Jean-Michel Jarre zagrał w Łodzi! Relacja

Są tacy artyści, których twórczość uwielbiam od lat, darzę ją szczególnym sentymentem i często do niej wracam. Jednym z takich wykonawców jest dla mnie Jean-Michel Jarre – moje muzyczne dzieciństwo upłynęło pod znakiem albumów Oxygene, Magnetic Fields oraz Equinoxe, a kilka lat temu zobaczyłam go po raz pierwszy na żywo. 5 listopada miałam okazję ponownie usłyszeć pioniera elektroniki, tym razem w łódzkiej Atlas Arenie. I choć nieco obawiałam się, jak materiał z płyt Electronica 1 i 2 sprawdzi się w koncertowej przestrzeni, Jarre i jego zespół zaprezentowali się w najlepszej formie!

(relacja postała w wyniku współpracy z All About Music)

Czego więc spodziewałam się po trzecim w moim życiu koncercie Jeana-Michela? Jak pewnie kojarzycie z moich recenzji, do jego najnowszego wydawnictwa miałam nieco mieszane uczucia – choć Electronica 1 i 2 nie są złe, miałam pewne obawy co do tego, jak ten materiał wypadnie na żywo. Nie byłam też pewna, czy koncertowa tracklista nie będzie raczej przeglądem najbardziej znanych utworów Jarre’a… Na szczęście tak się nie stało, a wszystkie moje wątpliwości rozwiały się, gdy tylko zabrzmiały pierwsze dźwięki The Heart of Noise. Fantastycznie nagłośniona Atlas Arena umożliwiła czerpanie radości z każdej chwili – powiem nawet, łódzki koncert sprawił, że na nowo odkryłam potencjał albumów Electronica. A co ze starszymi, kultowymi dla wszystkich fanów Jarre’a utworami? Pojawiły się i one, zgrabnie wplecione między najnowsze nagrania. Całość brzmiała spójnie, energetycznie, a kiedy trzeba było, nawet na rockowo!

Ale po kolei. Koncert otworzył wspomniany utwór The Heart of Noise – jego energię i rytmiczność uważam za świetny początek, a dobre „wejście” kontynuował klasyk, Oxygene II. Ile razy nie słuchałabym tego kawałka, za każdym razem ogromne wrażenie robi na mnie jego brzmienie i nie inaczej było tym razem: głęboki, piękny, czysty dźwięk niemal przenosił w inne, „kosmiczne” przestrzenie. Na ziemię sprowadził słuchaczy lekki, niemal taneczny Circus: o ile podczas słuchania płyty niezbyt przypadł mi on do gustu, w trakcie łódzkiego koncertu został wykorzystany tylko jego drobny fragment. Jeśli jeszcze ktoś pozostał w „gwiezdnych” klimatach marzeń, z pewnością obudził się podczas szybkiego, szalonego utworu Exit – dynamika, zmiany tempa i jego mocny rytm były jednym z najciekawszych momentów koncertu. Świetnie wypadł także Conquistador; dzięki zremiksowanej wersji utwór zyskał takiego rockowego pazura, jakiego się po nim nie spodziewałam!

Małą chwilą dla nabrania oddechu były kolejne klasyki. Oxygene VIII nieco złagodził szybkie tempo i ponownie wprowadził spokojniejsze brzmienia tuż przed jednym z najpiękniejszych utworów Jarre’a, jakie kiedykolwiek powstały. Souvenir From China zabrzmiał naprawdę wyjątkowo – w dodatku Arenę oświetliły także setki lampek ze smartfonów widzów… Moment nie do opisania słowami! Podczas występu w Łodzi nie mogło oczywiście zabraknąć Oxygene IV i Equinoxe IV – wraz z nimi na scenę powróciła radosna energia. Kolejny utwór, taneczny Brick England z Electronica 2 naprawdę mnie zaskoczył: podczas przesłuchiwania płyty nie zwróciłam na niego zbytniej uwagi, a w trakcie koncertu zabrzmiał radośnie, optymistycznie i lekko. Ciekawostką był także utwór Zero Gravity – o ile bardziej podobała mi się studyjna wersja, zagrany w Łodzi remix Above & Beyond też dał radę. Z kolei zachwycona byłam kawałkami Immortals i The Architect – minimalowe, doskonale dopracowane i brzmiące naprawdę wyjątkowo!

Największym smaczkiem podczas koncertów Jarre’a jest oczywiście laserowa harfa i nie mogło jej zabraknąć także i tym razem – choć niekiedy bywa ona bardzo kapryśna, w Atlas Arenie zabrzmiała bez zarzutu, a utwór The Time Machine zjawiskowo zakończył koncert. Jednak publiczność nie puściłaby Jarre’a na inne występy bez bisu, ale Mistrz postarał się o to, by był wyjątkowy! Zagrał premierowy utwór Oxygene 17 – tak, 17! – który zapowiada trzeci album spod znaku kultowego Oxygene. Czy czegoś podczas występu klasyka elektroniki mi zabrakło? Absolutnie niczego – może trochę czekałam na mój ulubiony, zadziorny i zmysłowy kawałek What You Want z Peaches, ale do takiej koncertowej tracklisty po prostu by nie pasował.

Bez wątpienia Jean-Michel jest jednym z artystów, którzy mieli na mnie największy wpływ i wiedziałam, że ten występ będzie wspaniały. W muzyce Jarre’a wspaniała jest jej ponadczasowość: choć już dawno wyrosłam z dziecięcych kolorowanek przy dźwiękach Oxygene, jego brzmienie nie zestarzało się ani trochę. Zarówno słuchaczom, jak i pierwszemu wydaniu albumu stukają kolejne lata, lecz zupełnie nie czuć tego po brzmieniu. Cieszy również fakt, że i sam Mistrz jest w doskonałej kondycji – ukryty za całą swoją elektroniczną maszynerią, radośnie zachęcał publiczność do przeżywania koncertowych emocji.

Bardzo doceniam fakt, że Jarre nie odcina kuponów od popularności Equinoxe czy Magnetic Fields, wciąż jest aktywny i nie boi się zaprosić do współpracy różnorodnych artystów. Choć debiutował i odnosił największe sukcesy wiele lat temu, również dzisiaj radzi sobie doskonale – ja z koncertu w Łodzi wróciłam z ogromnym uśmiechem na twarzy i pełna dobrych odczuć. Tym bardziej czekam na kolejny album spod znaku Oxygene… i z niecierpliwością czekam na powrót Mistrza do Polski!

Reklamy

2 thoughts on “Jean-Michel Jarre zagrał w Łodzi! Relacja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s