MLA recenzuje: JEAN-MICHEL JARRE

Osiem miesięcy po wydaniu długo oczekiwanego krążka, Jean-Michel Jarre powrócił z jego kontynuacją. Dwuczęściowy concept album został nagrany z takimi sławami muzyki elektronicznej jak Jeff Mills, Sebastian Tellier czy duet Yello. O ile The Time Machine było sporym zaskoczeniem dla zagorzałych fanów muzyka, The Heart of Noise wprawi ich w jeszcze większe zdziwienie. Czy najnowsza płyta Jeana-Michela Jarre’a to powrót do dawnego brzmienia czy też może zwrot ku przyszłości elektroniki?

(recenzja ukazała się w maju na All About Music)

Dla fanów dawnego brzmienia Jarre’a ten album może być zaskoczeniem – a nawet zdezorientowaniem. Ojciec chrzestny elektroniki odszedł od swojego charakterystycznego, instrumentalnego stylu i zaczął eksperymentować z muzyką pop, a nawet hip-hopem? Nie ma co owijać w bawełnę: na Electronica 2 niewiele jest Jarre’a, którego znaliśmy do tej pory. O ile zawsze bardzo doceniam chęć rozwoju muzyków i próbowanie przez nich nowych rzeczy, to z ręką na sercu przyznaję: bardzo tęsknię za dawnym Jeanem-Michelem. Oxygene, Equinoxe i koncerty chińskie zaczarowały moje dzieciństwo, więc nie ukrywam, że chciałabym jeszcze raz usłyszeć coś w podobnym stylu. Z jednej strony pochwalę to, że Jarre nie chce zjadać własnego ogona i jest świadomy faktu, że rynek muzyczny się zmienił. Świetnie, że ponownie zaprosił do współpracy najważniejsze dla elektronicznej sceny postaci. Materiał na Electronica 2 jest ciekawy i momentami zaskakuje, ale pytanie, czy tych eksperymentów nie ma czasem za dużo?

Może zacznę od małego słowa wprowadzenia dla tych, którzy nigdy nie słyszeli muzyki Jeana-Michela Jarre’a (nawet nie pokazujcie mi się na oczy!): Electronica 1 i 2 albumy, które zostały nagrane po dość długim milczeniu francuskiego muzyka. Ideą za nimi stojącą była chęć pokazania ewolucji muzyki elektronicznej: Jarre nagrywał od końcówki lat 70. i ze względu na innowacyjność brzmień w ciągu swojej kariery nazywa się go „ojcem chrzestnym” elektroniki. Do współpracy nad nowymi nagraniami postanowił zaprosić najważniejsze dla muzyki osoby: na pierwszej części, The Time Machine, pojawili się m.in. M83, Gesaffelstein, 3D z Massive Attack czy Armin van Buuren. Na drugiej zaś goszczą Hans Zimmer, Jeff Mills, Siriusmo i Gary Numan. Tak doborowe towarzystwo działa na korzyść albumu czy raczej przytłacza?

Początek Electronica 2 zapowiada się bardzo obiecująco. W The Heart of Noise, pt. 1 powraca motyw bijącego serca, który kończył album Chronologie. Klimatyczny początek, filmowy, nastrojowy; później płynnie rozwija się w drugiej części. Choć początek brzmi nieco surowo. Udanie rozkręca się w bardziej wyrazisty, minimalowy rytm. Brick England z Pet Shop Boys to pierwsze zaskoczenie na tej płycie, ale muszę przyznać, że brzmi bardzo dobrze: to radiowy utwór o wyrazistym rytmie, który łatwo wpada w ucho dzięki popowemu wokalowi. Jeden z najlepszych na płycie! Kolejnych kilka utworów niestety mnie nie zachwyciło – dziwne These Creatures, As One i Here For You zupełnie nie pasują do początkowego, filmowego klimatu. Zupełnie nie rozumiem Exit – choć zaczyna się całkiem nieźle, przez nagłe zwolnienia tempa gubi swoją dynamikę. Mniej więcej w połowie poczułam się nim zmęczona i nie chciałam słuchać dalej, a to właśnie w drugiej części pojawia się centralny punkt: wplecione w muzykę słowa Edwarda Snowdena. Kontrowersyjny zabieg czy raczej nawiązanie do klimatu fenomenalnej płyty Zoolook? Szczerze przyznaję, że nie mam pojęcia, ale zupełnie nie kupuję tego utworu – a w szerszej perspektywie… reszty płyty chyba też nie.

 

Znów nie jestem zachwycona, ale ten album jest po prostu nierówny. Dobrych momentów jest niewiele, a jeśli już się pojawiają, to nikną w przeładowaniu efektami. Pewnie miało być fajnie i wyjść nowocześnie, ale, niestety, po drodze coś poszło nie tak. Za kolejny plus można uznać różnorodność artystów, których francuski muzyk zaprosił do współpracy (ale z drugiej strony kto nie chciałby nagrywać z samym Jarre’m?) – na płycie pojawiają się utwory nagrane m.in. z Pet Shop Boys, Yello, Cyndi Lauper oraz Peaches. Każdy z nich reprezentuje inny styl, więc czasami różnice mogą być nie do pogodzenia. O ile bogactwo artystów, z którymi Jarre nagrał tę płytę, zasługuje na uwagę, to efekt finalny… już nie jest taki dobry.

Mimo wszystko jakieś plusy udało mi się znaleźć. Najlepszy utwór na płycie? Otwierające krążek obie części The Heart of Noise oraz What You Want z Peaches. Ma nieco hip-hopowy początek o solidnym beacie i wyrazisty rytm, przy którym można się pobujać! Miejsce trzecie to wspomniane Brick Island z Pet Shop Boys – podoba mi się jego popowy rytm. Obawiam się jednak, że na tej trójce dobre momenty się kończą, stąd i moja ocena jest niewysoka.

Gdybym znalazła się w miejscu, w którym puszczonoby mi tę płytę i nie poinformowanoby mnie o tym, że jej autorem jest Jarre, pewnie nawet bym się nie zorientowała. Owszem, kilka kawałków zapewne zwróciłoby moją uwagę ze względu na niezłe partie elektroniczne, ale w przypadku reszty utworów poprosiłabym o przełączenie. Fajnie, że Jarre wciąż nagrywa, lecz naprawdę spodziewałam się więcej jego dawnego stylu. I o ile nie spisuję francuskiego muzyka na straty, to chętniej sięgnę po The Time Machine.

Jmjelectronica2

Jean-Michel Jarre, Electronica 2: The Heart of Noise

(2016 / Columbia)

Ocena MLA: 4.4

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s