13 x 2016, czyli 13 albumów mijającego roku, które mnie rozczarowały

Mijający rok przyniósł nam wiele muzycznych zaskoczeń: zarówno tych pozytywnych, jak i tych nie do końca udanych. Poprzednio przedstawiłam Wam najciekawsze i najlepsze albumy 2016 – dziś zaś spoglądam na drugą stronę i prezentuję te płyty, które nie podbiły mojej playlisty. Czegoś jest w nich za dużo, czegoś brakuje (lub w ogóle nie ma wyrazu i brzmienia); oto pechowa 13. najbardziej rozczarowujących albumów 2016.

Znacie mój styl wypowiadania się o muzyce: choć słucham bardzo dużo i różnorodnie, nie każdą płytą mogę się bezkrytycznie zachwycić. Mimo wszystko w każdej o każdej z nich staram się powiedzieć coś dobrego; znaleźć element, za który mogę pochwalić i ją obronić. Dlatego też jeśli coś krytykuję, to staram się mieć ku temu podstawy, a nie narzekać bez powodu – takie też był zamysł tego wpisu, no shade at all!  (:

#1. Lacuna Coil, Delirium

Chyba najbardziej rozczarowująca płyta tego roku. Nigdy w życiu nie podejrzewałabym, że Lacuna Coil będą brzmieli tak słabo i… wtórnie. Utwory „stylizowane” na Leaves’ Eyes wyjątkowo im nie służą; są za ciężkie i zupełnie niedopasowane do dotychczasowych nagrań włoskiej grupy.

Werdykt: W momencie, w którym Cristina Scabbia przestaje brzmieć jak Cristina, a zaczyna naśladować Tarję Turunen i Liv Kristine, bardzo ciężko jest jej słuchać. W zestawieniu z mocnym, zdecydowanym growlem Andrei Ferro brzmi tak, jakby ze sobą walczyli – i to chyba pierwszy taki moment w historii Lacuna Coil. Mam ogromną nadzieję, że pierwszy i ostatni.

  • Single: The House of Shame, Delirium, Ghost in the Mist
  • Momenty: Delirium, Downfall, Claustrophobia
  • Wytwórnia: Century Media

#2. SHXCXCHCXSH, SsSsSsSsSsSsSsSsSsSsSsSsSsSsSs

Niestety, Szwedzi bez samogłosek mnie nie zachwycili – o ile znam ich ambientowe zapędy i doceniam poszerzanie horyzontów, „syczący” album nie należy do tych najlepszych. Owszem, momentami bardzo przypomina dawnych Autechre, ale brak na nim mocnego uderzenia spod znaku Linear S Decoded czy choćby zdecydowanego, wyraźnego rytmu. A o tym, że nowe brzmienie nie do końca sprawdza się na żywo, przekonałam się podczas ich występu na tegorocznym Domoffonie.

Werdykt: W tym roku wielokrotnie wracałam do tego albumu, by móc wyciągnąć z niego coś więcej, znaleźć dobre punkty i wyrazisty rytm. Niestety, zamiast na porządny rave, ten krążek nadaje się… do spania.

  • Single:
  • Momenty: SsSs, SsSsSsSsSs
  • Wytwórnia: Avian

#3. Grimes, Art Angels

Byłam bardzo ciekawa, jakim brzmieniem zaskoczy mnie Kanadyjka i to właśnie na jej krążek czekałam najbardziej. Niestety, jest on bardzo nierówny: Art Angels ma swoje dobre momenty, ale całe brzmienie płyty nie do końca mnie przekonuje. Ani śladu po eterycznej Halfaxa czy tajemniczej poprzedniczce, Visions: na tej płycie dominuje średniej jakości pop.

Werdykt: Płyta Art Angels nie zachwyca, ale za to utwór Medieval Warfare broni honoru wokalistki. Kawałek nagrany do filmu Suicide Squad to Grimes w zadziornej, elektroniczno-orientalnej formie – szkoda, że takiego brzmienia zabrakło na jej własnym albumie.

  • Single: Flesh Without Blood, Kill V. Maim
  • Momenty: Flesh Without Blood, Kill V. Maim
  • Wytwórnia: 4AD

#4. Kanye West, The Life of Pablo

Zmęczył mnie ten nowy Kanye West. Nie tylko swoją megalomanią i przerostem formy nad treścią w niemal każdej dziedzinie swojej działalności, ale przede wszystkim dość słabym, niczym niewyróżniającym się albumem. Może Kanye powinien naprawdę zamilknąć na chwilę, przemyśleć swoją karierę i wreszcie odrobić lekcję pokory?

Werdykt: Jak zwykle Yeezus narobił wokół siebie wiele hałasu – i jak zwykle o nic. Gdyby jeszcze The Life of Pablo mógł czymś zaskoczyć, a nie być składanką niewyróżniających się utworów i zapchajdziurowych przejść.

  • Single: Famous, Fade, Father Stretch My Hands
  • Momenty: Feedback, Waves
  • Wytwórnia: Def Jam

#5. Hippie Sabotage, Providence

Do trzech razy sztuka? Nawet nie tyle – już drugi album Hippie Sabotage był słaby, a kolejny niestety kontynuuje jego nienajlepszą passę. Podczas słuchania Providence miałam wrażenie wtórności oraz tego, że bracia z Sacramento nagrali ten krążek na siłę. Niestety, moja hipoteza co do ich narkotykowego problemu chyba jest prawdziwa, więc dalsza działalność Hippie Sabotage staje pod poważnym znakiem zapytania.

Werdykt: Krążek bardzo płaski, pozbawiony polotu. Tym bardziej jestem rozczarowana, iż debiutancki The Sunny Album miał i zdecydowane brzmienie, i wyrazisty charakter, których bardzo brakuje na Providence.

  • Single: Waiting, Devil Eyes, High Enough
  • Momenty: Gold (Kiiara remix), Moments
  • Wytwórnia: iHipHop Distribution

#6. dvsn, Sept 5th

Alternatywne R&B jest teraz w modzie – w tym roku albumy z tego gatunku mają na swoim koncie m.in. Majid Jordan, PARTYNEXTDOOR czy Roy Woods. Przykro mi stwierdzić, że na ich tle dvsn nie wyróżniają się absolutnie niczym, a w dodatku brzmią jak wybici z jednej matrycy OVO Sound.

Werdykt: Ten album dobrze się zapowiadał, a wyszedł dość mizerny. Przesłuchałam go tylko raz, wynudziłam się jak mops i znalazłam tylko jeden wart uwagi utwór.

  • Single: Hallucinations, Too Deep, With Me, The Line
  • Momenty: In + Out
  • Wytwórnia: OVO Sound

#7. Katy B, Honey

Kolejne spore rozczarowanie tego roku. Uwielbiam Katy B za jej taneczne, popowo-elektroniczne, a jednocześnie subtelne brzmienie – jednak na Honey nie ma śladu po energii poprzedniczki, Little Red. I choć świetny singiel I Wanna Be chodził za mną przez całe lato, niestety nie uratuje dość płaskiego brzmienia tej płyty.

Werdykt: Za produkcją najnowszej płyty Katy B stali m.in. Wilkinson, Chris Lorenzo i Four Tet. Moje pytanie brzmi: co poszło nie tak?

  • Single: I Wanna Be, Turn The Music Louder (Rumble), Who Am I
  • Momenty: I Wanna Be, Calm Down
  • Wytwórnia: Rinse

#8. Taco Hemingway, Marmur

W tym miejscu narażę się wielu fanom Fifiego (z czym się liczę): jego najnowszy album niezbyt mnie przekonał. O ile bardzo doceniam krytyczne, niekiedy kąśliwe spojrzenie Taco na ludzkie światy, o tyle krążek Marmur wydaje mi się dość ciężki, jakby nagrany pod presją (bo żelazo kuje się, póki gorące). Poprzednich EP-ek słuchałam bardzo często i z przyjemnością, płyty Marmur… raptem kilka razy, i to bez jakichś większych emocji.

Werdykt: Marmur to dziwny album – z jednej strony dobrze zarysowany bit, z drugiej dość płaski wokal Filipa. Nie wiem, gdzie zniknął jego flow, ale ta płyta nie pokazuje w pełni jego talentu i potencjału. Trzymam więc kciuki za kolejną, bo mimo wszystko uważam Taco za wyjątkową postać na polskiej scenie.

  • Single: Deszcz na betonie
  • Momenty: Krwawa Jesień, Grubo-Chude Psy
  • Wytwórnia: Asfalt

#9. Phantogram, Three

Mam bardzo mieszane uczucia co do tego albumu: jego pierwsza połowa to bardzo mocne, indie-electropopowe kawałki, których słucha się z przyjemnością. Z kolei druga część sprawia wrażenie, jakby znalazła się na płycie przez przypadek, a złotego środka brak.

Werdykt: Bardzo lubię Phantogram i uważam ich za jeden z najciekawszych zespołów na scenie indie i electropopu. Choć krążek Three nie powalił mnie na kolana, wiem, że stać ich na więcej. Na czawartą płytę będę musiała pewnie trochę poczekać, ale myślę, że będzie warto.

  • Single: You Don’t Get Me High Anymore, Answer
  • Momenty: You Don’t Get Me High Anymore, Same Old Blues, Cruel World
  • Wytwórnia: Republic Records

#10. Poliça, United Crushers

Album United Crushers trochę mnie zaskoczył: Poliça odeszli od synthpopu na rzecz indie-elektronicznych, lekko awangardowych utworów. Źle nie jest, ale mam wrażenie, że ten krążek jest nieco niedopracowany, a przez to niespójny. O ile na United Crushers znalazłam dużo elektroniki i ambitnego brzmienia, giną one w nadmiarze eksperymentalnych prób.

Werdykt: Długo zastanawiałam się, czego tak naprawdę brakuje mi w tej płycie i chyba jest to energia – a jeden utwór Baby Sucks to trochę za mało, by nadrobić resztę. Album United Crushers nie zawiera żadnego kawałka na miarę Lay Your Cards Out i za ten brak zdecydowania minus ode mnie.

  • Single: Lime Habit, Wedding, Kind
  • Momenty: Lime Habit, Fish, Baby Sucks
  • Wytwórnia: Mom + Pop Music

#11. Medina, We Survive

#tenuczuć, kiedy rozczarowuje cię jedna z ulubionych artystek i w zasadzie nie wiesz, co z tym fantem zrobić. Nie przestanę lubić Mediny, ale We Survive to zdecydowanie jej najsłabsza płyta: jest po prostu nudna i pozbawiona polotu. Najgorsze jest to, że nie bardzo ma się czym obronić.

Werdykt: Od dawna wiadomo, że Medina nagrywa o wiele lepszą muzykę w rodzimym języku. Mam nadzieję, że wkrótce światło dzienne ujrzy jej duńskojęzyczny album, bo w angielskiej wersji niestety wypada mizernie.

  • Single: We Survive
  • Momenty: By Your Side, Good Enough, For U
  • Wytwórnia: :labelmade:

#12. Foxes, All I Need

Foxes ma wszystko to, co kocha rynek muzyki pop – jest urocza, dziewczęca, a przy tym przebojowa i radosna. Pierwszą płytą zachwycili się zarówno krytycy, jak i słuchacze, a drugi krążek Brytyjki był jednym z najbardziej wyczekiwanych w 2016. Miałam okazję go recenzować i, niestety, zbyt wiele dobrego nie mogę o nim powiedzieć.

Werdykt: Specjalnie przesłuchiwałam All I Need w różnych okolicznościach, żeby znaleźć w niej jakieś dobre punkty czy okazje, do których pasuje. Niestety, wyszło średnio, a większość płyty brzmi popowo-nijako w każdej sytuacji.

  • Single: Body Talk, Better Love, Amazing, Cruel
  • Momenty: Body Talk, Lose My Cool, Amzaing
  • Wytwórnia: Sign of the Times

#13. Enigma, The Fall of a Rebel Angel

Jak na szpilkach czekałam na najnowsze wieści z obozu Michaela Cretu – jednak gdy już przyszło co do czego, efekt był dla mnie  rozczarowujący. Sporo dawnej Enigmy, ale czy coś więcej? Niestety, choć na The Fall of a Rebel Angel pojawiają się nowe, ciekawe brzmienia (dubstepowe inspiracje – spore zaskoczenie!), całość nie zachwyca.

Werdykt: Osiem lat milczenia to zdecydowanie zbyt długo jak na Enigmę. Niestety, ten concept album nie jest ani spójny, ani przełomowy – ot, płyta wydana po sporej przerwie, tak tylko dla przypomnienia o swoim istnieniu.

  • Single: Sadeness Part II, Amen
  • Momenty: Oxygen Red, Mother, Agnus Dei
  • Wytwórnia: Island Records

Mam nadzieję, że moja krytyka nie jest zbyt ostra – zawsze staram się, by moje opinie były konstruktywne i miały sensowne uzasadnienie. Jakie płyty zawiodły Wasze oczekiwania? Na które wydawnictwa czekaliście najbardziej, lecz się rozczarowaliście? Dajcie znać w komentarzu lub mailu – i niech 2017 będzie łaskawszy dla nas wszystkich! (:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s