Moja playlista: LISTOPAD

Działo się w tym miesiącu! Listopad zdecydowanie mogę zaliczyć do pracowitych okresów: choć recenzowałam niewiele, miałam okazję pojawić się na kilku ważnych wydarzeniach muzycznych. Kolejny raz usłyszałam na żywo Jeana-Michela Jarre’a i Perfect, a pierwszy raz M83 i Anię Szarmach; oprócz tego zagościłam na kultowym One Love Festival i Europejskich Targach Muzycznych Co Jest Grane 24. Jak zaś wyglądała moja osobista playlista? Listopadowa nitko, leć!

Utwory

#1. Phantogram, You Don’t Get Me High Anymore

Mam mieszane uczucia co do najnowszej płyty amerykańskiego duetu, ale jedno wiem na pewno: You Don’t Get Me High Anymore to Phantogram w modelowej formie. Niezwykle rytmiczny, pełen energii i chwytliwy, doskonale radzi sobie na alternatywnych listach przebojów. I ja nie mogłam się od niego uwolnić: gdybym miała wybrać najlepszy kawałek listopada w moim zestawieniu, byłby to właśnie ten.

#2. Scuba, The Hope

Nie byłam na listopadowym Circus Inferno w Starej Rzeźni. Tak wyszło – wraz z biegiem czasu o wiele bardziej cenię sobie porządny trening, niż imprezę (czuję #starość, milordzie). Lubię też jednak dziwne rzeczy (szczególnie te muzyczne), a Scuba co rusz zaskakuje mnie swoją nieprzewidywalnością: podczas jego seta na Audioriver niemal pogubiłam buty, a w ramach miłych wspomnień powrócił do mnie utwór The Hope. Dzikość rytmu i połączenie różnych gatunków czynią ten kawałek wyjątkowym!

#3. Jon Hopkins & Purity Ring, Breath This Air

Utwór Breath This Air znałam do tej pory jedynie w instrumentalnej wersji i dopiero niedawno odkryłam, że istnieje także ta z wokalem. Głos Megan James pasuje do niej idealnie i choć w pierwszej chwili nigdy nie zestawiłabym go razem z surową elektroniką Jon Hopkinsa, ten kawałek brzmi po prostu przepięknie. Nic dodać, nic ująć.

#4. Ruhig, Lost In The Instability (Edit Select Remix)

Lubię podsłuchiwać od innych. Przyznaję się otwarcie i bez bicia: gdyby nie rekomendacje od znajomych czy z obserwowanych przeze mnie profili na Soundcloudzie czy Spotify, moje muzyczne horyzonty byłyby miałkie i smutne. Nie inaczej było w przypadku tego kawałka i Ruhig na dobre zagościł w mojej playliście: jest spokojny, ale nie brak mu wyrazistego rytmu.

#5. PRO8L3M, Jakby Świat Kończył Się

PRO8L3M, czyli co człowiek przywozi ze sobą z Warszawy? Choć polski hip-hop jest mi dość nieznanym muzycznie tematem i dość ostrożnie podchodzę do fenomenu warszawskiego duetu przyznaję, że ten utwór mnie zainteresował. Może właśnie dlatego, że jeszcze go nie rozgryzłam? Well, challenge accepted.

#6. The Knife, We Share Our Mother’s Health

Bardzo brakuje mi The Knife i mam ogromną nadzieję, że jeszcze kiedyś usłyszę ich nowe nagrania. Wiem, że jest to wątpliwe, ale co szwedzki duet zdążył nagrać, tym się uszy radują: uwielbiam We Share Our Mother’s Health za jego prosty, ale niezwykle wyrazisty rytm. Choć wydaje się być lekki, niemal dyskotekowy, ma swoje drugie, mroczne i niemal fascynujące oblicze. Szczególnie polecam wykonanie z trasy Silent Shout z 2006 roku – potrafi wywołać niezłe ciarki.

#7. Paul van Dyk, Nothing But You (PVD Radio Mix)

Mam ogromny sentyment do tego utworu: pamiętam jeszcze czasy listy 20 Klubowych (czyli BARDZO dawno temu), kiedy to w ramówce MTV można było znaleźć muzykę, a nie Kardashianów czy Warsaw Shore. Choć dziś słucham już bardzo mało trance’ów, Paula van Dyka uwielbiam i chętnie wracam do kawałka Nothing But You: mam dziwny nawyk chodzenia nocą po mieście i wtedy dość często mi on towarzyszy.

#8. KDA & Tinashe, Just Say

Żeby nie było, że listopadowa playlista jest smutna i ciężka od A do Z. Bardzo spodobał mi się utwór Just Say Tinashe i KDA: jest lekki, radosny, ale nie „plastikowy”, więc momentalnie ciągnie na taneczny parkiet. Świetnie sprawdził mi się podczas rozgrzewki i na dobre włączyłam go do treningowej playlisty!

#9. Sean Paul, Breakout

Moja muzyka zdradza najlepiej, czego najbardziej mi brakuje lub czego potrzebuję. Po roku przerwy od dancehallu wiem, że po prostu muszę na niego wrócić, bo tęsknię za jego energią i plastyką ruchu, nad którą mogłam zupełnie inaczej pracować. Słowem: Sean Paul wjechał do playlisty z takim impetem, że nie może być inaczej!

Płyty

#10. Trentemøller, Fixion (2016 / In My Room)

Anders Trentemøller kolejny raz porządnie mnie zaskoczył: zrobił wszystko zupełnie od nowa i nagrał mocną, indie-elektroniczną płytę, która diametralnie różni się od jego debiutu. Tak się składa, że akurat pracuję nad tekstem poświęconym temu duńskiemu producentowi, więc nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale powiem jedno: choć na pierwszy rzut oka Fixion może brzmieć jak straszne smęty, ja jestem pod ogromnym wrażeniem. Nie jest to krążek dla każdego, ale mnie zachwycił od początku do samego końca.

#11. Lapalux, Nostalchic (2013 / Brainfeeder)

Lo-fi, glitch, downtempo, hipsterskie R&B – jak zakwalifikować muzykę Lapalux? Mniejsza o konkretną nazwę: jego debiutancki album Nostalchic to bardzo dobre, ciekawe i klimatyczne brzmienie, którego świetnie słucha się jesienią. Szczególnie polecam utwory Guuurl, Dance i Without You.

Sety i playlisty

#12. Detroit Techno Militia (313 The Hard Way) x Boiler Room (Chicago)

Detroit Techno Militia i Boiler Room? Tyle dobra na raz, że trzeba je sobie umiejętnie dawkować – jednak w przypadku ekipy 313 The Hard Way nie potrzeba mówić zbyt wiele. Set z Chicago jest tak dobry i rytmiczny, że przez kilka dni słuchałam go w kółko; w trackliście m.in. Carl Craig, T.Linder i Jeff Mills, więc czego chcieć więcej? ❤

#13. Dancehall Queen (selekcja: Spotify UK)

Rytmy Jamajki powracają do mnie coraz silniej, więc nie ma co zwlekać i najwyższa pora wrócić na dancehall. Kiedy raz poczułam riddim, trudno było mi się od niego uwolnić – reggae i ragga sprawiają, że momentalnie chce się ruszyć do tańca. Co ciekawe, do dancehallu również biega mi się doskonale; szczególnie polecam kawałki Seana Paula, Konshensa, Gentlemana, Busy Signala czy niekwestionowanego Króla, Beenie Mana!

#14. Massive Dance Hits (selekcja: Spotify UK)

Dziwne to i dość osobliwe, że mainstream znów pojawia się w mojej jakże zalternatywizowanej playliście. Z drugiej strony nigdy nie ukrywałam muzycznych guilty pleasures (bo i pop może być fajny), a taneczną energię trudno jest mi ukryć – doskonale więc sprawdziła mi się składanka Massive Dance Hits, na której znalazły się utwory m.in. Calvina Harrisa, Jonas Blue, Gorgon City, DJ Snake’a czy Flume’a. Polecam, sama sprawdziłam pląsanie po pokoju!

A Wy czego słuchacie jesienną porą? Podsyłajcie ciekawych artystów, których odkryliście lub ulubione piosenki z tego sezonu, chętnie przyjmę nowe rytmy do swojej playlisty! 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s