M83 wystąpili w warszawskiej Stodole. Relacja

Niełatwe zadanie mają przed sobą M83. Indie-puryści nie są zachwyceni ich ostatnim krążkiem, po występie na tegorocznym Open’erze wciąż niosą się echa rzekomego playbacku, a oliwy do ognia przed warszawskim występem (dosłownie na dwa dni przed) dolewa zmiana miejsca koncertu. Czyżby francuska grupa czuła nóż na gardle, a Stodoła okazała się lepsza niż Torwar? Jak nowy materiał brzmi w koncertowym wydaniu i czy M83 potrafią zgrabnie obronić swoją twórczość? Oto relacja z ich poniedziałkowego koncertu w Warszawie!

(relacja ukazała się na All About Music w listopadzie 2016)

Na początek kilka prostych prawda. Album Junk to zupełnie nowy rozdział w dorobku M83: za oczywisty przyjmuję więc fakt, że jednym się spodoba, a inni poczują się do głębi urażeni „słabizną”, „płycizną” i „80’sowym syfem”. Dziś wszystko brzmi jak lata 80. i nie sposób uciec od tej tendencji – trend ma się dość dobrze i póki co niewiele wskazuje na to, by miał szybko wygasnąć. Zresztą, sam Anthony Gonzalez żartował, że muzyka idzie w stronę unifikacji i obecnie niemal każdy gatunek czerpie z minionych lat: inspiracją dla albumu Junk były właśnie programy telewizyjne oraz audycje z lat 70.-80. I wreszcie: M83 mają na swoim koncie o wiele lepsze piosenki (wśród nich kultowe wręcz Midnight City czy We Own The Sky), ale obrazę majestatu wiernych fanów za nagranie czegoś innego uważam za lekko przesadzoną. I dlatego też wybrałam się na ten koncert. Chociażby dlatego, by dać francuskiej indie grupie szansę na pozytywne zaskoczenie. Czy się udało?

Zanim jeszcze na scenie stanęła gwiazda wieczoru, o bifora z dobrymi brzmieniami zadbała młoda, polska ekipa. Filip Awłas, Michał Drozda i Radek Reguła, czyli trio Niemoc, dali z siebie 100% elektroniczno-punkowgo grania i zrobili na mnie niemałe wrażenie. Jeśli jeszcze ich nie znacie, pora szybko nadrobić zaległości: ja w drodze powrotnej z przyjemnością przesłuchałam ich EP-ki (Kaiseki i Paramaribo) i przyznaję, że takie połączenie gitar z elektroniką brzmi świeżo, zadziornie i szalenie rytmicznie. Czyli tak, jak lubię – support oceniam więc za udany!

M83 stanęli na scenie punktualnie o 22: koncert rozpoczął utwór Reunion, szybki, pełen pop-rockowej energii i przypominający złote czasy albumu Hurry Up, We’re Dreaming. Co ciekawe, jedni indie-puryści wyglądali na zachwyconych (bo gra stare i ulubione), inni zaś – na zniesmaczonych, „bo skoro to trasa Junk, to dlaczego zaczynają od starych kawałków?”. Szybko jednak przyszła pora na nowy materiał: byłam bardzo ciekawa, jak Do It,Try It, Bibi the Dog czy Walkway Blues (moje ulubione utwory z Junk) zabrzmią na żywo. O ile odbiór studyjnej płyty mógł być sporym zaskoczeniem dla fanów ze względu na „inność” i „komercyjność”, tak podczas koncertu te różnice zdawały się nie być tak widoczne. Piosenki z Junk zgrabnie łączyły się z wcześniejszymi utworami M83, więc może nie taki zły ten krążek, jak wszyscy mówią? Dobór utworów na występ w Stodole uważam za udany: nowy album dobrze brzmi w wersji koncertowej i w połączeniu ze starszymi utworami tworzy całkiem niezłą całość. Może to już nie ten sam indie-rockowy ogień, za który polubiłam M83 lata temu, ale w 80’sowej wersji też mają coś ciekawego do powiedzenia.

m83
fot. Instagram: aga_ome

Podczas występu w Warszawie znalazło się miejsce zarówno na szybsze, dynamiczniejsze utwory, jak i te spokojniejsze: przy radosnych Do It, Try It i Road Blaster pląsała dosłownie cała Stodoła. Chwilą na złapanie oddechu były nastrojowe Wait, Echoes of Mine czy Oblivion – i wszystko naprawdę byłoby w tym koncercie piękne i cudowne, gdyby nie ten ostatni utwór. Wskutek problemów technicznych nie było słychać niemal połowy tej piosenki; drugą część na szczęście udało się uratować i Kaela Sinclair wykonała ją bezbłędnie. Okazało się jednak, że kwestia niedziałającego mikrofonu przerzuciła się także na inne instrumenty: słowem, Stodoła miała spory problem techniczny i koncert musiał zostać przerwany. „Gaszenie pożaru” trwało niemal pół godziny i naprawdę obawiałam się, że M83 drugi raz nie wejdą na scenę… Jednak wszystkiemu udało się zaradzić, a zespół zagrał z nową energią; zupełnie tak, jakby problem się nie pojawił. Rytmiczne Bibi the Dog i Go! skutecznie rozbujały publiczność, zaś przy Midnight City, najbardziej znanym utworze grupy, dosłownie wszystkie ręce powędrowały ku górze. Fani nie puściliby M83 do domu bez bisów: mocny, elektroniczny Couleurs z płyty Saturdays = Youth zabrzmiał rytmicznie i tanecznie, zaś Lower Your Eyelids to Die With the Sun zgrabnie i delikatnie zakończył koncert.

Jak w dwóch słowach podsumowałabym występ M83? Ja oceniam go dobrze: choć miałam nieco obaw co do tego, jak nowa płyta sprawdzi się na koncertach, uważam, że ma w sobie to coś. Selekcja utworów udana i ładnie połączona z wcześniejszymi nagraniami; prawie nie mogę przyczepić się do niczego. Z drugiej strony nie mogę jednak przemilczeć sporego technicznego fakapa po stronie klubu. Ok, bardzo rzadko bywam w Warszawie i dlatego też nie znam wszystkich stołecznych miejscówek koncertowych. Do Stodoły zawitałam po raz pierwszy i przyznam jej plusa za organizację oraz dobre, wyważone nagłośnienie; przyznaję jednak, że o ile występ trio Niemoc i pierwsza połowa koncertu M83 przebiegała bez zarzutu, druga część niestety znacznie się „rozjechała”. Nie ukrywam, że półgodzinna przerwa na naprawę mikrofonów i klawiszy nieco odebrała przyjemność z występu: szczerze mówiąc spodziewałam się, że zespół zakończy koncert w okolicznościach zupełnie od niego niezależnych… Na szczęście tak się nie stało, ale mały niesmak pozostał; prztyczek w nos dla Stodoły, ale absolutnie nie dla grupy. Zresztą, wokal Kaeli Sinclair obronił się sam – artystka pokazała, że żadne przeszkody techniczne nie są jej straszne i że doskonale daje sobie radę z przeciwnościami losu podczas koncertów.

Odpowiadając na pytanie postawione przeze mnie na początku relacji: tak, M83 udało się zrobić na mnie bardzo pozytywne wrażenie. I choć na tegorocznym Open’erze się nie pojawiłam, cieszę się, że mogłam usłyszeć ich w pozbawionej zbędnych ozdobników formie. Jednocześnie ciekawi mnie, w którą stronę podąży francuska grupa… i czy znów postanowi nas czymś zaskoczyć. Mam nadzieję, że tylko pozytywnie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s