomplikowanymi melodiami. Bardzo radiowy Why, niemal EDM-owy Nothing Will Be Bigger Than Us, pretensjonalny tekst Rolling Stone – mnie nie przekonał niemal żaden punkt Surrender. Choć bardzo bym chciała docenić nowy, „radosny” materiał, wolę sięgnąć po mroczności z Exile.

Single: Some Kind of Heaven, Rolling Stone, Lights, Slow, Wish

Momenty: Kaleidoscope, Perfect Timing, Weight of the World

Choć ostatni album Hurts mnie nie zachwycił, nie spisuję duetu na straty. Wiem, że Theo Hutchcraft i Adam Anderson są w stanie nagrać świetny, ambitny krążek, a Surrender to przypadek przy pracy. Bardzo żałuję, że nie będę mogła ich usłyszeć dziś podczas koncertu w Poznaniu, ale mam nadzieję, że jeszcze będzie ku temu okazja!

I na koniec jeszcze jedno pytanie: kogo chcielibyście zobaczyć w cyklu Płyta po płycie? Którzy muzycy interesują was najbardziej? Czekam na wasze sugestie i podpowiedzi: musiclikeair@gmail.com.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s