Moja playlista: SIERPIEŃ

Sierpniowe wspomnienia w muzyce? Zaskakująco spokojne – z jednej strony kończy się szalone, festiwalowe lato, z drugiej ja sama potrzebuję się nieco wyciszyć po ostatnich intensywnych wydarzeniach. Jakie płyty towarzyszyły mi w tym miesiącu i bez jakich utworów nie wyobrażałam sobie dnia?

Są miesiące, w których słucham bardzo dużo i różnorodnie, a są tez takie, które nie przynoszą mi zbyt wiele nowych odkryć. Z jednej strony chciałabym posłuchać czegoś innego, z drugiej jednak mam coraz mniej czasu nawet na nową muzykę – i to nie dlatego, że mi się nie chce lub pielęgnuję lenia. Nie chcę się też tłumaczyć ani usprawiedliwiać, ale ze względu na pracę wiele rzeczy mi umyka. Mimo wszystko udało mi się przygotować dla Was kilka najciekawszych fragmentów mojej playlisty z sierpnia.

ALBUMY

#1. MS MR, Secondhand Rapture, How Does It Feel

(2013, 2015 / Columbia Records)

W sierpniu nie było dnia, bym nie posłuchała choć raz albumów MS MR. Amerykański duet wie, jak połączyć brzmienie electropopu i rocka, a wszystko to doprawić chwytliwymi refrenami. Trudno wyrzucić z głowy kawałki Painted, Criminals, Think of You czy Head Is Not My Home – co ciekawe, gdy jakiś czas temu recenzowałam drugi krążek grupy, nie zrobił on na mnie porażającego wrażenia. Kolejny raz oddaję mu honor: to jeden z najskuteczniejszych poprawiaczy złego humoru, jaki znam!

#2. Zola Jesus, TAIGA (2014 / Mute)

Marzyłam o tym, by usłyszeć Zolę Jesus na żywo i wreszcie mi się to udało. Choć co do jej koncertu podczas Domoffon Festiwal mam mieszane uczucia, to album TAIGA dość często towarzyszył mi w tym miesiącu: od dawna uwielbiam utwory Dust, Lawless, Dangerous Days, Hunger czy Hollow, a po koncercie w Łodzi odkryłam na nowo Long Way Down. Bardzo polecam tę płytę wszystkim, którzy szukają ambitnego popu!

#3. Vangelis, 1492 (Conquest of Paradise) (1992 / Warner Music UK)

W mojej subiektywnej ocenie to jedna z najlepszych ścieżek dźwiękowych, jakie kiedykolwiek zostały nagrane. Zanim jeszcze obejrzałam Conquest of Paradise, doskonale znałam muzykę z tego filmu; jest doskonale dopasowana do jego tematyki i sprawia, że podczas oglądania naprawdę ma się ciarki. Polecam szczególnie utwory Hispanola, Pinta Nina Santa Maria (Into Eternity) oraz Moxica And The Horse.

UTWORY

#4. GusGus, Over (album: Arabian Horse)

GusGus wielokrotnie przewijali się przez moją playlistę oraz całego bloga – koncert Islandczyków na OFF Festival był ich trzecim występem, który miałam okazję zobaczyć. Choć nie zrobili na mnie takiego wrażenia, jak poprzednio, spodobało mi się wykonanie utworu Over – może dlatego, że jego tekst pasuje ostatnich wydarzeń z mojego życia? Może jest w tym ziarnko prawdy.

#5. Jon Hopkins, Collider (album: Immunity)

Uwielbiam cały album Immunity: do tej pory z uporem maniaka wałkowałam utwór Open Eye Signal, zaś w sierpniu dołączył do niego kolejny earworm, Collider. Przesamplowane oddechy, rwane sekwencje pomieszane z wyrazistym beatem tworzą niepokojący, ale bardzo dopracowany utwór.

#6. Sade, No Ordinary Love (album: The Best of Sade)

Kiedy ostatnio słuchałam Sade? Wieki temu – i przyznaję, że to straszne zaniedbanie. Jej muzyka sprawia, że świat staje się mniej szpetny, a stracone do drugiej osoby zaufanie boli jakoś mniej. W zasadzie nawet nie muszę mówić wiele: wystarczy, że sięgam po No Ordinary Love: ten utwór wyjaśnia więcej, niż tysiąc słów.

#7. FKA twigs, Video Girl (album: LP1)

Do tej wokalistki też mam ogromną słabość i uważam ją za jedną z najciekawszych i najbardziej obiecujących talentów sceny muzycznej. FKA twigs może wydawać się dziwaczna, ale nikt nie odmówi jej wyjątkowego wyczucia rytmu i zmysłowości brzmienia. Jest jedyna w swoim rodzaju i jakkolwiek obojętnie nie przyjętoby jej ostatniego singla, Good To Love, ja i tak będę jej bronić. A w oczekiwaniu na najnowszy album przypominam sobie debiut, LP1.

#8. Cheryl feat. will.i.am, 3 Words (album: 3 Words)

Przyznaję: nie jestem wielką fanką muzyki Cheryl Cole i nie uważam jej za wybitną wokalistkę. Mimo wszystko utwór 3 Words jest wyjątkowy: kiedy usłyszałam go po raz pierwszy, byłam dość zaskoczona, że taka piosenka znalazła się w repertuarze Brytyjki. Moim zdaniem to jeden z jej najmniej docenianych kawałków i zdecydowanie zasługuje na więcej.

#9. Little Dragon, Pretty Girls (album: Nabuma Rubberband)

Nie do końca trafiają do mnie także utwory Little Dragon; szaleję oczywiście za Twice i innymi spokojniejszymi piosenkami, ale te szybsze wręcz mnie irytują. Przez przypadek usłyszałam zaś Pretty Girls… i przepadłam bez reszty. W sierpniu ten utwór towarzyszył mi bardzo często, szczególnie podczas zakończenia treningu.

A jak wyglądały Wasze playlisty? Czego słuchaliście najczęściej w przeciągu ostatniego miesiąca? Jeśli chcielibyście się czymś ze mną podzielić, piszcie śmiało: musiclikeair@gmail.com 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s