Czego nauczyły mnie festiwale muzyczne? Podsumowanie sezonu 2016

Wreszcie udało mi się uporządkować wspomnienia z festiwalowego lata – przyznaję, że zajęło mi to trochę czasu, ale chciałam na spokojnie podsumować miniony sezon. Relacje relacjami, muzyka muzyką, ale postanowiłam spojrzeć na nie z nieco innej perspektywy: czy festiwale czegoś mnie nauczyły? Jeśli tak, to czego? Oto moje krótkie podsumowanie tegorocznych imprez muzycznych oraz zachęta dla wszystkich, którzy jeszcze nie mieli okazji w nich uczestniczyć!

W tym roku bardzo czekałam na festiwalowe lato – z wielu względów rok 2016 nie należy do moich najłatwiejszych i tym bardziej zależało mi na tym, by wykorzystać festiwalowy czas na 100%. Brak urlopu wynagrodziłam sobie najlepiej, jak tylko mogłam: przez te kilka dni lipca i sierpnia najważniejsza była dla mnie muzyka i to jej poświęciłam najwięcej czasu. Nie zapominając oczywiście o osobach, z którymi miałam przyjemność jej słuchać – czym byłby muzyczny festiwal bez przyjaciół i nowych znajomości? Dziękuję wam za obecność i piękne wspomnienia!

#1. You can’t always get what you want

W tym roku za cel obrałam sobie kilka wydarzeń, na których chciałam się pojawić. Jednak życie ma to do siebie, że wiele planów wywraca do góry nogami – marzył mi się ponownie Berlin Festival, ale organizatorzy odłożyli kolejną edycję na przyszły rok. Chciałam po raz pierwszy pojechać na Sziget, ale ze względu na pracę nie mogłam sobie na to pozwolić. Miałam pojawić się na Open’erze, ale nie otrzymałam akredytacji – choć koncerty były wspaniałe, a mnie na nich nie było, mój świat się nie zawalił i nie czuję się przegrana.

Skupiłam się na tym, co udało mi się osiągnąć. Pod skórą czułam, że dostanę akredytacje na te imprezy, na których zależało mi najbardziej – cieszę się, że jestem doceniana jako dziennikarka muzyczna, a 2016 rok zamykam z obecnością na dwóch dużych festiwalach i jednym małym. Za sobą mam Audioriver (czyli moje elektroniczne miejsce na ziemi), pełnego zaskakujących zmian OFFa oraz obiecującego Domoffona – każdy z nich dostarczył mi mnóstwo doskonałej muzyki.

A dlaczego odpuściłam Taurona, choć tak bardzo jarałam się nim w zeszłym roku? Bo nie leżał mi line-up. Po prostu nie trafił w moje gusta, zdarza się i tak (:

OFF Festival – po najlepszą alternatywę tylko do Katowic. Mimo wyjątkowo pechowej edycji, na pewno wrócę na niego za rok!

#2. Dobry humor – do plecaka!

Czy istnieje festiwalowy savoir-vivre? Ciężko powiedzieć, ale jedno jest pewne: mówię „nie” osobom, które przyjeżdżają na festiwale i są chamskie, aroganckie i agresywne. Ja wszystko rozumiem, że lato, impreza, luźna atmosfera i każdy ma prawo sobie wypić lub znieczulić się w inny sposób, a miary dobrej zabawy mają ruchome granice. „Odpowiedzialne spożycie” również jest bardzo subiektywną kwestią i nie każdy wie, jak jej przestrzegać.

Jednak nic nie usprawiedliwia bycia Januszem festiwalu, prostakiem i pieniaczem. Tak, artyści odwołują swoje koncerty nawet na kilka chwil przed występem i podają powód lub go nie podają. Tak, w Polsce mamy taki klimat, że jego nieprzewidywalność jest jedyną przewidywalną rzeczą (i dlatego też warto mieć ze sobą plastikową pelerynkę). Tak, każda kolejka do prysznica na polu namiotowym jest długa, a każdy ToiToi po całej nocy nie wygląda najpiękniej.

Na takie rzeczy raczej nie ma się wpływu – najzwyczajniej w świecie są włączone w pakiet każdego festiwalowicza. Marudzenie, kłótnie i wymyślanie problemów z czapy nie daje absolutnie nic, a w dodatku uprzykrzają czas tym, z którymi przyjeżdża się na festiwal. Innym dookoła również.

Sziget Festival – każdy wielbiciel muzyki chce się tam pojawić. Line-up, który łączy rocka, elektronikę, pop i EDM? Węgrom się udało!

#3. People are people…

Trochę kontynuując poprzedni wątek: ludzie na festiwalach muzycznych bywają najróżniejsi, bo i taką naturę ma nasz gatunek. Możesz trafić zarówno na tych fajnych, szalonych, pozytywnie zakręconych, jak i na imprezowych przeginaczy, którzy nie są już tacy mili i będą za wszelką cenę starali się uprzykrzyć Ci wyjazd. Na festiwalu bardzo prawdopodobne jest to, że ktoś obleje Cię piwem, wepchnie się do kolejki po naleśniki, kiedy jesteś potwornie głodny lub zabierze pastę do zębów „na wieczne oddanie”, bo przecież w takim tłumie ludzi na pewno Cię nie odnajdzie. Jednak świat jest mały, a z moich obserwacji wynika, że teoria sześciu stopni oddalenia ma w sobie więcej, niż tylko ziarnko prawdy.

Nie zdziw się, jeśli po zakończeniu festiwalu spotkasz na ulicy kogoś, kogo na nim poznałeś. Życie lubi płatać figle i czasami stawia na Twojej drodze osoby, których najmniej się spodziewałeś. #potwierdzoneinfo.

Oczywiście jest także druga strona medalu: fantastyczni, pełni cudownej energii ludzie, których spotkałam podczas różnych wydarzeń muzycznych. Nigdy nie wiesz, kiedy poznasz kogoś ciekawego, szalonego, podobnego do Ciebie jak dwie krople wody, zajawkowego (wybierz poprawną odpowiedź lub dopisz swoją) – festiwale to świetna okazja do tego, by nawiązać przyjaźnie, nawet z osobą z drugiego końca świata. Ale patrząc bliżej… w tym roku miałam niesamowitą okazję bliżej poznać osoby z redakcji All About Music i mam nadzieję, że niedługo ponownie się spotkamy!

DGTL Festival – jeśli w przyszłym roku również nie wypali Berlin Festival, skieruję się właśnie tam. Aftermovie to za mało, koniecznie muszę się wybrać do Barcelony!

#4. Duży festiwal czy mała impreza muzyczna?

Jaki festiwal jest lepszy: wielkoplenerowy i pełen gwiazd w line-upie Open’er czy też mniejsza, bardziej kameralne impreza? Moim zdaniem absolutnie nie ma to znaczenia, czy bawicie się na płycie lotniska, czy też w parku miejskim – w moich poprzednich wpisach wielokrotnie przedstawiałam Wam argumenty za tym, że festiwale DIY też mają swój urok i warto na nie zwracać uwagę.

Jedni nastawiają się na wielkie imprezy ze względu na artystów z pierwszych stron gazet i obecność celebrytów; inni chcą wykonać foczkę w błocie podczas Woodstocka lub po prostu posiedzieć na leżaczku w parku, wypić piwo i pochillować. Jeszcze inni szukają nowej muzyki i chcą odkryć jej jak najwięcej – każdy ma swój sposób na muzyczny festiwal i spędzi go po swojemu. Bez względu na to, czy pojedzie do Berlina, na Coachellę czy też wybierze się na jedną z naszych imprez. Prawdą jest powiedzenie, że nieważne gdzie, ważne z jaką ekipą 🙂

Lollapalooza – obecnie nazywana jednym z najbardziej wpływowych festiwali na świecie. Tu akurat edycja berlińska, która (moim zdaniem) bije Coachellę na głowę!

#5. Dlaczego warto pojechać na festiwal nieprzygotowanym?

Mówię szczerze i otwarcie: nie znam każdego z występujących na muzycznych festiwalach wykonawców. Przy bogactwie line-up’ów imprez najzwyczajniej w świecie nie jest to możliwe, a i tak często zdarza się, że w ostatniej chwili występy są odwoływane. Na scenie pojawiają się więc inni artyści lub po prostu przez 1,5h scena stoi pusta.

Misternie ułożony festiwalowy plan może czasem wywrócić się do góry nogami, ale to nie powód do zmartwień. Nawet jeśli nigdzie indziej nie znajdziesz brzmień dla siebie, spokojnie możesz skorzystać z innych atrakcji – o tym, jak dobrze pod tym względem stoją polskie i zagraniczne imprezy muzyczne, przeczytasz u mnie już wkrótce.

Odpowiedź na postawione wyżej pytanie jest więc bardzo prosta: nigdy nie wiesz, co Cię może zaskoczyć. Owszem, fajnie jest mieć listę zespołów, które musisz zobaczyć, ale warto też otworzyć się na to, czego nie znasz. Dzięki temu w kilka dni możesz odkryć tyle muzyki, ile Ci się nawet nie śniło – w tym przypadku spontan jest jak najbardziej wskazany. Fakapy również: np. ja w zeszłym roku zgubiłam na chwilę swoich znajomych między scenami Taurona i w tym czasie trafiłam na genialny występ Alo Wala. W tym roku na OFFie nie zachwycił mnie Dj Koze, ale w sąsiednim namiocie odkryłam pełnego energii Machinedrum’a. Co więcej, nigdy w życiu nie powiedziałabym, że będę się nudzić podczas seta SHXCXCHCXSH na Domoffonie – zamiast malowniczo zasnąć w połowie parkietu, postanowiłam odwiedzić kino plenerowe Vice.

Melt! Festival – najlepszy elektroniczny line-up, jaki kiedykolwiek widziałam na festiwalu. Plus niesamowita lokalizacja, sprawdźcie sami!

#6. Hej, jest ok…

…jechać na festiwal, kiedy życie wydaje Ci się bez sensu, nic się nie układa, czujesz się do niczego lub rozwaliła Ci się relacja. Been there, done that, got the T-shirt – dlatego też festiwale były dla mnie odskocznią od tych wszystkich rzeczy, które w jednym czasie cisnęły mi z każdej możliwej strony. I naprawdę nie wiem, która bardziej.

Do wyboru miałam dwie opcje: albo siedzieć i bidzić, że źle i smutno, albo spakować się w najmniejszy plecak świata i jechać na festiwal. Nie żałuję ani jednej chwili spędzonej podczas muzycznych imprez – dzięki nim mogłam na chwilę zapomnieć o problemach, wyluzować się i nabrać dystansu. Każdy inaczej radzi sobie z tym, co niełatwe, a moim lekarstwem jest właśnie muzyka.

Słowem: baw się, śmiej, tańcz do białego rana, podziwiaj wschód słońca na plaży przy muzyce wykonawcy, na którego najbardziej czekałeś i korzystaj z każdej chwili. Takie wydarzenia będziesz wspominał do końca życia.

Tauron Nowa Muzyka – wyjątkowy festiwal w jedynej takiej lokalizacji. W zeszłym roku skradł moje serce, w tym nie do końca, ale wiem, że kolejna edycja na pewno będzie doskonała!

Oto 6 refleksji na temat tego, czego mogą nauczyć muzyczne festiwale – jak jest u Ciebie? Chętnie dowiem się o tym, jak wyglądało Twoje festiwalowe lato: podziel się swoimi uwagami w komentarzu lub podeślij maila 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s