O OFFie słów kilka. Relacja

OFF we go! Tak na jedenastą edycję katowickiego festiwalu muzycznego zapraszali organizatorzy. Jego line-up od lat łączy wielkie nazwiska alternatywnej sceny muzycznej z młodymi lub mniej znanymi artystami; każdego roku początkiem sierpnia Dolina Trzech Stawów rozbrzmiewa najlepszymi brzmieniami rocka, elektroniki, folku, hip-hopu czy metalu. Czym OFF Festival zaskoczył tym razem? Na jakich koncertach koniecznie trzeba było się pojawić?

(relacja powstała w wyniku współpracy z portalem All About Music. Dziękuję organizatorom za możliwość pojawienia się w Katowicach; mimo kilku niedociągnięć to były wyjątkowe trzy dni! Autorką zdjęć jest Honorata Karapuda, wszystkie zdjęcia należą do niej z wyjątkiem pierwszego, które pochodzi z mojego Instagrama)

OFF Festival – po najlepszą alternatywę do Katowic!

Jeśli jakimś cudem nie słyszeliście o OFFie, w telegraficznym skrócie przedstawię Wam jego ideę i klimat. Katowicka impreza stawia na bogactwo dźwięków i szeroko rozumianą różnorodność; jest otwarta na brzmienia, nieszablonowe podejście do muzyki i zacieranie granic między jej gatunkami. Dlatego też w Dolinie Trzech Stawów można usłyszeć zarówno elektronikę, rocka i hip-hop, jak i folk czy… metal! Jednocześnie OFF wyróżnia się niepowtarzalną, alternatywną atmosferą – podczas tych trzech dni raczej nie usłyszycie dobrze znanych, mainstreamowych hiciorów, a i sami festiwalowicze wyróżniają się z tłumu. W line-upie pojawiają się największe gwiazdy muzyki (zarówno z Polski, jak i ze świata), ale na uwagę zasługują również mniej znani artyści. W tym cały urok OFFa – możesz pojechać na ten festiwal zupełnie „nieprzygotowany”, a odkryjesz całe mnóstwo nowej muzyki!

Tyle teoria i obietnice organizatorów. Jednak ja po tych trzech dniach w żartach nazwałam OFFa „festiwalem koncertów odwołanych” – i chyba większość uczestników miała podobne wrażenia. Katowicka impreza wiele naobiecywała, kusiła bardzo różnorodnym i ciekawym line-up’em –  nie jestem jednak pewna, czy tegoroczna edycja spełniła pokładane w niej nadzieje.

O OFFie słów kilka…

W tym roku OFF miał wyjątkowego pecha co do odwołanych, opóźnionych lub przesuniętych w czasie koncertów. W Dolinie Trzech Stawów mieli zagrać m.in. GZA, The Kills czy Anohni  – te i wiele innych występów zostało odwołanych w niemal ostatniej chwili. Mało tego, że odwołanych: na większość z nich nie zostało przygotowane żadne zastępstwo i nie ukrywam, że trochę jestem tym rozczarowana. Tym bardziej, że podczas odbywającego się tydzień wcześniej Audioriver miała miejsce dość podobna sytuacja z występem Gesaffelstein; mimo wszystko organizatorom udało się ściągnąć do Płocka innego wykonawcę, Clerica, i to jeszcze w tym samym dniu. W przypadku OFFa sytuacja dziwi mnie o tyle, iż o chorobie Alison Mosshart wiadomo nie od dziś, zaś Wiley, który miał się pojawić na scenie w zamian za GZA, również odwołał swój koncert… z jakąś godzinę przed.

Pojawił się również drugi problem – dominacja jednego gatunku nad innymi. O ile jestem wielką fanką różnorodnej elektroniki, to rozumiem, że niekoniecznie przepadają za nią inni. Między festiwalowiczami, którzy przyjechali tu po rockowe lub hip-hopowe brzmienia słyszało się, że są nieco niezadowoleni z faktu, że większość line-upu stanowi właśnie techno, house czy drum and bass. Bo i co ze sobą zrobić, gdy na żadnej ze scen nie mogli znaleźć czegoś dla siebie? Nawet mimo całej różnorodności OFFa czuło się, że większość ludzi przyjechało tu właśnie dla elektroniki.

Trzeci poważny minus? Ułożenie timetable – dlaczego koncerty największych gwiazd zostały wciśnięte na ostatni dzień festiwalu? Występy Kiasmos, Pantha Du Prince czy Rødhåda były tymi, na które najbardziej czekałam, a umieszczono je w niedzielnym bloku od 21. Ja naprawdę wszystko rozumiem i wiem, że lato to dla artystów okres typowo festiwalowy; każdy dzień to nowy kraj i nowy występ, więc z terminami ciężko. Nie ukrywam jednak, że organizacja line-up’u trochę mnie rozczarowała – czyżby organizatorzy nastawili się głównie na lokalną publiczność lub założyli, że na poniedziałek każdy weźmie sobie wolne? Cóż, nie każdy – bardzo żałuję, że nie mogłam posłuchać tych artystów, na których najbardziej czekałam.

off_01
fot. Instagram: aga_ome

Ale od początku. Po raz pierwszy miałam przyjemność pojawić się na OFFie i przyznaję, że wszystko było dla mnie nowe – o ile na Audioriver pojechałam z określonym planem, tak w przypadku tego festiwalu chciałam, by mnie zaskoczył. To z pewnością udało się zrealizować: starałam się więc chłonąć z niego jak najwięcej, poznać atmosferę i odkryć coś zupełnie nowego.

Mimo wszystkich przeciwności losu związanych z odwołanymi koncertami, wolę się skupić na pozytywnych stronach OFFa. Do Katowic wybrałam się przecież po dobrą zabawę, nowe odkrycia muzyczne i świetną, niepowtarzalną atmosferę – pod tym względem festiwal zdecydowanie dopisał. O ile przez pierwsze dwa dni pogoda postanowiła dać solidnego prztyczka w nos, nie przeszkodziła mi ona w odbiorze koncertów. W strugach deszczu wysłuchałam np. fantastycznego, energetycznego b2b Weatherall i Romana Flügela – uważam, że był to jeden z najlepszych występów całego OFFa!

OFF Festival – dzień I

Gdzie spędziłam najwięcej czasu podczas festiwalu? Zdecydowanie na scenie Electronic Beats – lubię różnorodną elektronikę i dlatego też czułam się tam najlepiej. W pierwszy dzień usłyszałam tam wcześniej wspomniany duet: mimo niekorzystnej aury publiczność dopisała i z pasją technorączyła przez niemal półtorej godziny. Po tak dobrym występie miałam równie spore oczekiwania co do DJ’a Koze – słyszałam go w zeszłym roku na innej katowickiej imprezie, Tauron Nowa Muzyka, i liczyłam na konkretne techno. Liczyłam i… bardzo się rozczarowałam: o ile na początku wydawało mi się, że spokojny, nieco senny początek seta rozwinie się w ciekawe, melodyjne brzmienia, niestety nic się nie zmieniło. DJ Koze zagrał płasko i monotonnie, więc by się obudzić, pobiegłam na Scenę Eksperymentalną. Bardzo potrzebowałam energii, a występujący tam Machinedrum dostarczył mi jej tyle, że aż nie mogłam ustać w miejscu! Brzmienia drum and bass połączone z dancehallowymi rytmami sprawiły, że mimo ulewnego deszczu tańczyłam aż do samego końca! Był to bardzo dobry i pełen pulsującego rytmu występ, a Scena Eksperymentalna zdecydowanie była źródłem „ładowania baterii” między koncertami w innych miejscach. Bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie także Addison Groove: energetyczny, rytmiczny i różnorodny set Brytyjczyka sprawił, że cały namiot radośnie tupał w rytmie porządnej elektroniki. Trochę funku, trochę dubstepu i innych energetycznych brzmień przyprawionych doskonałym tempem!

Ciekawość muzyki podczas OFFa sprawiła, że zawędrowałam także na inne sceny. Trudno jest ominąć Mainstage i jego atrakcje – usłyszałam tam trzy występy i każdy z nich był w innym klimacie. Bardzo spodobały mi się rockowa energia Clutch (gitarowe łojenie zawsze w cenie!) i fascynująca, różnorodna zmysłowość Devendra Banhart: bardzo trudno jest mi go jednoznacznie przyporządkować do jednego, określonego gatunku muzycznego, ale właśnie dzięki temu jest naprawdę wyjątkowy. Doskonale wpisał się w poczet artystów OFFa – festiwal od lat stawia na łączenie najróżniejszych brzmień oraz wychodzenie poza granice jednego rodzaju muzyki. Który występ na scenie głównej mnie nie zachwycił? Ze smutkiem przyznaję, że była to Brodka – parę miesięcy temu miałam okazję usłyszeć ją podczas SeaZone Music & Conference w Sopocie, a jej występ na OFFie niewiele różnił się od poprzedniego. Nie wiem, czy jest to kwestia nowego, zupełnie innego materiału Brodki na albumie Clashes, czy też niezbyt dobrej regulacji nagłośnienia, ale dla mnie ten koncert brzmiał zbyt ciężko i wtórnie. Nie chcę spisywać Moniki na straty, bo bardzo doceniam jej odwagę, by iść pod prąd i nagrywać muzykę po swojemu, ale moim zdaniem nowa oprawa koncertów niestety nie działa na jej korzyść. W piątek udało mi się zawędrować także na scenę Trójki – co prawda tylko na chwilę, ale chciałam posłuchać Napalm Death. W mojej playliście dawno nie gościło porządne, rockowe łupnięcie i choć na co dzień nie obracam się już w kręgu takich brzmień, koncert brytyjskiej formacji był ciekawym doświadczeniem. Zespół słynie ze swojego awangardowego, ostrego stylu gry i spektakularnych koncertów – choć dla mnie było momentami zbyt ciężko melduję, że wszystkie trzy elementy były obecne!

off_brodka
fot. Honorata Karapuda

OFF Festival – dzień II

Drugi dzień OFFa miał być tym najważniejszym – to właśnie w sobotę na scenie mieliśmy zobaczyć m.in. The Kills i GZA. Cóż, nie udało się, ale o ile hip-hopowe i rockowe brzmienia nie dopisały, tak elektronika zgrabnie nadrobiła wszystkie braki. Jej zróżnicowane rytmy można było usłyszeć niemal na każdej scenie: pojawili się m.in. JAAA!, Jaga Jazzist, Sotei i RYSY. Najbardziej czekałam oczywiście na GusGus – poprzednio miałam okazję usłyszeć Islandczyków w Berlinie i Poznaniu, więc bardzo cieszyłam się na ten występ. Oceniam go jako poprawny; szkoda, że zespół nie wystąpił w pełnym składzie, bo nieco brakowało mi wokalu Högniego Egilssona… Mimo wszystko był to niezły koncert; usłyszałam wiele klasyków GusGus (Arabian Horse, Over, Airwaves) oraz kilka utworów zapowiadających nową płytę. Mała przerwa na nabranie oddechu, a niedługo później czas na legendę Detroit techno, Derricka Maya – ten set był tak radosny, energetyczny i zachęcający do pogodnego tupania, że trudno było ustać w miejscu! Amerykanin zgromadził na swoim występie chyba wszystkich off-owiczów, bo przestrzeń pod sceną była zapełniona do ostatniego miejsca!

A czym w sobotę zaskoczyła Scena Eksperymentalna? Przede wszystkim bogactwem czterech stron świata: usłyszałam brzmienia m.in. z  Portugalii (Fumaca Preta), Nigerii (Orlando Julius & The Heliocentrics), Japonii (Goat) czy Ghany (Ata Kak). Również Polacy dołożyli swoją cegiełkę do tego kulturowego miksu i na scenie zaprezentował się kwartet Odpoczno. OFF mocnym folkiem stoi i pod tym względem festiwal uważam za bardzo udany i różnorodny. Scenę Trójki odwiedziłam wyjątkowo tylko dwa razy – na występie SBB nie mogło mnie zabraknąć, tym bardziej, że kultowy polski zespół zaprezentował materiał z albumu Nowy Horyzont. Pierwszy raz miałam okazję usłyszeć go na żywo i przyznaję: rockowo-elektroniczna energia była naprawdę imponująca! Drugim występem, który chciałam zobaczyć, był koncert formacji Mgła – i przyznaję bez bicia, że mnie nie powalił na kolana. O ile podczas OFFa poszukiwałam gitarowych brzmień i czegoś w takim klimacie, black metal niestety nie jest moim ulubionym gatunkiem muzyki. Ja zachwycona nie byłam, natomiast fani mocnego grania – jak najbardziej; Mgła zgromadziła sporą publiczność i zdecydowanie był to najgłośniejszy występ na Scenie Trójki!

W poszukiwaniu rockowych brzmień udałam się również na Mainstage, gdzie prezentowała się brytyjska formacja Lush. Na scenę powrócili po wielu latach milczenia i przyznaję, że wypadli bardzo dobrze – było i głośno, i z gitarowym pazurem; miła odmiana między stricte elektronicznymi rytmami. Niedługo później na scenie pojawiła się koreańska grupa Jambinai – rockowe brzmienia w połączeniu z tradycyjnymi instrumentami brzmiały naprawdę magicznie i z pewnością jeszcze do nich wrócę. A inne zaskoczenia? Jeśli nie mieliście okazji usłyszeć występu grupy Islam Chipsy, nie martwcie się! Zespół zagrał na Offie dwa razy, i to w tym samym dniu! Egipska formacja najpierw dała koncert na scenie Electronic Beats, a następnie na Mainstage’u. Chapeau bas!

off_lush
fot. Honorata Karapuda

OFF Festival – dzień III oraz podsumowanie

Przyznaję, że był to najkrótszy festiwalowy dzień – pojawiłam się na koncercie formacji Jesień (niezła robota, panowie – takiego miksu gatunkowego jeszcze nie słyszałam!) oraz Jóga. O tej drugiej sporo słyszałam od znajomych i bardzo chciałam przekonać się, czy rzeczywiście tak dobrze brzmią na żywo: przyznaję, że rekomendacje okazały się prawdą! Trio ma swoje charakterystyczne, wysublimowane brzmienie, a na koncercie potrafią stworzyć mały, magiczny moment. Mnie Jóga kupili w 100%, a w drodze powrotnej do Poznania przesłuchałam ich EP-kę, Skin. Jaki jeszcze występ udało mi się obejrzeć w niedzielne, OFFowe popołudnie? O ile katowickie trio wprowadziło na scenę spokojną, klimatyczną atmosferę, tak formacja Kero Kero Bonito doładowała ją prawdziwym ogniem! Wokalistka Sarah Midori Perry to prawdziwy wulkan energii; połączenie tanecznych rytmów, elektroniki i j-popowych refrenów wypadło naprawdę świetnie i przyznaję, że momentalnie udzielił mi się jego klimat! Na tym energicznym występie zakończył się mój pobyt na OFFie, lecz zostawił mi całe mnóstwo dobrej, pozytywnej energii. Tym samym zespół dołączył do mojej listy bands-to-listen-to. Tak jak wspominałam na początku, bardzo żałuję, że nie udało mi się usłyszeć Kiasmos, Pantha Du Prince i Rødhåda, ale mam nadzieję, że jeszcze pojawią się w Polsce! Swoją dawkę elektroniki otrzymałam podczas innych występów i były one całkiem udane – zarówno te planowane, jak i te odkryte przez przypadek.

off_kiasmos
fot. Honorata Karapuda

Jak podsumować te trzy dni w Katowicach? Ja wspominam OFFa bardziej na plus, niż na minus. Dużo dobrej i ciekawej muzyki – obecne, nowe brzmienia – również; mimo wszystko nie mogę nie wspomnieć o wpadkach w postaci odwołanych koncertów. Nie ma co ukrywać: tegoroczna edycja była bardzo ciężkim dla organizatorów zadaniem i trudno jest ocenić, jak będą wyglądały kolejne. Ja jednak jestem pozytywnej myśli i uważam, że przez te wszystkie lata OFF wyrobił sobie bardzo silną i rozpoznawalną wśród polskich festiwali markę. Na pewno znajdą się osoby, które w przyszłym roku również będą chciały odwiedzić Dolinę Trzech Stawów, by znaleźć ciekawe, nieszablonowe i wyjątkowe brzmienia. Gdzie indziej można je znaleźć, niż na OFFie właśnie?  Tegorocznej edycji festiwalu dziękuję, nie zazdroszczę problemów organizacyjnych, ale i trzymam kciuki, by kolejna nadrobiła wszystkie te straty!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s