Muzyka ukryta pod maską. Felieton

Być gwiazdą, gwiazdą, ludzi fantazją, śpiewał przed laty Tede. Jeśli jesteś sławnym muzykiem, pogódź się z tym, że wciąż będziesz na świeczniku – media wsadzą nos w twoje życie prywatne, stan konta, a nawet w jedzoną na śniadanie owsiankę. Czasem chciałbyś być kimś innym, schować się pod maską, pozostać nieznanym. A gdyby tak grać koncerty, występować na scenie, ale… bez twarzy?

(felieton ukazał się na Kinkyowl w czerwcu 2016)

To oczywiste, że rozpoznawalność ma swoje plusy. Nie ma nic lepszego, niż kiedy uwielbia Cię tłum i gdy rozdajesz autografy swoim fanom. Ale spróbuj o poranku wyjść do sklepu, by nie spotkać po drodze czyhających na Twoje niewyspane, pozbawione makijażu czy „lekko wczorajsze” oblicze, paparazzi. Muzyk w czapce-niewidce nie chodzi, papierowej torby na głowę nie założy. Za to często przybiera maskę: całkowita anonimowość jest i sposobem na święty spokój poza sceną, i intrygującym sposobem na zainteresowanie.

O co chodzi z ta całą anonimowością? Dlaczego grono muzyków, którzy chcą pozostać incognito, wciąż się powiększa? To nowa ideologia, czy może raczej kwestia wygody? W epoce opętańczego kultu mediów społecznościowych i bycia publicznie znanym owianie mgiełką tajemnicy nie jest jedynie zabiegiem marketingowym. Zdaje się być świadomą decyzją: rezygnuję z (dość ważnej w tej branży) części mojego wizerunku, zostawiam wam moją muzykę i to z niej mnie rozliczajcie. W branży znamy wielu artystów, którzy bardzo pilnują swojej anonimowości – zdarzają się i tacy, o których nie wiemy absolutnie nic. Jedni przybierają maski, drudzy poddają się wielogodzinnej charakteryzacji, jeszcze inni posługują się hologramami. Muzycy wyraźnie rysują granicę między wizerunkiem scenicznym, a swoją prywatnością.

Makijaże, maski, mitologie

Za pierwszy zespół znany z bycia „nieznanym” uważa się The Residents, założoną w latach 70. amerykańską grupę z pogranicza rocka i szeroko pojętej awangardy. Jeśli niewiele mówi wam nazwa, z pewnością skojarzycie ją z dość charakterystycznego image’u: masek w kształcie ogromnej gałki ocznej, fraków i cylindrów. Na scenie obecna jest od ponad 40 lat, a w ciągu tych czterech dekad jej członkowie ani razu nie zdradzili swojej prawdziwej tożsamości. By w jakikolwiek sposób komunikować się ze światem, stworzyli kolektyw The Cryptic Corporation – odpowiedzialny jest on za wywiady czy promocję. I o ile trudno jest opowiedzieć prawdziwą historię The Residents, jedno trzeba im przyznać: modelowo i konsekwentnie dbają o swoją anonimowość.

Pomysł z kostiumami doskonale sprawdził się również u grup heavymetalowych. Muzycy hardrockowej sceny często korzystają z fantazyjnych makijaży: gwarantują one pewną dozę anonimowości i z czasem stają się wizytówką zespołu. Co prawda niezwykle charakterystyczni KISS kojarzeni są raczej ze swoich wymyślnych make-up’ów i scenicznych przebieranek, niż z poszczególnych płyt (20 studyjnych albumów). Myśląc o grupach takich jak Slipknot, GWAR czy Ghost, od razu wyobrażamy sobie dziwaczno-przerażające przebrania: czasem te kostiumy potrafią ważyć 10-12 kg, charakteryzacja zajmuje długie godziny, jednak wszystko to gwarantuje niepowtarzalne doznania podczas koncertów. Najlepszym przykładem takiego piorunującego wrażenia jest fińska formacja Lordi – przebrani za potwory członkowie zespołu byli tak różni od kiczowato-lukrowanych konkurentów, że w 2006 roku wygrali Konkurs Eurowizji. Jak widać, opłacało się zostać mroczną mumią lub zombie.

 

 Różnorakie przebrania umiłowali sobie również muzycy sceny elektronicznej: deadmau5 występuje w olbrzymiej, led-owej masce myszy (mau5head), SBTRKT ubiera różnokolorowe, afrykańskie przebrania, a Danger – czarną kominiarkę z „latarkami” w miejsce oczu. Przykłady mogę mnożyć: duet SHXCXCHCXSH kryje się za czarnymi kapturami, a Headless Horseman – za nietypową czapką-woalką. Są również tacy, którzy zupełnie nie mają zamiaru pokazywać swojej prawdziwej tożsamości światu – np. niezwykle tajemniczy Zhu (podejrzewano, że to projekt Skrillexa, ale ten stanowczo zaprzeczył) czy Burial (pozostawał całkowicie anonimowy, dopóki nie pojawiła się nominacja do Mercury Music Prize, prestiżowej nagrody muzycznej).

Można również pobawić się z wyobraźnią, a z założenia zespołu uczynić intrygującą mitologię. W obecnych czasach nikogo nie zachwyci historia o spotkaniu o północy przy ognisku; to jest po prostu nudne i wtórne. Fantazyjne były więc początki The Residents (nikt ich nie znał, więc zmyślali, jak mogli); ciekawy pomysł na siebie mieli również Gorillaz.

Nie ma nic gorszego, niż kolejny wywiad, w którym musisz opowiadać o założeniu zespołu i „jak to się wszystko zaczęło

przyznał Damon Albarn, twórca grupy. Gorillaz stworzył więc w swojej wyobraźni, a fizyczną formę nadał jej rysownik Jamie Hewlett – szkice stały się później hologramami, które pojawiały się również na koncertach. Doskonała zabawa, pomysł i świeży, i niezwykle wygodny. „Hałas” wokół Gorillaz zrobił się sam.

(Naj)świętszy spokój

Zainteresowanie tym, co nieznane, wynika z ludzkiej, ciekawskiej natury. Im mniej wiemy o danym artyście, tym bardziej on nas intryguje. Dobry naming to jedno (jak właściwie wymówić SHXCXCHCXSH?), dodanie do niego równie tajemniczego wizerunku i intrygującej muzyki jeszcze bardziej skłania do poszukiwań. Maski i przebrania nieodłącznie kojarzą się przecież z teatrem; koncert „anonimowego” artysty staje się spektaklem, który przeżywa się w wyjątkowy sposób.

A może to jednak poszukiwanie świętego spokoju? W czasach dzisiejszego boomu social media prywatność znanej osoby jest niemalże luksusem i dlatego właśnie muzycy bardzo cenią sobie występowanie w maskach. Dzięki nim  np. SBTRKT może swobodnie zniknąć w tłumie – zapuszcza się nawet w publiczność swoich własnych koncertów i zupełnie nie musi martwić się o to, że zostanie rozpoznany. O podobnym odbieraniu anonimowości mówili również członkowie Lordi: tuż po wygranej Eurowizji zdarzył się jednak dość nieprzyjemny incydent, kiedy to fińskie tabloidy opublikowały zdjęcia ich prawdziwych twarzy. Oburzeni fani zareagowali natychmiast, gazety pozwano, a ich wydawcy obiecali już nigdy nie naruszać prywatności członków zespołu. Jak widać, można ukrywać się pod maskami, ale nie gwarantują one stuprocentowej anonimowości. By ją zachować, potrzeba również pomocy słuchaczy, wytwórni i mediów.

 

 Zachwycić się Sią

Jak widać, w muzycznym show-businessie bycie nierozpoznawalnym nie urodziło się wczoraj. Kilka miesięcy temu dość spore poruszenie wywołała Sia, która publicznie pokazywała się w wielkich perukach i papierowych torbach na głowie, a podczas występów śpiewała tyłem do publiczności. W odróżnieniu od stadka popowych artystek nie zamierzała epatować swoim wizerunkiem – oto gwiazda chce pozostać skromną osobą, która skupia się na nagrywaniu i śpiewaniu. Każde jej pojawienie się wśród publiczności (zarówno w przebraniu, jak i bez niego) wywoływało ogromne poruszenie; popkultura niemalże oszalała z ekscytacji i łyknęła Się jak pelikan. Media zachwyciły się jej „nietypową” wizją wizerunku – mainstream przemilczał jednak fakt, że Sia przez lata była ghostwriterem, a utwory przez nią napisane wykonywały m.in. Christina Aguilera, Britney Spears czy The Pussycat Dolls. Po wielu latach ukrywania się za teksami, Australijka już nie jest nieznana: mgiełka tajemnicy rozwiała się. Dziś wokalistka chętnie występuje również bez kapeluszy z woalką czy peruk, ale ze swojej (quasi) anonimowości uczyniła pewien znak rozpoznawczy. Jakkolwiek sprzecznie by to nie brzmiało.

Z drugiej strony chęć zachowania anonimowości może być odbierana jako bunt, pewnego rodzaju walka o niezależność od czegokolwiek. Nieistniejąca już szwedzka grupa The Knife zyskała popularność dzięki nieukrywanej niechęci do mediów głównego nurtu – by wręcz nie nazwać jej pogardą. Duet bardzo rzadko pojawiał się publicznie (jeśli już, to zawsze w maskach), a do 2006 roku w ogóle nie koncertował. O zespole zrobiło się głośno w kontekście bojkotu ceremonii Grammis, nagród szwedzkiego przemysłu muzycznego: zamiast jego członków na scenie pojawiła się przebrana za goryle grupa artystyczna. W taki sposób The Knife chcieli zaprotestować przeciwko męskiej dominacji w branży muzycznej, ale bez oficjalnego oświadczenia niewiele osób zorientowało się, o co tak naprawdę chodziło. Większość odebrała ten happening jako malownicze „wypięcie się” na mainstream; o dziwo, dwa lata później o zespole zrobiło się naprawdę głośno, kiedy to utwór Heartbeats wykorzystano w reklamie jednego z popularnych telewizorów.

BOKKA-Jak-brzmi-płyta
Okładka płyty BOKKA, fot. okladki.net

Nigdy się nie ujawniajcie!

W 2013 roku głośno zrobiło się zaś wokół zespołu BOKKA – polska grupa spod znaku brzmień alternatywnych również zasłynęła tym, że jej członkowie nie ujawniają ani swoich twarzy, ani personaliów. Choć pojawiły się różne domysły co do jej członków (podejrzewano m.in. Kamp!, Fismolla, Monikę Brodkę czy Karolinę Kozak), ale szybko zostały rozwiane: wiadomo jedynie, że BOKKA tworzy dwóch mężczyzn i kobieta, choć na koncertach zespół występuje w składzie rozszerzonym. Grupa porozumiewa się między sobą za pomocą komunikatów wyświetlanych na ekranie; jej sceniczny kamuflaż szybko został dostrzeżony zarówno przez krajowe media (już w 2014 grupa wystąpiła m.in. na Open’erze, Męskim Graniu, Nowej Muzyce czy Audioriver), jak i zagraniczne. BOKKA wzbudziła spore zainteresowanie amerykańskiego Pitchforka, a na swoim koncie ma już występy w Wielkiej Brytanii i Niemczech; komunikaty na telebimach tłumaczone były na poszczególne języki, a koncerty cieszyły się sporą popularnością. I choć pojawiały się próby ujawnienia tożsamości członków zespołu (samozwańczy „tropiciele” z Internetu), fani apelują: Nigdy się nie ujawniajcie!

Nie każdy lubi wielkie zainteresowanie mediów, brak życia prywatnego, czyhających wszędzie żądnych sensacji dziennikarzy. Czasem chciałoby się nie mieć twarzy, schować się pod maską. Wydaje się więc, że zachowanie anonimowości na scenie muzycznej jest czymś powszechnie rozumianym przez odbiorców. Odsłonięcie tajemnicy tożsamości członków danego zespołu odbierane jest jako coś zupełnie nie na miejscu, zepsucie niespodzianki, a przede wszystkim – po prostu niefajne zachowanie. Dla artystów to z jednej strony parasol chroniący prywatność, z drugiej sposób na wyróżnienie się na scenie. Czasem im mniej odkrywasz, tym bardziej intrygujesz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s