Wszystkie oblicza Trentemøllera. Felieton

Czy scena techno wybacza odejścia od elektroniki na rzecz innych gatunków? Takich przypadków jest niewiele; jednak jeśli o tym artyście mowa, oko można przymknąć na wiele wiele rzeczy. Anders Trentemøller od niemal 20 lat zaskakuje swoim producenckim zmysłem – czy to w minimalu, czy też alternatywnym rocku, w każdym z nich radzi sobie doskonale. Już wkrótce duński muzyk odwiedzi Polskę w ramach trasy promującej jego najnowszy album, Fixion – z tej okazji postanowiłam nieco przybliżyć jego ciekawą postać.

W przypadku artystów takich jak Trentemøller można mówić godzinami, a i tak zahaczyłoby się jedynie o małą część jego twórczości. Wszelkie sformułowania w stylu „muzycznego kameleona” zdają się być powierzchownymi sucharami – duński producent wykracza bowiem poza sztywne ramy gatunków, eksperymentuje z brzmieniami i wciąż idzie do przodu. Łączy klubową elektronikę z rockiem, cofa się do swoich muzycznych korzeni i sięga po inspiracje z lat 90., a wszystko to przyprawia odrobiną melancholii. Każdy krążek to nie tylko kolejna pozycja w dyskografii, ale i nowy rozdział w jego własnej historii.

Technobohater

Anders Trentemøller urodził się w 1974 w Vordingborg, niewielkiej miejscowości w regionie Zelandia. Co ciekawe, nie pochodzi z rodziny o wyrazistych tradycjach muzycznych: jak sam przyznaje, wśród swoich bliskich jest jedyną osobą, która profesjonalnie się nią zajmuje. Umiejętności muzyczne zdobywał już jako dziecko, kiedy to rodzice podarowali mu oldschoolowe, ale całkiem nieźle grające pianino; następnym krokiem był zestaw do gry na perkusji. Talent chłopca dostrzegł nauczyciel muzyki i zaproponował jedenastoletniemu wówczas Andersowi skomponowanie utworu do szkolnego przedstawienia: o ile niezbyt pewnie czuł się na teatralnej scenie, w muzyce odnalazł się doskonale.

Można powiedzieć, że  Trentemøller jest aktywny na scenie jest od późnych lat 90.; wbrew temu, co wskazywałyby pierwsze doświadczenia, nie były to projekty stricte elektroniczne. W młodości zafascynowany był brzmieniem Bauhaus, Siouxsie and the Banshees, Depeche Mode czy Joy Division – nic więc dziwnego, że często sięga po swoje dawne, muzyczne inspiracje. Jako nastolatek grywał w indie-rockowych grupach, lecz bez większego sukcesu. Może to wynika z mojego charakteru, próbuje tłumaczyć w rozmowie z Independent. Lubię pracować w samotności, mieć ostateczną decyzję na kształt mojej muzyki, a bycie w zespole wiązało się ze zbyt częstą koniecznością pójścia na kompromis.

Indywidualista, samotnik, buntownik – outsiderska natura Trentemøllera wpłynęła nie tylko na jego muzykę, ale i wybór solowej działalności scenicznej. Debiutancki album The Last Resort nagrał w 2006 roku, dzięki czemu zyskał bardzo wysokie noty Pitchfork Media oraz przykuł uwagę Resident Advisora. Również duńska prasa doceniła płytę, plasując ją na wysokim, drugim miejscu krajowej listy najlepszych albumów roku, zaś samego Trentemøllera nazwała ”technobohaterem” (”the hero of techno”). Rok później ruszył w trasę koncertową (nomen omen, z zespołem właśnie), w przeciągu dwóch kolejnych wydał dwie kompilacje, odwiedził największe festiwale, z Glastonbury, Melt! czy Roskilde na czele.

Kilkuletnia podróż zaowocowała zupełnie nowym, muzycznym projektem sygnowanym nazwiskiem Trentemøllera. W 2010 roku działalność rozpoczęła założona przez niego wytwórnia In My Room – dziś w swoim portfolio ma m.in. takich artystów, jak TOM And His Computer czy Dorit Chrysler, zaś pierwszym krążkiem w jej karierze był następca The Last Resort.

Książę ciemności

Zanim jeszcze światło dzienne ujrzał drugi studyjny album Trentemøllera, rok wcześniej został wydany zbiór jego początkowych nagrań. To z krążka Early Worx pochodzą tak znane utwory, jak Gush, Vamp, Kink, Physical Fraction czy też zremiksowane wersje Moan i Miss You. Ukazał on nie tylko mocne, klubowe inspiracje muzyka, ale i chęć ciągłego doskonalenia się i rozwijania swojego brzmienia. Album Into The Great Wide Yonder ujawnił jeszcze jedną, wyjątkową cechę Trentemøllera: zmysł do bardziej nastrojowych utworów.

Myślę, że melancholia stanowi sporą część mnie, choć na co dzień jestem dość pogodnym facetem – przyznał w rozmowie z Independent. Na pierwszy rzut oka mogłoby się jednak wydawać, że Trentemøller jest żywcem wyciągnięty z rockowego koncertu lub imprezy dla gothów; spowity od stóp do głów w czerń książę ciemności o mrocznej, posępnej osobowości. Nic bardziej mylnego – choć sporą część jego muzycznych inspiracji stanową właśnie lata 80. i 90., duński producent należy do raczej radosnych osób. Melancholijny, tajemniczy wizerunek może być poboczną częścią tworzenia takiej, a nie innej muzyki; wystarczy spojrzeć na to, z jaką pasją opowiada o najnowszym sprzęcie, który odegrał najważniejszą rolę na albumie Fixion. I, wbrew pozorom, sporo się przy tym uśmiecha.

Moja dziewczyna mówi, że jestem nieznośny, gdy nagrywam – śmieje się Trentemøller w innym wywiadzie – Jedyne, o czym myślę w tym czasie, to muzyka, i faktycznie wytrzymanie ze mną w jednym pokoju bywa ciężkie. Jednak i w tym przypadku można mu to wybaczyć: brzmienie każdej kolejnej płyty udowadnia, że Duńczyk nie próżnuje, wciąż stawia przed sobą nowe wyzwania i poszerza swoje horyzonty. Mimo wcześniejszych obaw o grę z zespołem, w 2011 roku ruszył w trasę koncertową z siedmioosobową ekipą, z którą zawędrował nawet na słynną Coachellę. Kolejnym krokiem było wydanie Reworked / Remixed – podwójnej kompilacji, na której znalazły się najlepsze remiksy takich artystów, jak Weatherall UNKLE czy Modeselektor. Jego talent do wyjątkowych produkcji został również dostrzeżony przez środowisko filmowe: Trentemøller skomponował muzykę do produkcji Olivera Stone’a, Pedro Almodóvara czy Jacquesa Audiarda. W 2013 roku duński producent spełnił swoje wielkie marzenie i towarzyszył legendarnej grupie Depeche Mode podczas jej trasy The Delta Machine Tour.

Multiinstrumentalista

Melodyjna, rytmiczna, zmysłowo tajemnicza – muzykę Andersa Trentemøllera trudno jest jednoznacznie określić. Dawniej był on kojarzony głównie ze sceną techno i minimalu, ale od wielu lat coraz śmielej wykracza poza jeden gatunek. Podczas nagrywania nie boi się uczynić kilku kroków do tyłu, by zrobić jeden duży w przód. Gdybym brzmiał tak samo, jak 15 lat temu, byłbym strasznie nudny – przyznał w wywiadzie dla NMEdlatego też nie waham się wyrzucić do kosza tej partii materiału, która nie wejdzie na płytę. Choć Trentemøller nie chce z niego korzystać, jest jednak daleki od chorej gonitwy za perfekcją: jego stylem pracy jest raczej chęć eksperymentowania, podróży po brzmieniach i gatunkach. Najważniejsze jest dla niego to, by on sam czuł się w nich swobodnie.

„I don’t really care that much about the styles and everything… as long as I feel like it’s the right thing for me to do.” ~ wywiad dla magazynu Billboard, 2016.

Jeszcze dziesięć lat temu bardzo często chodziłem do klubów. Teraz elektroniki słucham głównie w domu, ale mówiąc szczerze, nie jestem wielkim fanem tej muzyki, powiedział polskiemu magazynowi LAIF. To dość zaskakujące wyznanie jak na producenta, który największy rozgłos zyskał właśnie takimi brzmieniami; być może właśnie dlatego postanowił kolejny raz nagrać album w zupełnie innych klimatach. 2016 rok przyniósł mu bardzo dobry i intrygujący album Fixion: to najodważniejsze jak do tej pory odejście od technorodowodu, choć wbrew pozorom wciąż sporo na nim elektroniki. Najnowsza płyta jest z jednej strony hołdem dla brzmień lat 80. i 90., które otaczały Trentemøllera jako nastolatka; z drugiej – zupełnie nowym rozdziałem w muzycznej historii duńskiego producenta. Na Fixion najbardziej wyrazisty jest indie rock; syntezatorowo-elektroniczne partie jedynie pomagają budować klimat, a nie są jej głównym punktem. Pojawiają się także wyraziste, kobiece wokale: głosy Jehnny Beth z Savages, Marie Fisker oraz Lisbet Fritze przypominają niekiedy gotycką królową, Siouxsie Sioux, ale i potrafią brzmieć wyjątkowo delikatnie.

Andersa Trentemøllera trudno jest przypisać do jednego gatunku muzyki – a patrząc na jego debiut i skłonną do eksperymentów naturę, taka klasyfikacja chyba nie ma większego sensu. Nie ma bowiem takiej szufladki, która określiłaby jego styl: brzmi dobrze w mocnym, klubowym brzmieniu, undergroundowych, posępnych klimatach lat 80. i 90. czy też ambientowych, spokojniejszych rytmach. Dla Trentemøllera każda płyta jest nowym początkiem, który rozegra całkowicie po swojemu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s