Odkrywając Zolę Jesus

Gotycko-industrialna królowa, która wybrała pop. Swoim ostatnim albumem Taiga zadziwiła wszystkich: z jednej strony zachowała dawny, charakterystyczny styl, z drugiej zaś nie bała się zwrócić do zupełnie nowych słuchaczy. Nikt, tak jak ona nie potrafi połączyć wyjątkowego wokalu z brzmieniem darkwave, syntezatorów i smyczków z drum and bass. Poznajcie Zolę Jesus, jedyną w swoim rodzaju artystkę, którą będziemy mieli przyjemność zobaczyć już 27 sierpnia podczas łódzkiego festiwalu DOMOFFON!

Nagrywała m.in. z M83 i Orbitral, współpracowała z J.G. Thirlwellem i Former Ghosts. Porównywana jest do takich legend muzyki, jak Kate Bush, a podczas tras koncertowych miała przyjemność występować jako support The xx czy Fever Ray (Karin Dreijer Andersson, czyli 1/2 The Knife). Zola Jesus jest prawdziwym muzycznym kameleonem: na liście jej muzycznych inspiracji znajdziemy m.in. czołowe postaci sceny punk rocka (Ian Curtis, Lyndia Lunch), awangardy czy industrialu, ale i Tinę Turner czy… Alicię Keys. Do tak zróżnicowanego miksu należy dołożyć jeszcze refleksyjną, wrażliwą naturę artystki i wyjątkowy wokal. Wszystkie te elementy postanowiła połączyć, dodać im bardziej przystępną formę i dwa lata temu wydać przełomowy album Taiga. Obok jej muzyki po prostu nie można przejść obojętnie!

Opera, punk, świętości

Nika Roza Danilova przyszła na świat 11 kwietnia 1989 roku w Phoenix – choć urodziła się w Ameryce, w jej żyłach płynie krew rosyjska, niemiecka, słoweńska i ukraińska. Na scenie aktywna jest od 2006 roku jako Zola Jesus, lecz przygodę z muzyką rozpoczęła już w wieku 7 lat: śpiew operowy był jej największą pasją przez około dekadę. Rezygnacja z niego wiązała się z wieloma ważnymi wydarzeniami w życiu Danilovej – i nie była to jedynie kwestia ogromnej konkurencji na scenie operowej. Artystka zainteresowała się innymi gatunkami muzyki (było to głównie rock, punk i industrialne brzmienia); z drugiej zaś strony zmagała się z poważnym problemem ataków niepokoju i paniki, których zaczęła doświadczać jako nastolatka. Nie była to jednak sceniczna trema – Danilova wielokrotnie przyznała, że nie bez znaczenia były jej własne, bardzo osobiste odczucia dotyczące świata, egzystencji i przeznaczenia. Choć jest absolwentką studiów filozoficznych na Uniwersytecie Wisconsin-Milwaukee, a największy wpływ na jej twórczość miały pisma Arystotelesa i Schopenhauera, definiuje siebie jako ateistkę.

Żyjemy w coraz bardziej agnostycznym społeczeństwie: mamy coraz mniej możliwości przypisania się do określonej religii. Nic dziwnego, że coraz częściej po prostu nie wiemy, jak wytłumaczyć wszystko to, co się dzieje: dlaczego znalazłam się akurat w takim, a nie innym miejscu? Dlaczego przydarzyło mi się to, czego właśnie byłam świadkiem?

Swoje sceniczne alter ego nazwała, łącząc imię Jezusa Chrystusa i francuskiego pisarza Emila Zoli, jednak jej celem nie było bluźnierstwo. Mam ogromny szacunek do religii i zdaję sobie sprawę z tego, że ludzie potrzebują jej w swoim życiu – skomentowała tę kwestię w jednej z rozmów. – Z drugiej strony uważam ją za dość osobliwy fenomen naszego świata. Jej wypowiedź nie miała być kontrowersyjna czy celować w żadną z religii; sama przyznaje jednak, że wielu osobom jej pseudonim nie chce przejść przez usta. Bluźniercza czy nie, dziś Zola Jesus może pochwalić się pięcioma albumami, trzema EP-kami oraz występami u boku największych sław sceny alternatywno-eksperymentalnej.

Cztery razy Zola Jesus

Na szczęście Danilova uwierzyła w swój wokalny talent, pokonała ataki paniki i wróciła do śpiewania. Materiał na debiutancki album The Spoils stworzyła we własnym pokoju, jeszcze w trakcie studiów – płyta ukazała się nakładem niezależnej, słynącej z alternatywno-eksperymentalnych brzmień wytwórni Sacred Ground. Nagrana w środku zimy w Wisconsin, 2008-2009, zdradza dopisek na jednej ze stronic książeczki – największą inspiracją dla tego krążka była właśnie dzika natura rodzinnych stron. Pojawia się ona na wszystkich jej albumach, lecz nie czyni z Danilovej eko-aktywistki: przyroda jest dla niej siłą, która uczy pokory oraz tego, jak w obliczu jej nieprzewidywalności radzić sobie w życiu. Motyw ten powraca na Stridulum, Conatus i Versions, trzech kolejnych albumach Zoli Jesus, a najpełniejszą formę przybiera na jej ostatnim krążku, Taiga.

Jak więc brzmi The Spoils? Trudno jednoznacznie je określić, bo na pierwszej EP-ce słychać klimatyczne lo-fi, ambientowe melodie i punkowe inspiracje rodem z kawałków Siouxsie Sioux. W swojej wczesnej muzyce Danilova jest emocjonalna, mroczna, silna, nawet seksowna – z pierwszego albumu pochodzą takie utwory jak Clay Bodies, Six Feet (From My Baby) czy Crowns. Debiut zapewnił jej też miejsce wśród najważniejszych muzyków sceny alternatywnej – dwa razy miała okazję zaprezentować się na słynnym festiwalu SXSW.

Na drugim albumie Danilovej, Stridulum II, znika punkowa królowa, a jej miejsce zajmuje gotycko-darkwave’owa stylistyka. Otwierający go utwór Night, posępne Tower i Manifest Destiny oraz (bezsprzecznie najlepszy) tytułowy Stridulum, to już zupełnie inne klimaty. Ten krążek wydobywa wokalny potencjał Zoli, który krytycy z miejsca porównali do jedynej w swoim rodzaju Kate Bush. Podniosły nastrój, ale i lekko popowa linia melodyczna oraz o wiele silniejszy i pewniejszy siebie głos otworzyły Danilovej drzwi do kariery w Wielkiej Brytanii.

W branży muzycznej mówi się, że debiut zawsze jest dobry, drugi album może być niezły, ale to właśnie trzeci krążek jest prawdziwym sprawdzianem dla artysty. Następna w dyskografii płyta Zoli Jesus z miejsca zwróciła uwagę krytyków: podczas nagrywania Conatus artystka współpracowała z Brianem Footem, znanym także jako Jackie-O Motherfucker. Chciałam pójść dalej i spróbować czegoś nowego; zarówno pod względem muzycznym, jak i samego pisania tekstów – powiedziała w wywiadzie dla Prefix Magazine. Po raz pierwszy pracowała z innym producentem; do tej pory za wszystkie prace w studiu była odpowiedzialna jedynie ona. Zdecydowanie się opłaciło, bowiem płyta Conatus przyniosła jej wiele pozytywnych opinii ze strony fanów, a dwa lata później został wydany album z nowymi, akustycznymi aranżacjami piosenek z tego krążka. Versions to owoc współpracy z innym, niezwykle utalentowanym muzykiem i producentem – J. G. Thirlwellem. To właśnie z tej płyty pochodzą utwory In Your Nature, Hikikomori czy Sea Talk.

Wyprawa do tajgi

Czwarty studyjny album Zoli Jesus ujrzał światło dzienne na początku października 2014 roku nakładem wytwórni Mute. Jeśli ta nazwa brzmi dla Was obco, z pewnością skojarzycie innych wykonawców z jej portfolio: Depeche Mode i MG (solowy projekt Martina L. Gore), Goldfrapp, Moby, Erasure, a niegdyś nawet Iggy Pop. Danilova postanowiła nie tylko zmienić wytwórnię, ale i zaprosić do współpracy swojego wieloletniego przyjaciela, Deana Hurleya – to on jest odpowiedzialny za ostateczny kształt, jaki przybrała ta płyta. Dzięki niemu Taiga to małe dzieło ambitnego popu, które oprócz dawnego stylu Zoli Jesus zawiera także elementy R&B, a nawet… drum and bass. Już pierwszy singiel, Dangerous Days, zwiastował nowe brzmienie artystki – Taiga to zdecydowanie najbardziej komercyjna w odbiorze płyta Danilovej, ale wcale nie oznacza to słabego materiału. Wręcz przeciwnie: ten album jest niezwykle barwny, dopracowany i pełen nowej energii. I przyznaję, że to bezsprzecznie najlepszy krążek w jej dorobku – to z niego pochodzą m.in. Hunger, Dust, Lawless czy Hollow.

Również sama artystka odczuwa, jak ważną płytą jest dla niej Taiga. Trasa promująca ten album obejmowała zarówno Stany Zjednoczone, jak i Europę; otworzyły się także przed nią zupełnie nowe możliwości. Nie tylko wystąpiła ze swoim nowym materiałem w kultowej stacji KEXP, ale i przygotowała kilka dj-setów dla audycji Minight In A Perfect World – ja przesłuchałam zaledwie kilka z nich, ale i tak jestem pod ogromnym wrażeniem jej znajomości industrialnych i eksperymentalnych brzmień. Oprócz samego stricte muzycznego oblicza Danilova rozwija się również w innych dziedzinach: niemniej niż sam koncert liczy się dla niej jego oprawa. Wizualizacje czy kostiumy sceniczne to efekt współpracy z nowojorską stylistką, Jenni Hensler – to ona jest autorką wyjątkowego, drewnianego naszyjnika, który widnieje na okładce płyty Taiga.

Chodziło mi nie tylko o ukazanie bardziej nowoczesnego obrazu tajgi, ale i o zachowanie tej cząstki pierwotności. Czy to w muzyce, czy w scenicznych kreacjach zależy mi na połączeniu tych sił; to dualizm, nowe i stare, człowiek i natura, prawdziwy i syntetyczny świat.

Choć obie artystki poznały się o wiele wcześniej, dopiero przy okazji trasy promującej ostatni album miały okazję w pełni współpracować. Hensler przygotowała na jej okoliczność wszystkie kreacje sceniczne – dzięki niej na scenie Zola Jesus pojawia się m.in. wyjątkowych kimonach o gotyckim wzornictwie czy metalowej biżuterii. Danilovej nie zobaczycie jednak na pokazach mody czy na okładkach popularnych pism: znacznie częściej odwiedza galerie sztuki nowoczesnej, a jeśli już udziela wywiadu, to magazynom i portalom muzycznym. A propos muzeów: w 2012 roku zagrała wyjątkowy koncert w nowojorskim Muzeum Guggenheim, wśród bogatej kolekcji modernistycznych dzieł sztuki.

Poza sceną

Jaka jest Nika Roza Danilova, gdy schodzi ze sceny? Oglądając jej teledyski, można dojść do wniosku, że to posępna i wiecznie poważna gotycka królowa; podczas wywiadów jest jednak niezwykle ciepłą i uśmiechniętą osobą. Ma ogromny dystans do siebie i potrafi żartować ze swojej niełatwej urody – na Twitterze skomentowała kwestię złamanego nosa („miałam 14 lat i wybrałam się na koncert lokalnego, punkowego zespołu – grał słabo, ale i tak tańczyłam pogo”). Prywatnie jest żoną entomologa, czyli specjalisty w zakresie owadoznawstwa. Przyjaźni się nie tylko ze wspomnianymi tu J.G. Thirlwellem, Deanem Hurleyem i Jenni Hensler, ale i z Katie Stelmanis – wokalistką kanadyjskiej formacji Austra. Artystki poznały się w Chicago; jak wspomina Danilova, „Zawsze, gdy tam występowałam, Katie przychodziła, by podnieść mnie na duchu!”. Muzycznie jest fanką Sii („Muzyka pop ma ogromne szczęście, że istnieje ktoś taki, jak ona!”), podziwia odwagę Lorde („Jest głosem swojego pokolenia i rzeczywiście ma coś do powiedzenia”), powoli przekonuje się do brzmienia Lany Del Rey („Myślę, że musiała się bardzo zmienić i przejść długą drogę. O ile nie wykreować siebie od nowa”). Lubi też science-fiction, ale jest daleka od idei transhumanizmu.

Tym, co mnie bardzo zaciekawiło w postaci Niki Danilovej, jest jej postrzeganie muzyki jako formy terapii. Sama zmagała się z poczuciem paniki, a właśnie dzięki pisaniu utworów i aktywności scenicznej była w stanie sobie z nią poradzić. Chciałabym dać swoim słuchaczom coś, co pomogłoby im inaczej spojrzeć na świat inaczej; mam nadzieję, że moja muzyka pomoże im przezwyciężyć problemy i stać się silniejszymi – tłumaczyła w wywiadzie dla Salon.com. W tej samej rozmowie została także spytana o to, czy wrażliwość jest przekleństwem artysty, czy też jego błogosławieństwem.

To właśnie wrażliwość czyni nas ludźmi. To jedyna cecha, która odróżnia nas od komputerów i innych maszyn. Patrząc na dzisiejsze gwiazdy pop, nie widzę w nich żadnej wrażliwości: one po prostu nie mogą jej mieć. One mają być ikonami, które publiczność przyjmuje jako rodzaj bóstw. A od bóstw oczekuje się, że będą nieskazitelne, bez żadnych wad.

Nie mogę nie zgodzić się z jej słowami i tym bardziej oczekuję jej występu w Łodzi!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s