Welcome to Coachella! Felieton

Amerykański festiwal pełen muzycznych trendsetterów, różnorodny line up, bogate i doskonałe brzmienie. Od nieco ponad 15 lat Coachella przyciąga do siebie świetnych muzyków spod znaku rocka, popu, muzyki elektronicznej, indie i hip – hopu oraz ludzi sztuki, rzeźbiarzy czy malarzy. Wszechobecny luz, przyjemnie grzejące kwietniowe słońce, a przede wszystkim ciekawa muzyka – czy aby na pewno? Czy dziś Coachellę wciąż można nazwać festiwalem muzycznym, czy raczej celebryckim spędem pragnącym uwagi?

(felieton ukazał się na łamach Kinkyowl.pl w kwietniu 2016)

Na początek szybkie pytanie – zagadka: w jakim kontekście słyszeliście ostatnio o Coachelli? Z całej puli możliwych odpowiedzi obstawiam, że raczej nie w odniesieniu do muzyki – jeśli spojrzeć na ostatnie newsy związane z tym festiwalem, niewiele znajdzie się w nich muzycznych treści. Dowiemy się za to, kto się na nim pojawił, co na siebie założył, w jakim gronie się pokazał i co zjadł. Jesteście ciekawi, która z celebryckich par przechodziła malowniczy kryzys? Jakiego błyszczyka użyła Kylie Jenner i ile kalorii w ciągu trzech dni zjadła Maffashion? Jak donosi nasz opiniotwórczy Superak, podobno dużo i trochę niezdrowo, ale wszystko spaliła podczas festiwalowych szaleństw.

A ja tak nieśmiało spytam: ilu artystów z tegorocznego line-up’u Coachelli możecie wymienić? Bez zaglądania w Google’a, bardzo proszę.

W poszukiwaniu muzyki na Coachelli

Nie zrozumcie mnie źle – celem mojego felietonu absolutnie nie jest pociśnięcie żadnej z amerykańskich gwiazd czy zazdrość o to, że polskie lato festiwalowe nigdy nie jest tak ciepłe, jak kwiecień w dolinie Coachella. Tak się składa, że śledzę ten event już od jakiegoś czasu, zarówno pod kątem wizerunkowo – lifestyle’owym, jak i muzycznym – i w mojej obserwacji coraz bardziej zauważam dysproporcję między jednym a drugim aspektem. Szczerze przyznaję się, że podczas przygotowywania tego felietonu odwiedziłam Pudelka (oraz serwisy pudelkopodobne) i zrobiłam solidny research w poszukiwaniu jakiejkolwiek treści muzycznej. I choć bardzo chciałam się dowiedzieć, kto zagrał koncerty w ramach Coachelli, takich informacji znalazłam zaledwie dwie – trzy. Nie liczę, oczywiście, portali branżowych związanych z muzyką. Doskonale wiem za to, ile razy przebierały się gwiazdy, w jakich strojach kąpielowych się opalały i z kim flirtowały. To tak dla pewności jeszcze raz sprawdzę oficjalną nazwę festiwalu: brzmi ona Coachella Valley Music and Arts Festival. A zatem muzyka jest, przynajmniej na papierze. To chyba tak jak z tym „music” w skrócie „MTV”.

Zacznijmy od początku: dlaczego robię tyle hałasu? Kiedyś Coachella wyglądała inaczej i miała zupełnie inne przesłanie – festiwal narodził się w 1999 roku w Empire Polo Club w Kalifornii. Został ufundowany przez Paula Tolletta, amerykańskiego przedsiębiorcę oraz założyciela agencji eventowej Goldenvoice. Niegdyś promował garażowe zespoły i roznosił reklamujące zakłady chemiczne ulotki; dziś wartość jego majątku szacuje się na 84,2 miliony dolarów – głównie za sprawą wielkiego festiwalowego strzału w dziesiątkę, jakim jest Coachella. Sama impreza ma dość buntownicze początki: jest echem słynnego Woodstocku ’99 oraz manifestacji po uchwaleniu praw zezwalających na organizację zgromadzeń masowych. Mówi się nawet o tym, jakoby festiwal Coachella wywodził się koncertu Pearl Jam z 1993 roku – w każdym razie pewne jest to, że jego początkowymi założeniami były wolność, swoboda i muzyka.

Pierwsza edycja Coachelli miała miejsce w 1999, rok później nie festiwal nie odbył się, zaś od 2001 roku jest już cykliczną, kwietniową imprezą na terenie Empire Polo Club. Początkowo trwała zaledwie jeden dzień, ale stopniowo wydłużano ją o kolejne – od 2007 roku na Coachelli można bawić się przez całe trzy dni. Jeśli komuś jeszcze mało festiwalowych wrażeń, to mam dobrą wiadomość: aktualnie event został rozłożony na trzy kwietniowe weekendy, z czego każdy z nich ma identyczny skład występujących artystów. Dodatkowa informacja: jeżeli chcecie poczuć prawdziwy klimat Coachelli, weźcie ze sobą namiot. Możecie go bez przeszkód rozbić na terenie Empire Polo Club i szaleć, ile dusza zapragnie.

Trendsetterzy, smartfony i paparazzi

Podobno Coachella nazywana jest największym i najbardziej trendsetterskim festiwalem muzycznym świata – między znanymi artystami i zespołami występują również debiutanci. Ci, którzy zagrają na nim po raz pierwszy, za kilka chwil staną się rozchwytywani przez inne wielkie festiwale. Może rzeczywiście tkwi w tym ziarnku prawdy – a może to raczej fakt, że lato jest sezonem dość dużego natężenia imprez muzycznych, a światowe tournée w dorobku początkującego artysty brzmi naprawdę… światowo?

Jakby na to nie spojrzeć, brzmi. I jeśli porównać line-upy większości europejskich festiwali z coachellowym, wielu wykonawców się powtarza. Jeśli nie uda Ci się pojawić na koncercie Tame Impala podczas Open’era, nic straconego – skocz np. do Czech, bo w tym roku Australijczycy pojawią się na festiwalu Colours of Ostrava. Powiedzmy sobie szczerze: o doborze artystów na danym festiwalu nie decyduje to, czy pojawili się na Coachelli, czy nie. W większości to po prostu dogrywanie terminów koncertów między Amsterdamem, Paryżem, Warszawą czy Rzymem. Przyjeżdża ten, komu bliżej, komu wygodniej i komu, popularnie mówiąc, zgadzają się pieniążki.

A jak już przy tym jesteśmy: kto grywał na Coachelli w minionych latach? Byli to m.in. Rage Against The Machine, Madonna, Radiohead, Gorillaz, Beastie Boys, Kanye West, Jay – Z, Muse, Prince czy Sir Paul McCartney. W 2016 w Empire Polo Club pojawili się np. Foals, M83, Joey Bada$$, LCD Soundsystem, Underworld, The Kills, Maceo Plex czy Major Lazer. Mogłabym wymieniać do jutra – line up jak zwykle mocarny i różnorodny, ale mimo wszystko coś nie do końca pozwala cieszyć się muzyką. Trochę smutno patrzeć na to, że naprawdę fajne koncerty giną pośród biegających za gwiazdami paprazzi – a same gwiazdy zdają się być ważniejsze, niż Parov Stelar na scenie. Ile par celebryckich rąk pracowicie wklepuje #coachella w swoje smartfony?

No dobrze, może to ja się nie znam, jestem czepliwa i ewidentnie wychodzi na jaw moja modowa ignorancja. W większości przypadków jestem czarna, lapidarna i nie przywiązuję aż takiej uwagi do tego, w co się ubieram. Zawsze byłam zdania, że ocenianie ludzi tylko po wyglądzie jest strasznie puste – ale rozumiem też, że nie każdy musi je podzielać. Dobrze, skoro w trakcie eventu w Empire Polo Club tak ważne jest to, co się na siebie założy, to może Coachella jest festiwalem modowym? O ile w przypadku celebrytów jeszcze byłabym w stanie się ku temu przychylić, to patrząc na zwykłych śmiertelników… już nie jestem tego taka pewna.

Złoty biznes Coachelli

Jak wygląda Coachella w przeliczeniu na dolary? Naprawdę na bogato – to jeden z największych, najbardziej rozpoznawalnych i przynoszących największe zyski festiwali muzycznych w USA. Jak donosi magazyn Billboard, na zeszłoroczną edycję sprzedano 198 tysięcy wejściówek, a organizator imprezy, firma Goldenvoice, zarobiła na niej 84,3 milionów dolarów. Danych z tego roku jeszcze nie ma (kwiecień dopiero się kończy), ale te dwa wyniki stanowią światowy rekord jeśli chodzi o muzyczne imprezy.

Jeśli już przy pieniądzach jesteśmy: jaką kwotę przeznaczyli organizatorzy na promocję zeszłorocznej edycji festiwalu Coachella? Podobno wynosiła ona 700 000 dolarów. Słabo? Weźmy pod uwagę współpracę z partnerami marketingowymi i sponsorami – choć z początku organizatorzy dość chłodno i sceptycznie do nich podchodzili, w 2003 roku Goldenvoice przełamali się i postanowili je podjąć. Odrzucili co prawda ofertę pewnego sponsora, który zaproponował niemal 500 tysięcy dolarów za włączenie swojego brandu do oficjalnej nazwy festiwalu, ale przyjęli propozycję Heinekena. Browar sponsorował niewielki namiot na terenie Coachelli o nazwie „Heineken House”; w zeszłym roku podobną akcję przygotował gigant branży odzieżowej, H&M, który w niewielkim butku sprzedawał coachellowe ubrania, dodatki, torby czy bransoletki. Wszystko subtelnie i z umiarem; jak mówi Paul Tollett, „Nie znoszę, kiedy gdzieś wychodzę, a zewsząd bombardują mnie nachalne reklamy. Takie działania pokazują tylko brak szacunku dla Twojej publiczności oraz dla muzyki”.

Pojawia się pytanie: czy można zrobić świetny, ambitny festiwal na wysokim poziomie bez udziału celebrytów? Można, a doskonałym przykładem jest np. berliński Atonal – wiem, że porównanie między skomercjalizowaną i pełną celebrytów Coachellą a silnie alternatywnym, słynącym z mrocznego techno i sztuki abstrakcyjnej eventu może być trochę nietrafione, ale wiecie, co mam na myśli. Nie chcę też ukazywać wyższości jednej imprezy nad drugą, bo to zupełnie nie ma sensu – nie ta grupa docelowa, zupełnie inny świat przeżyć i cele uczestnictwa w festiwalach. Jednak wiele zależy od tego, na co kładzie się akcent. Może trafniejszym przykładem dobrego, ale nieco mniej znanego festiwalu będzie Lollapalooza – wywodzący się z Chicago i mocno zakorzeniony w muzyce rockowej, dziś uległ co prawda lekkiej zmianie, ale wciąż skupia wokół siebie ludzi zainteresowanych muzyką. W line-upie także znajdziemy nazwiska z pierwszych stron gazet, ale wśród uczestników tej imprezy nie ma aż tak wielkiego parcia na to, by się pokazać w kapciach Gucciego.

Żeby nie było: Coachella to fajny lifestyle i muzyczna różnorodność, za którymi stoję murem. Szkoda jednak, że początkowe idee i dobre brzmienia ponoszą w mediach zupełną klęskę i przegrywają z bawiącymi się na festiwalu celebrytami. I jeśli będę wybierała się na Coachellę, chętnie posłucham The Black Keys, Mano Le Tough, Niny Kraviz, Grimes czy Ellie Goulding – może nawet w kamizelce z frędzlami. Pluszowego flaminga chyba jednak schowam głęboko do plecaka. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s